UDOSTĘPNIJ

Żaden z dwójki głównych kandydatów nie ma dziś jednoznacznej przewagi – poparcia większości. Za dwa tygodnie system wymusi taką większość. Dopiero wtedy będziemy realnie wybierać kogo wolimy – prezydenta czy pretendenta.


Poparcie dla dwóch głównych pretendentów do prezydentury się ustabilizowało, trudno spodziewać się jakiejś rewolucyjnej zmiany w notowaniach, a zatem jak wskazują wszystkie znaki na niebie i ziemi, czyli sondaże, konieczne będzie przeprowadzenie 2. tury wyborów.
Najistotniejszą rolę odegra jednak Kukiz, który odbiera głosy głównie B. Komorowskiemu, w mniejszym stopniu A. Dudzie. Ściąga też głosy tych, którzy w ostatnich latach albo w ogóle nie chodzili na wybory, albo głosowali na różne partie, ale na tych partiach się poparzyli. To on będzie języczkiem (a raczej językiem) u wagi, w mniejszym stopniu rozstrzygnięcia będą zależeć od pozostałych kandydatów, choć lekceważenie uwagi ich wyborców również byłoby błędem.

Gdyby wyborcy zagłosowali w II turze tylko i wyłącznie na podstawie korelacji poglądów to na Andrzeja Dudę zagłosowaliby wyborcy Brauna, Korwina, Kowalskiego Kukiza i Wilka co według najnowszego sondażu IBRIS daje mu w sumie 49%. Zwrócę jednak uwagę na Pawła Kukiza, bo to jego zwolennicy, będą decydować o wyborze głowy państwa.

Istnieje kilka zasadniczych motywów, dla których pokaźna część społeczeństwa wyraża chęć głosowania na Pawła Kukiza.

Rozpoznawalność, czy raczej pewien efekt psychologiczny pozytywnego kojarzenia osoby muzyka.  Jednocześnie Kukiz wnosi powiew świeżości do krajowej polityki. Muzyk odgrywa rolę człowieka spoza polityki. Do zabetonowanej polskiej sceny politycznej dawno już nie przedarł się nikt spoza „systemu”. Kukizowi udaje się to w spektakularny sposób, podobnie jak kiedyś śp. A. Lepperowi. To oczywiście dysonans, bo nie da się być w polityce, jednocześnie twierdząc, że się w niej nie jest, ale akurat Kukizowi wychodzi to na zdrowie, dzięki temu wzbudza zainteresowanie wyborców. Zwrócić należy jednocześnie uwagę, że to stan, który będzie trwał do pewnego czasu. Niemal niemożliwe jest funkcjonowanie, zwłaszcza w polskich realiach politycznych, bez układania się, a więc niejako automatycznego „wejścia” w system.

Z pierwszymi dwoma skorelowane są dwa inne elementy: bezpartyjność i antysystemowość. W percepcji społecznej, a więc prostego przeciętnego wyborcy, Kukiz jawi się jako kandydat bezpartyjny i obywatelski. Nie należy do żadnego z działających w Polsce ugrupowań politycznych i nie bierze „kasy” z budżetu państwa. Niewykluczone, że jest to jeden z głównych powodów, dzięki któremu Kukiz w sondażach zdołał przelicytować Janusza Korwina-Mikke. Po prostu, walcząc z systemem to na swój sposób przyziemny, a przez to jest dla ludzi bardziej wiarygodny. W dodatku nie ma nad sobą brzemienia w postaci elektoratu negatywnego, jaki niewątpliwie posiada JKM.

Zagospodarował trend antyrządowy zabierając w pewnym sensie ten atut Korwinowi, ale jednocześnie Andrzejowi Dudzie. Oczywiście, jest pokaźny problem PiS-u, który jednak w drugiej turze – przy odpowiednim rozegraniu prze Dudę – może przyczynić się do pozyskania poparcia. Po części stało się tak dlatego, że Kukiz jest od kandydata PiS-u bardziej wyrazisty, ma sporą dozę charyzmy, choć z pewnością – co było widać podczas tzw. „debaty” TVP – brakuje mu ogłady w wystąpieniach publicznych. Skutecznie pozycjonuje się na człowieka, który chce obalić funkcjonujący w III RP system polityczny, a to właśnie jest zgodne z oczekiwaniami dużej części obywateli.

Efekt, który nazwałbym sondażowym efektem śnieżnej kuli, objawiał się on tym, iż w pewnym momencie, wraz ze wzrostem poparcia dla Kukiza do progu 10 punktów procentowych, aktywizował się coraz mocniej elektorat jemu zbliżony, pozycjonujący się jako mniej lub bardziej „antysystemowy”. Co ciekawe, nawet dość niefortunny występ w tzw. debacie kandydatów nie zatrzymał tego trendu.
Takie zjawisko ukazuje jedynie szkodliwość podawania do publicznej wiadomości badań sondażowych – mało zorientowani wyborcy (często nie posiadający skonkretyzowanych poglądów) kierują się tym, kto w danym momencie liczy się w walce o poparcie społeczne.
Dla „święta” demokracji jest to w moim przekonaniu znaczący problem, bo przerysowuje rzeczywiste poparcie społeczne.

Słabość innych partyjnych kandydatów. Osoby startujące w tegorocznych wyborach prezydenckich w większości legitymują się niską jakością merytoryczną oraz słabymi kompetencjami politycznymi. Jak powszechnie wiadomo, większość z nich to dublerzy, najczęściej startujący w zastępstwie liderów.

Paradoks polega na tym, że Kukiz też jest słaby, ale może liczyć na pewną taryfę ulgową, gdyż on przychodzi spoza polityki. Nie ważne jak mówi – ważne, że mówi to, co myślą i czują wyborcy.

Pomiędzy tymi cechami istnieje logiczna korelacja: słabość konkurentów, bezpartyjność, dezawuowanie haniebnego dorobku lll  RP budują to wrażenie, które można nazwać świeżością, a które, w połączeniu z protestem, stanowi główny motyw determinujący wyborców Kukiza.

Celem zwolenników Kukiza jest delegitymizacja istniejącego w Polsce systemu politycznego, który w uznaniu znakomitej części wyborców działa skrajnie wadliwie.

W tym miejscu pojawia się kolejny czynnik, który ma za zadanie uprawdopodobnić w percepcji społecznej realizację tego celu: JOW-y, czyli jednomandatowe okręgi wyborcze, które mają rozbić „zabetonowaną” sceną polityczną, obalić partiokrację.

Nieporozumienie polega na tym, że wprowadzenie JOW-ów, choć wiele zależy w tym kontekście od obranego wariantu systemowego (konstrukcji), może spowodować efekt przeciwny od zamierzonego – wystarczy spojrzeć na podział mandatów w Senacie, czy (jak to zrobił JKM) podać przykład brytyjskich wyborów.

Zupełnie na marginesie dodam, że moim zdaniem takie rozwiązanie bez jakiegoś subsydiarnego zabiegu najprawdopodobniej zda się na niewiele  przeciwnikom „partiokracji”. W pierwszej kolejności sensownym zabiegiem byłoby wprowadzenie pewnej dyscypliny wśród deputowanych. Bardziej potrzebne są zmiany stricte jakościowe – zmiany w modelu pełnienia funkcji przedstawicielskich, należałoby więc wprowadzić mandat imperatywny (tzw. „związany”). Sądzę, że takie rozwiązanie byłoby bardziej racjonalne – zmierzając w kierunku zwiększenia odpowiedzialności – byłoby korzystniejsze dla społeczeństwa.

Pozostawiając tą kwestię na boku, należy zauważyć, że wśród zwolenników Kukiza JOW-y postrzegane są jako skuteczny instrument mający służyć naprawieniu polskiej polityki, przy okazji stanowią coś, co w socjologii nazywane jest racjonalizacją postaw wyborczych – postulat ten pełni funkcję czynnika tożsamościowego, elementu pewnej identyfikacji, popierając je wyborca (choć często nie rozumie specyfikacji ich działania) mówi swym głosem, że jest „za”, jestem za zmianą.

Druga tura wyborów.
Andrzej Duda, któremu naturalnie jest zdecydowanie bliżej do Pawła Kukiza niż prezydentowi Komorowskiemu (Platforma Obywatelska zdradziła idee JOW-ów, wokół których była przecież budowana). Chcąc zatem w drugiej turze wyborów prezydenckich przejąć elektorat Kukiza, kandydat PiS musi zrobić wyraźny krok w kierunku Kukiza, czyli zapowiedzieć, że po ewentualnej elekcji wyjdzie z inicjatywą ustawodawczą nakierowaną na wprowadzenie JOW-ów, przypominając jednocześnie fakt hipokryzji PO, kiedy 10 lat temu zrezygnowała z realizacji własnego programu, oszukując wyborców.

Wybiegając nieco w przyszłość, zapowiedź wystąpienia z inicjatywą wprowadzenia JOW-ów wizerunkowo i politycznie nic nie straci, bo parlament najprawdopodobniej będzie oponował przeciw takiemu postulatowi.

Gdy Duda zaczerpnie ze źródła antysystemowości „grając” JOW-ami, pokaże wyborcom Kukiza, że zaprasza go do współpracy. Jeśli sam Kukiz  nie będzie tym zainteresowany i otwarcie nie poprze kandydata PiS-u, to sami wyborcy mogą przekonać się do takiej propozycji.

Po pierwsze, zapowiedź wyjścia z inicjatywą wprowadzenia JOW-ów może postawić PiS w niezręcznej sytuacji, przy okazji dając pośrednią i częściową odpowiedź na pytanie, jak mocno formacja ta tkwi w obecnym systemie RP, i czy rzeczywiście jest antysystemowa, czy antyestablishmentowa, czy jedynie i tylko, – antyrządowa. Wydaje się jednak, że partia ta będzie skłaniać się „zapłacić” taką cenę za uzyskanie poparcia. Zresztą, sam prezes partii już puszczał oko do wyborców kandydata zajmującego trzecie miejsce w sondażach.

Wygrana jak i przegrana Dudy to otwarcie wewnętrznej dyskusji na temat przywództwa w partii; to zaś osłabia nieco pozycję Kaczyńskiego. Nasuwa pytania: kto będzie liderem obozu: nadal Kaczyński czy może Duda?

W moim mniemaniu w finałowej rozgrywce Duda jest w stanie przejąć większość atrybutów Kukiza. Dziś Duda postrzegany jest jako reprezentant „skostniałej” dychotomii PO-PiS, a więc, podobnie jak obecny prezydent, również czegoś nieświeżego; jednak w ostrym kontraście do Komorowskiego będzie dysponował atutem świeżości. W drugiej turze zmieni się percepcja wyborców. Przy czym nie bez znaczenia pozostaną argumenty wizerunkowe: np. młodość, dobry wygląd czy „wsparcie” rodziny (kreacja pośrednia wizerunku kandydata z pomocą rodziny).

Znaczącym argumentem jest również pewna doza antysystemowości, czyli sprzeciwu i protestu wobec elit. Nie od dziś wiadomo, że prezydent ma spory elektorat negatywny, a to właśnie taki elektorat często decyduje o ostatecznym wyniku. Duda jest w tym kontekście w nieco lepszej sytuacji i ma znaczne pole manewru. Wiele zależy także od debaty przed drugą turą wyborów, wydaje się że może rozstrzygnąć, kto zdobędzie wyższe poparcie. Na miejscu A. Dudy powoli zabierałbym się za przygotowania, zarówno strategii na dwutygodniową kampanię w 2. turze, jak i do wystąpienia w debacie z B. Komorowskim.

Od początku faworyzowany obecnie urzędujący prezydent, będzie miał spore kłopoty w walce o elektorat jeśli chodzi o drugą turę.
24-ego maja okaże się kto zwycięży.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułPolityk PSL złamał ciszę wyborczą? Policja bada sprawę
Następny artykułGazeta Wyborcza notuje kolejny spadek sprzedaży
Paweł Tomaszewski

W swoich tekstach staram się poruszać kwestie istotne, zarówno te o dłuższej perspektywie czasowej, jak i sprawy bieżące związane z oceną rzeczywistości, w której żyjemy.
Analizując otaczającą nas rzeczywistość, staram się uwzględniać różne punkty widzenia.

Zobacz również