UDOSTĘPNIJ

Księga dżungli to przykład remaku idealnego, który mimo wiernego odzwierciedlenia swojego animowanego pierwowzoru, poszerza historię chłopca wychowanego przez wilki. Klasyczna opowieść wzbogacona zostaje o wątek władzy totalitarnej oraz ukazuje destrukcyjną działalność człowieka względem natury. W rezultacie widz otrzymuje inteligentną produkcję skierowaną zarówno dla fanów szybkiej, trzymającej w napięciu akcji, wysublimowanego audytorium, poszukiwującego w kinie drugiego dna, jak i dla małoletnich amatorów „bajek o zwierzątkach”.

Studio Walta Disneya w roku 2010, przy okazji premiery koszmarnego aktorskiego remaku Alicja w Krainie Czarów w reżyserii Tima Burtona, odkryło nową żyłę złota, której źródło wypłynęło wprost spod fundamentów wytwórni, a mówiąc dokładniej – z jej klasycznych animacji sprzed około pięciu dekad. Mimo wielu negatywnych recenzji „nowa” Alicja podbiła kina na całym świecie, stając się jedną z najlepiej zarabiających produkcji wyżej wspomnianego studia. Nie trzeba było zatem długo czekać, by na kinematograficzny rynek w 2014 roku weszła na nowo zreinterpretowana Śpiąca Królewna (w tym przypadku historia opowiedziana zostaje z perspektywy anatgonistki głównej bohaterki) – Czarownica, a rok później przejaskrawiony i skrajnie „dziewczęcy” Kopciuszek, w zasadzie cytujący swój animowany oryginał. Na tym tle najlepiej rysuje się tegoroczna Księga dżungli, która mimo wykorzystania tych samych postaci oraz podobnych miejsc i zdarzeń, opowiada od podstaw o losach osieroconego chłopca, zmuszonego do ucieczki ze swojego wilczego stada z powodu rządnego krwi, tyranicznego tygrysa Shere Khana.

Cyfrowo wygenerowana dżungla zachwyca swoją malowniczością i mnogością oblicz, a ilość fauny, przewijającej się na ekranie w trakcie całego seansu dosłownie zapiera dech w piersiach – piszę to jako zdeklarowany malkotent nadmiaru efektów CGI w kinie. Dbałość o szczegół każdego zwierzęcia, ich realistyczna budowa i zachowanie kłóci się niestety z podłożonymi pod nie ludzkimi głosami. Tym gorzej, że polska dystrybucja pozwala zobaczyć film jedynie z rodzimym dubbingiem; w amerykańskiej Księdze dżungli usłyszeć można m.in. Chritophera Walkena, Billa Murreya i Scarlett Johansson. Do realistycznej konwencji filmu nie pasują również powiększone sylwetki zwierząt, odgrywające kluczową rolę w podróży Mowgliego. Co smutniejsze, to właśnie one wyglądają najgorzej ze wszystkich modeli stworzeń, przewijających się po ekranie – o zaskakująco słabej sekwencji z wężem Kaa nie wspominając.

Twórcy opowiadają historię osieroconego chłopca w wyjątkowo poważnym i dojrzałym tonie, odcinając się od bajkowo-musicalowej stylistyki oryginału – owszem, można usłyszeć klasyczną piosenkę misia Baloo oraz „remix” jazzowej przyśpiewki króla małp, jednak są to sceny trwające nie więcej niż dwie minuty. Otwarcie mówi się tu o śmierci, a nawet – w zdystansowany, delikatny sposób – ukazuje się ją. Mowgli z kolei z każdej konfrontacji z dziką zwierzyną wychodzi pokiereszowany, z widocznymi ranami. W takiej konwencji opowiedziana zostaje historia o szerzącej się tyranii potężnego, jednookiego tygrysa Shere Khana oraz chłopca, na którego drapieżnik poluje. Smacznego, drugiego dna dodaje też motyw technologii, cechującej człowieka, a przerażającej większość zwierząt, gdyż zaburza ona naturalny cykl przyrody.

Na szczególną uwagę zasługuje też debiutujący, trzynastoletni aktor Neel Sethi, wcielający się w Mowgliego. Chłopak w rewelacyjny sposób poradził sobie, grając na green screenie (tj. na zielonym tle, na które później naniesiono wygenerowaną cyfrowo faunę i florę). Zważywszy, że jest to pierwsza filmowa rola Neelego Sethi oraz fakt, iż jest on w zasadzie jedynym aktorem w trakcie całego seansu – chapeau bas! Na takie debiuty warto czekać.

Kilka dni po amerykańskiej premierze, Walt Disney wydał oficjalne oświadczenie, o przygotowaniach do nakręcenia kontynuacji przygód Mowgliego oraz jego czworonożnych przyjaciół. Czekam z niecierpliwością!

Moja ocena: 7/10

PLUSY:

~ świetny aktorski remake, poszerzający oryginalną animację, na której bazuje;

~ różnorodność fauny i flory, od której trudno oderwać wzrok w trakcie całego seansu;

~ nagromadzenie istotnych, pobocznych wątków, takich jak negatywne skutki totalitaryzmu i szkodliwość techniki względem naturalnego rozwoju przyrody;

~ poważny – lecz ani na moment nie popadający w patos – wydźwięk całej historii;

~ modele zwierząt, które wyglądają jak żywe istoty;

MINUSY:

~ polski dubbing, który ani w połowie nie dorównuje amerykańskiemu oryginałowi;

~ kilka scen, w których pada za dużo słów, w stosunku do akcji;

~ dlaczego kluczowe postacie zwierząt są powiększone w porównaniu do innych? Źle to wygląda…

Kornel Nocoń

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułTranspłciowa kobieta zgwałcona 2 tysiące razy w męskim więzieniu
Następny artykułOlejnik ostro krytykuje Gazetę Wyborczą. „Szambo”
Gościnne Teksty

Artykuły osób, które nie współpracują na stałe z pikio.pl. Nie liczą się dla nas poglądy, tylko umiejętności władania językiem. Tylko my dopuszczamy każdy punkt widzenia. Tylko u nas pełen pluralizm

Zobacz również