UDOSTĘPNIJ

Każdy, kto nie żyje w pustelni, na pewno słyszał bądź widział jakie emocje wywołał spektakl ?Golgota Picnic” Rodriga Garcii wśród ortodoksyjnej religijnie części naszego społeczeństwa. Sztuka, która porusza pewne wątki religii katolickiej oraz jej głównych bohaterów. Nie pierwsza i nie ostatnia. Niby nic niezwykłego, bo przecież tacy ludzie zawsze protestowali czy bojkotowali rzeczy, które ich zdaniem w jakimkolwiek stopniu ?obrażało? wiarę katolicką. Dodatkowo żyjemy w kraju, gdzie okresowo możemy poczytać o przerywaniu wykładów, koncertów czy blokowaniu emisji filmów w kinach. Tak więc na pierwszy rzut oka sprawa, która nie wychodzi przed szereg i nie wywołałaby wielkiej afery gdyby nie nastąpiła reakcja.

Tym razem środowiska artystyczne zmobilizowały się w ramach protestu, a wiele teatrów nie ugięło przed groźbami ortodoksów i sztukę zaprezentowano. W formie czytania lub nagrania. Nawet plenerowo pod pałacem kultury i nauki takie odczytanie się odbyło. Każda forma prezentacji spotkała się z demonstracją i to w wielu przypadkach agresywną. Blokowanie dostępu do teatru, wyrywanie biletów, odpychanie przechodniów i gości wybierających się na przedstawienie, a szczególnie te jakże tolerancyjne wyzwiska w stosunku do służb porządkowych. Nie protestowały tylko ?spokojne staruszki brutalnie potraktowane przez policję? jak można poczytać w różnych komentarzach przeciwników spektaklu, ale również wielu agresywnie zachowujących się młodych. Ktoś im powinien wytłumaczyć, że napieranie na kordon policji i wyzywanie ich od ?pedał…? nie wystawia dobrej opinii o sprawie, którą prezentują. Na jakąkolwiek dyskusję również nie pozostawiają miejsca.

Po raz kolejny w takiej sytuacji pojawia się pytanie: czy sztuka ma lub powinna mieć granice. Trudno na nie odpowiedzieć jednoznacznie i obiektywnie. Artyści dzielnie wystawiając się na agresję protestujących swoją postawą dają wyraźne nie dla granic. Przeciwnicy przedstawienia granicę chętnie by widzieli, a najlepiej – choć to chyba jedyna dopuszczalna dla nich opcja – narysowaną przez Kościół katolicki. Mi osobiście ciężko odpowiedzieć na to pytanie bo po części dałbym obie odpowiedzi. Celów sztuki jest wiele – edukacja, umacnianie więzi społecznych, forma terapii czy po prostu prezentacja walorów artystycznych. Form jest bardzo wiele tak by można trafić w gusta każdego. Dla jednych odbiór będzie pozytywny, a dla drugich negatywny. Niestety, ale zawsze ktoś poczuje się obrażony – takie jest życie. Wszystkim się nigdy nie dogodzi jak to się mówi. Tak samo jest w przypadku sztuki. Jako, że często porusza ona kontrowersyjne tematy jest rzeczą oczywistą, że obiekty związane z tą kontrowersją mogą nie czuć się zadowolone tym jak sprawa została przedstawiona. Szczególnie widać to często na przykładzie religii czy spraw obyczajowych. Ludzie wierzący, a szczególnie ortodoksi mają duży problem pogodzić się z tym, że ich wierzenia są przedstawiane inaczej niż oni by chcieli. Jednakże nikt im nie zabrania pokazania ich na wizji, a za to oni bojkotują wszystko co im nie pasuje. Prawa do wyrażenia swojego zdania i demonstracji zabrać im nikt nie zabierze, ale lekcja edukacji na temat różnic pomiędzy agresywną blokadą, a protestem powinna być im dana. Aby zastanowić się nad tą granicą chciałbym porzucić jednak kontrowersyjny spektakl o golgocie i spojrzeć na inną ?twórczość? tego samego autora. Rodrigo Garcia jest znany z o wiele większej ilości kontrowersyjnej sztuki. Mam nadzieję, że pomoże ona wskazać nam tą granicę.

Spójrzmy na ?sztukę? ?Wypadki: Zabić by zjeść? pana Garcii. Przedstawienie polega na przebiciu szpikulcem żywego homara, podwieszeniu go na linie na środku sceny oraz zamocowaniu do jego grzbietu czułego mikrofonu, dzięki czemu widownia może posłuchać bicia serca zwierzęcia i tego jak powoli ucieka z niego życie. Oczywiście i jak najbardziej słusznie sprawa wylądowała w prokuraturze. Nie przeszkodziło to jednak artyście powtarzania spektaklu, a on sam nie uważa aby znęcał się nad zwierzętami. Tutaj taka mała wskazówka dla protestujących wobec golgoty – może byście zainteresowali się znęcaniem nad żywymi stworzeniami, a nie wyłącznie sprawą swoich wierzeń. Wracając do tematu na kolejnym przedstawieniu widzowie mogli oglądać chomiki syryjskie topione w akwarium. Ciekawostka przyrodnicza – one nie potrafią pływać. To wrocławskie przedstawienie na szczęście zostało przerwane, a stworzenia uratowane, ale nie była to sprawa jednorazowa i już więcej nie powtarzana. Artysta do błędu się nie poczuwa i broni swojej sztuki jako nacechowanej walorami edukacyjnymi prezentacji.

Oczywiście Rodrigo Garcia nie jest jedynym znanym ze swojego artystycznego podejścia do znęcania się nad zwierzętami. Kostarykański artysta Guillermo Vargas w ramach ekspozycji przywiązał żywego i wychudzonego  psa do liny w jednej z sal wystawowych. Zwierzę bez żadnej miski z wodą czy jedzeniem posłużyło jako eksponat sztuki. Nikt nie protestował ani nie zwrócił na to uwagi. Nieoficjalne źródła mówią o ucieczce psa lub jego śmierci kolejnego dnia. Artysta w odpowiedzi na falę krytyki jaka przetoczyła się po nim w mediach tłumaczy, że chciał pokazać jedynie hipokryzję ludzi, bo teraz reagują, a gdy mieli szansę pomóc to tego nie zrobili. Nie można się z tym wytłumaczeniem nie zgodzić, ale ma ono podwójne dno, bo sam autor pomysłu wykazał się hipokryzją i zrobił dokładnie to co inni ludzie.

Mam nadzieję, że wspominane ?sztuki? pozwolą pokazać, że jednak granica wolności artystycznej powinna być. Oczywiście nie taka jakiej oczekują ortodoksyjni katolicy, bo to o czym oni mówią to jest po prostu cenzurą na tle religijnym. Sztuka powinna mieć ETYCZNE granice. Szczególnie w przypadku zabijania i torturowania zwierząt. Bez tej granicy niestety to co będzie prezentowane to jedynie sadyzm w czystej postaci. Nie można odmówić sztuce walorów edukacyjnych, ale czy muszą to być walory nacechowane cierpieniem innych? Jest wiele innych sposobów ukazania tych spraw widowni, ale jak widać bez wyraźnie narysowanej granicy cześć artystów nie chce z nich korzystać.

UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułTusk zeszmacony, patrioci i katole w spazmach, lewacki triumf
Następny artykułMatura za trudna? Wolne żarty
Michał Michałowski
Student informatyki na Wojskowej Akademii Technicznej, zawodowo zajmujący się informatyką, związany z grupami działającymi na rzecz ochrony środowiska, energetyki odnawialnej oraz praw zwierząt. Członek Warszawskiego Forum Samorządowego.

Zobacz również