UDOSTĘPNIJ
W minioną niedzielę odbyła się 2. tura wyborów samorządowych. Na szczęście, tym razem obyło się bez perypetii związanych z działaniem systemu zamówionego przez PKW i znamy już wyniki wyborów włodarzy w naszych gminach i miastach. Jednocześnie jest to dobry moment na swoiste podsumowanie i zwrócenie uwagi na kilka rzeczy, istotnych z punktu widzenia obywatela kraju demokratycznego, za jaki sami się uważamy.

Nie uwzględniając czyichkolwiek preferencji i poglądów politycznych, a patrząc jedynie punktu widzenia demokracji jako ustroju, jako wyborcy w głębokim poważaniu winniśmy mieć, to jaką retorykę przyjmują mainstream’owi politycy. To, kto zyskał jeden mandat więcej, a kto stracił dwa w wyniku wyborczego bałaganu przesłania nam istotę wyborów, czyli tego co powinno znaleźć się na pierwszym planie.

Wybory to tzw. serce demokracji. W ustroju demokratycznym, nie ma nic ważniejszego, niż procedura, która zapewnia, że każda władza może zostać pokojowo zmieniona.

Tym samym obok tego co stało się z ostatnimi wyborami w Polsce nie sposób przejść obojętnie. Sytuacja, z którą mieliśmy do czynienia jest w państwie demokratycznym powodem ogłoszenia obywatelskiego alertu, mającego na celu zwrócenie uwagi na dostrzegane nieprawidłowości. O ile oczywiście chce się mieć jeszcze do siebie trochę szacunku, będąc (także potencjalnym) wyborcą.

Same wybory i ich wynik można rozpatrywać na co najmniej dwóch płaszczyznach,  tj. politycznej i formalnej (proceduralnej). Truizmem niech będzie stwierdzenie, że obie płaszczyzny są nie tylko ze sobą powiązane, ale również od siebie zależne.

Patrząc na wybory jako zjawisko polityczne, wyniki wyborów samorządowych – czego można było się spodziewać – stały się kolejnym ogniwem w postępującej polaryzacji polskiej sceny politycznej, prowadzonej przez główną partię opozycyjną, czyli PiS oraz koalicyjne siły rządowe w postaci PO i PSL. Oczywiście, główną rolę w tym kontekście odgrywa odpowiednia narracja. Jedni twierdzą, że wybory zostały sfałszowane, z drugiej strony przedstawiciele koalicji deprecjonują zarzut o sfałszowaniu, uważając że tak naprawdę to nic złego się nie stało i w gruncie rzeczy wszystko jest ok.

Z kolei Prezydent, którego konstytucyjna pozycja ustrojowa kreuje go na sui generis arbitra sporów politycznych, w swojej postawie wyraźnie nie próbuje do tak widzianej roli nawiązywać. Prezydent B. Komorowski zdecydował się zrzec tego typu postawy w imię obrony interesu partyjnego Platformy Obywatelskiej i w swej retoryce, jak i poczynaniach stanąć ramię w ramię z premier E. Kopacz.

Czy wybory zostały sfałszowane? Tego nie wiemy. Osobiście, daleki jestem od takich osądów. Wiemy jednak, że w toku procedury wyborczej pojawiła się ogromna liczba nieprawidłowości takich jak: niespotykana dotąd skala nadużyć towarzysząca głosowaniu i liczeniu głosów, awaria systemu informatycznego liczącego głosy, wyjątkowo długie oczekiwanie na oficjalne wyniki, zastraszająco wysoki odsetek głosów nieważnych i delikatnie mówiąc nieoczekiwana zmiana ostatecznych rezultatów podważyły zaufanie Polaków do instytucji państwowych, jak również do uczciwości samych wyborów.

Jak powinien postąpić Prezydent, a wraz z nim elity głównego nurtu politycznego? W moim przekonaniu, powinno się dążyć do wypracowania rozwiązań systemowych, które w przyszłości zapobiegłyby przed wystawieniem polskiej demokracji na szwank. Takie podejście winno leżeć szczególnie w interesie każdej z partii funkcjonujących w polskiej przestrzeni publicznej. No, chyba że któraś z partii zamierza przejąć sprawowanie rządów na wyłączność. Uspokajanie nastrojów społecznych i mówienie, że to tylko „wypadek przy pracy”, przy jednoczesnym sugerowaniu, że wszelkie pojawiające się niejasności wyjaśni bezstronny i niezawisły sąd jest podejściem stosunkowo niepoważnym.

Sądy oczywiście jakoś „przemielą” to co podrzuci im „ciemna masa niezadowolonych” wyborców, jednakże pojawiają się w tym miejscu pewne wątpliwości. Czy sędziowie wyzuci są z poglądów? A zwłaszcza, czy nie są podatni na wpływy i instrukcje? Przykład sędziego Milewskiego (tego, który nie tak przecież dawno poddał się prowokacji dziennikarza przedstawiającego się jako osoba związana z PO), jak i samej PKW pokazał, że polski system sądowniczy – przy całym szacunku dla wielu znakomitych sędziów – tak naprawdę, daleki jest od doskonałości funkcjonowania. Same wybory, niejako rykoszetem,  również obciążyły zaufanie do sądów ? PKW to przecież creme da la creme środowiska polskich sędziów. Tutaj, można rzec – koło się zamyka. Jest to ważki problem z punktu widzenia całości systemu. Niemniej jednak, warto podkreślić również fakt, że w demokracji politycy nie mogą decydować o ostatecznym, wiążącym statusie rozstrzygnięć wyborczych.

Pamiętajmy, że od samego mieszania herbata nie staje się słodsza, a więc żadna próba ugładzenia powstałych problemów nie wpłynie na poprawę funkcjonowania demokracji w naszym kraju.

Jaki jest problem, by partie w trosce o przeprowadzanie wyborów znowelizowały kodeks wyborczy wprowadzając głos ważny bez wskazania listy, odrębny protokół dla głosów nieważnych z opisem, może nawet próg nieważności wyborów, jeśli odsetek nieważnych przekracza wartość do przyjęcia na zdrowy rozum.

Wydawać by się mogło, że przykładowe propozycje, które podane zostały powyżej, czyli legislacyjna reakcja na pojawiające się wątpliwości, stanowiąca niezbędne minimum przyzwoitości to ?oczywista oczywistość?.

Jak dotąd w przestrzeni publicznej pojawiło się również wiele ciekawych propozycji, uwzględniających jednocześnie już wypracowane standardy ochrony zaufania obywateli do procesu wyborczego. Uwagę na całokształt tejże problematyki zwracali między innymi Paweł Kowal czy Agnieszka Romaszewska, osoby do tej pory zaangażowane w szerzenie wartości demokratycznych w państwach takich jak Ukraina czy Białoruś. Skoro takie osoby, które w pewnym sensie można nazwać autorytetami w tej dziedzinie, widzą wyraźnie, że powielamy błędy „nowych demokracji”, państw jeszcze wciąż jej się uczących, to powstaje pytanie, dlaczego dla naszego mainstream’u politycznego jest kwestia całkiem nieoczywista?

Lekceważenie zastrzeżeń w sprawie któregokolwiek elementu z całości procesu przeprowadzania wyborów, zakrzykiwanie wątpliwości, to pierwszy krok w kierunku niszczenia demokracji.

Jeżeli mamy więc mieć demokrację jedynie fasadową, w której nic się nie zmienia, a wybory służą jedynie utwierdzeniu społeczeństwa w przekonaniu o bezsensowności głosowania, to ja za taką demokrację „dziękuję”.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również