UDOSTĘPNIJ
źródło: pixabay.com, flickr.com

Nierzadko suto zakrapiane libacje kończą się kłótnią. W trakcie picia ktoś przypomni sobie starą obrazę, złe słowo albo wymyśli nowy pretekst. Czasami bywa jeszcze gorzej. Bywa, że w alkoholowym amoku dochodzi do zbrodni. Sądy nie mają litości dla takich ludzi.

O tej sprawie było głośno w kwietniu ubiegłego roku. Dwóch kolegów z Machowa (woj. lubelskie), flaszka wódki i stare, nierozstrzygnięte spory. Skończyło się tragedią. Teraz sprawę jednego z nich dotąd bada prokuratura. Co jednak wydarzyło się nocy z 19 na 20 kwietnia?

Tego feralnego wieczora 21-letni Krzysztof K. spotkał się pod sklepem z 17-letnim kolegą Patrykiem. W dwóch postanowili wypić flaszkę wódki i porozmawiać. Rozmowy obydwóch i ich słowa stawały się coraz śmielsze w miarę wypitego alkoholu. W końcu 17-latek miał rzucić obelgą pod adresem dziewczyny 21-letniego kolegi. Ten nie wytrzymał.

 – Puściły mi nerwy. Nie pozwolę, żeby ktoś mówił o mojej dziewczynie w ten sposób. Dałem mu nogą z półobrotu w twarz. Potem jeszcze kilka razy pięściami – mówił podczas przesłuchania Krzysztof K.

Ani się obejrzał, a jego kolega już leżał nieprzytomny 17-latek nie wytrzymał siły z jaką naparł na niego agresor. Wtedy jeszcze żył, ale był na skraju śmierci – umrzeć miał dopiero później. Jak mówił K., to nie jego wina, że Patryk umarł. Biegli wykazali jednoznacznie, że to skutki ciosów starszego kolegi odebrały życie 17-latkowi.

21-letni oprawca postanowił schować konającego przyjaciela w lesie. Przywiązał więc go za nogi do ciągnika i ruszył w stronę oddalonego o 1,5 km lasu. Całe zajście widział rolnik, który właśnie był wtedy na polu.

 – Mijałem ciągnik, na którym siedział mężczyzna. Jakiś metr za ciągnikiem leżał człowiek. Zrobił taki bezwładny ruch ręką. Minąłem ich i pojechałem do domu. Pomyślałem, że to jacyś pijani – relacjonuje świadek.

W lesie Krzysztof K. wykopał dół, do którego wrzucił dogorywającego kolegę. Miejsce zakrył zebranymi w okolicy gałęziami i wrócił do domu. To właśnie po zakopaniu 17-letni Patryk umarł. Nastolatka można było uratować jeszcze po bójce, ale ciągnięcie przez 1,5 km za ciągnikiem odebrało mu szanse na życie. Chłopak skonał przykryty ziemią.

Następnego dnia wszczęto poszukiwania Patryka. 21-latek udawał wtedy głupiego. Twierdził, że nie wie nic na temat śmierci 17-latka. Jak wtedy mówił, „to jego przyjaciel”.

 – Szkoda chłopaka. To mój przyjaciel. Ciekawe gdzie on jest? – zastanawiał się 21-latek.

W końcu trafił jednak w ręce policjantów. Niedługo czeka go rozprawa, podczas której pozna swój wymiar kary. Na łagodny osąd nie ma co liczyć. Już wiadomo, że trafi do więzienia na 25 lat lub dożywocie.

pt

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również