UDOSTĘPNIJ

Rewizja polskich granic nie jest wyimaginowanym pomysłem garstki ekstremistów, jest faktem, który dzieje się na naszych oczach. Granica między Rosją a Gruzją w ciągu dekady zmieniła się kilkakrotnie, ostatnio tuż przed igrzyskami olimpijskimi w Sochi ? została przesunięta o 10 km w głąb Gruzji.

Protesty w Kijowie, poprzez wojnę domową, a skończywszy praktycznie na zamachu stanu były dla Polski szansą, szansą pierwszą od kilkudziesięciu lat i być może ostatnią w historii III RP na odzyskanie części ziem wschodnich, w tym Lwowa, ale po kolei. Nie można zapomnieć o zasadzie jaką kierował się Roman Dmowski, gdy budowana była II RP. Dążył on mianowicie do pozyskania i włączenia do Polski tych ziem, na których Polacy zajmują co najmniej 30% ludności. Jest to naturalne; aneksja ziem, na których stanowimy ewidentną mniejszość mogłaby doprowadzić jedynie do czystek etnicznych. Istnieją jednak dwa wyjątki od powyższej reguły: ziemie stanowią dorobek kulturowy lub strategiczny cel militarny. Oczywistym jest, że w interesie Polski leży, by Obwód Kaliningradzki należał do Polski. Również Lwów jest miejscem, który kulturowo jest cały czas silnie związany z Polską.

Jak tego dokonać? ?Tak jak strumień szuka swojej drogi w górach, tak wytrawny strateg odnajduje odnajduje błędy i słabości wroga, by odnieść zwycięstwo? Sun Tzu. Słabością Ukrainy (a naszą siłą) były permanentne, regularne starcia i zaangażowanie służb mundurowych w pacyfikacje wewnętrznego buntu. To jednak nie wszystko. Nie tylko Polska była zainteresowana rozbiorem Ukrainy. Rosja między wierszami mówiła o tym wielokrotnie, ponadto na Krymie cały czas stacjonuje Rosyjskie wojsko. Z punktu widzenia Putina najechanie Ukrainy nie jest możliwe bez udziału innego państwa będącego de facto w opozycji. Sytuacja całkowicie się zmienia, gdy do gry wchodzi kraj będący w NATO mający dokładnie takie samo stanowisko, które mogłoby brzmieć następująco: misja stabilizacyjna z udziałem zewnętrznych sił jest konieczna do zatrzymania rozlewu krwi.

Nasz sojusz z Rosją byłby podwójnie korzystny. Gdy państwa są dla siebie sąsiadami, wówczas albo trwają w ścisłym sojuszu, albo pozostają dla siebie wrogami i tym gorzej dla słabszego, gdy silniejszy jest blisko. My bylibyśmy potrzebni Rosji, by zalegalizować inwazję, Rosja z kolei byłaby niezbędna, by inwazja się powiodła (samo nasze wojsko jest na to za słabe). Cały przebieg operacji musiałby opierać się na założeniach wojny błyskawicznej; w pierwszej kolejności uderzeniem z powietrza zniszczona zostałaby pierwsza linia obrony Ukrainy. Gdy wojska lądowe zajęłyby docelowy obszar, istotna rola przypadłaby służbom specjalnym. Polski wywiad musiałby przeprowadzić plebiscyty w taki sposób, by zawsze wygrała opcja przyłączenia do Polski. Pytanie zadane mieszkańcom Ukrainy mogłoby brzmieć następująco: ?Czy jesteś za przyłączeniem do Polski, czy pozostawieniem Janukowycza u władzy??. Jest to niezbędne, by ukonstytuować prawnie przesunięcie Polskiej granicy na wschód.

Jest to jedynie teoretyczny konspekt, nie mniej jednak obowiązkiem Polskiej administracji jest rozpatrzenie każdej ewentualności i postępowanie w sposób najbardziej korzystny dla Polskiej racji stanu. Tymczasem lider głównej Partii opozycyjnej publicznie wzywał do utrzymania suwerenności Ukrainy (obcego państwa!!!), a będąc w Kijowie jawnie popierał antypolskie stronnictwa. Pytanie, jakim prawem on jeszcze zasiada w sejmowych ławach?

Zobacz również