UDOSTĘPNIJ

Wyobrażam sobie jak po przeczytaniu tego tekstu część z Was zakwalifikuje mnie jako „lewaka”, „Żyda”, „zwolennika cenzury”, „lobbystę LGBT”, „człowieka z Manify” bądź też jako „niemieckiego/unijnego/izraelskiego agenta” (niepotrzebne skreślić).

Zapomniałem jeszcze o tym, że część z Was połączy mnie ze środowiskiem Gazety Wyborczej. Nie muszę się martwić o Waszą kreatywność, prawda? ;)

Nim zaczniesz dalej czytać obejrzyj poniższy filmik.

A teraz jeszcze ten. Po nim na pewno się wkurzysz, również na mnie.

 

Czytając komentarze pod spotem Fundacji Batorego zwątpiłem w zdolności intelektualne sporej części komentatorów. Skąd przeświadczenie, że ktoś Wam chce poprzez tę kampanię coś odebrać? Jak można być tak bardzo oderwanym od rzeczywistości by uczestniczyć w tym samonapędzającym, straczeńczym perpetuum mobile nieskończonego jadu? Na jakiej podstawie wywnioskowaliście, że autorom kampanii chodzi o ograniczenie wolności słowa? Bo jeśli część z Was uważa, że nieco zbyt „ekspresyjne” wyrażanie swojej opinii wobec konkretnej grupy osób jest w porządku, to macie ze sobą spory problem.

„Auschwitz – Birkenau sialalalala” śpiewała część maszerujących podczas ostatniej pikiety antyimigracyjnej w Warszawie. Powiedzieć, że podczas oglądania tego „show” opadły mi wszystkie kończyny to mało. Tak, zgadzam się, że z imigrantami możemy mieć problem. Tak zgadzam się z twierdzeniami o zagrożeniu, które niesie za sobą islam. Tak, wkurza mnie polityka przesiedleniowa UE oraz zabawa w „komu dam dziś więcej imigrantów”. Tak, trzeba oddzielić imigrantów ekonomicznych od naprawdę potrzebujących uchodźców. Ale… śpiewanie o Oświęcimiu (tak wiem, że się powtarzam za Gonciarzem) w kontekście imigrantów… W ten sposób pokazujemy, że jesteśmy bardzo, bardzo, ale to bardzo w tyle jeśli chodzi o sposób wyrażanie sprzeciwu z powodu działań, które też mi działają na nerwy. Nadmienię jednak, że według osób uczestniczących w marszu był to incydent, który nie znalazł wsparcia pośród pozostałych jego uczestników.

W tym całym zamieszaniu wokół kampanii „Stop mowie nienawiści” chodzi nie tylko o imigrantów czy homoseksualistów. Chodzi tak naprawdę o konsekwencje słów, których na co dzień używamy wobec każdego z nas. Internet jest pełen wrogości. Jest miejscem na wylewanie żółci z kąpielą, oraz wzajemnego prania się po mordach. Reakcja części komentujących pokazuje jak bardzo ważny temat poruszyła Fundacja Batorego. Tak, tak. Wiem, że środowiska LGBT lobbują za ustawami antydyskryminacyjnymi przyczyniając się w ten sposób do cenzury pod przykrywką „ochrony” mniejszości seksualnych. Mnie też to wkurza. Jednak nie można zapominać o tym, że sami homoseksualiści bardzo często mają negatywny stosunek wobec samozwańczych reprezentantach ich środowiska. Nie wiem też skąd opinie o „zagrożeniu dla tradycyjnego modelu rodziny” z ich strony. Naprawdę uważacie, że uzyskanie przez mniejszości seksualne możliwości zawierania małżeństw spowoduje, że heteroseksualiści nagle nie będą mogli ich zawierać? Tak? A o tym to jednak nie wiedziałem!

Widzicie, ja jestem libertarianinem. Także nie uda się Wam zakwalifikować mnie jako „lewaka”, „prawaka” lub do czegoś jeszcze innego. Nie znoszę przymusu. Nie znoszę też przemocy i nienawiści. Dla mnie wolność osiąga granicę dopiero w momencie kiedy czyjeś działania będą zagrażać drugiej osobie. Owszem, momentami jak spojrzymy na otaczająca nas etatystyczną rzeczywistość rzeczywiście może pojawić się chęć (ocenzurowano). Jednak to ani przez chwilę nie usprawiedliwia nikogo do szykanowania i przemocy psychicznej. Nigdy!

W tym całym moim marudzeniu chodzi mi o to by mieć nieco szerszy ogląd danej sytuacji. By na chwilę zdjąć ideologiczne klapki i spojrzeć na każdą sprawę bardziej uniwersalnie. Nim znów kogoś obrazisz, przeczytaj o przypadkach samobójstw związanych z falą hejtu wobec konkretnych osób. Na pewno chcesz mieć krew na rękach?

Mam nadzieję, że przeczytacie ten wpis ze zrozumieniem oraz uda Wam się mnie nigdzie nie zaszufladkować. Płonne te nadzieje, racja…?

Źródło obrazka: http://weheartit.com/entry/57810082

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również