UDOSTĘPNIJ

„Wiedz, że uczucie spali, czego myśl nie złamie” mówi dumnie Konrad w Wielkiej Improwizacji, przechwalając się przed Bogiem swoimi zdolnościami i talentem. Czy jednak ów samotny więzień ma rację i nie wyolbrzymia roli uczuć, która rzekomo może dokonywać rzeczy wielkich i strasznych? Nie mamy powodu do zanegowania tego oczywistego faktu. Weźmy pierwszy z brzegu okres historyczny, a z pewnością dojdziemy do wniosku, że oprócz interesów, pieniędzy i polityki, o losach państwa i kontynentów decydowały właśnie uczucia, zarówno te pozytywne, jak i negatywne. Same uczucia, podobnie jak sama broń, czy jakiekolwiek narzędzie, nie są zdolne do żadnej akcji. Jednak musimy jednocześnie pamiętać, że występują one zawsze łącznie z człowiekiem, nigdy osobno. Jak uczy Katechizm Kościoła Katolickiego: „Doznania lub uczucia oznaczają emocje lub poruszenia wrażliwości, które skłaniają do działania lub niedziałania, zgodnie z tym, co jest odczuwane lub wyobrażane jako dobre lub złe.” Nie mamy więc absolutnie żadnej wątpliwości, że Konrad miał prawo do takiej oceny uczuć, które jako narzędzie, a jednocześnie motor napędowy każdego człowieka, są w stanie przenosić przysłowiowe góry.

Skoro więc uczucia mają tak wielki wpływ na życie, to również muszą powodować różnego typu konsekwencje w świecie polityki, która również bez ludzi obejść się nie może, bo któż widział wiec polityczny małp, albo konwencję wyborczą osłów? W tym miejscu autor zapewnia o swojej uprzejmości i tylko dlatego nie przyzna, że widział takie wiece i takie konwencje. Koniec końców, polityka bez ludzi nie istnieje i choć brzmi to jak oksymoron, polityka jest pełna uczuć. To nieprawda, że politycy to istoty ich pozbawione, niezdolne do uczuciowego przeżywania swojego zawodu. Mam wręcz odwrotne zdanie, co postaram się udowodnić na przykładach, jakie dostarczyły nam ostatnie dni.

Poseł, a zarazem profesor od małych stworzeń, Stefan Niesiołowski jest jedną z najbardziej charakterystycznych osób w naszej wielkiej polityce. Oczywiście, polityce pisanej z małej litery. Nie wnikam też, czy bycie osobą „charakterystyczną” jest pozytywne, czy negatywne. Najważniejsze dla drogiego czytelnika jest to, że doskonale wie o kim mowa i jakimi środkami ów osobnik uprawia politykę. A środki te są co najmniej kontrowersyjne, jeśli nie określić je chamskimi. Przypomnijmy sobie scenę pod Sejmem, gdzie dziennikarka Ewa Stankiewicz, próbowała porozmawiać z posłem Niesiołowskim, przy próbie jego ucieczki z gmachu parlamentarnego. Wówczas krzyczał: „won stąd!” i groził rozbiciem trzymanej przez dziennikarkę kamery. To oczywiście nie jedyny przypadek kultury pana profesora. Wielokrotnie, w niewybrednych słowach, odnosił się do swoich politycznych przeciwników. O Janie Tomaszewskim, wówczas członku Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość, powiedział: „to ćwok największego kalibru”. Jakież było zdziwienie, gdy od samego posła Niesiołowskiego dowiedzieliśmy się, że zawsze darzył sympatią legendarnego bramkarza, który zatrzymał Anglię. Co więcej, to on przekonał Tomaszewskiego do złożenia akcesu do Klubu Parlamentarnego Platforma Obywatelska, podczas miłej pogawędki. Okazuje się więc teraz, że skoro poseł Niesiołowski darzył sympatią posła Tomaszewskiego „zawsze”, to również wtedy kiedy nazwał go „ćwokiem”. Stąd dochodzimy do wniosku, że określenie „ćwok” nie jest pejoratywne w ustach pana profesora, tylko wyraża „sympatię”. Strach pomyśleć, jakie życzenia składa Stefan Niesiołowski ludziom, których darzy tym uczuciem. To jednak nie nasza sprawa.

Tomaszewski to nie jedyny człowiek, który w ostatnich dniach zrobił krok ku rządzącej Polską nieudolnej władzy. Były członek Narodowego Odrodzenia Polski, Zjednoczenia Chrześcijańsko – Narodowego, Prawa i Sprawiedliwości, a w ostatnich latach stronnik i „niezależny” rzecznik platformerskiej elity, Michał Kamiński trafił wreszcie w obręb samego jądra decyzyjnego obecnej władzy, czyli do rządu, a konkretniej rzecz ujmując został sekretarzem stanu. Dość specyficzny wyraz uczucia do obozu, w którym sam się obecnie znajduje ujrzymy w takim oto przemówieniu: „Donald Tusk jest dokładnym przeciwieństwem króla Midasa. On czego się dotknął, zamieniał w złoto. Ja nie powiem, w co zamienia się to, czego dotyka Donald Tusk, bo na sali są kobiety i dzieci.” To dość ciekawe, może na wzór posła Niesiołowskiego, sympatyczne określenie byłego szefa rządu, nie tylko sugeruje nam zmienność znaczenia niektórych słów, uzależnioną od mądrości etapu, ale również daje wyraźnie do zrozumienia w jakim kierunku podąża kariera polityczna pana Kamińskiego. Pan Kamiński zapewne wie, że jednym z współtwórców obozu Platformy Obywatelskiej był Donald Tusk. Ten sam Donald Tusk uzyskał w niej ogromną władzę i prowadził ją po ścieżkach polskiej polityki. Uwzględniając powyższą wypowiedź pana Kamińskiego, można stwierdzić, że wkraczając do tworu pana Tuska, obecny sekretarz stanu najzwyczajniej w świecie wszedł w pewną niemiłą i nieładnie pachnącą rzecz, której nazwy nie wymienię, bo tekst mogą czytać przecież kobiety i dzieci.

Uczucia i emocje funkcjonują nieustannie w polityce. Niekiedy pokazują nam realny stosunek dwóch osób do siebie, motywują je do działania i reakcji. Nierzadko, dają nam możliwość, aby przy odrobinie chęci i dobrej woli rozpoznać zamysły i knowania ludzi władzy. Uczucia bywają jednak również zmienne, choć mówiąc ściślej, zmienne jest ich znaczenie. Jednym razem wyrażenie „ćwok” wydaje nam się niemiłe, kiedy nagle dowiadujemy się, że jest to dowód odwiecznej sympatii. Kto wie, może rządzący jednak nas bardzo kochają, a swoją specyficzną miłość wyrażają we wzroście zadłużenia, podnoszeniu podatków, marnotrawieniu pieniędzy, co później zostanie nam przedstawione jako materialne skutki umiłowania narodu, a w kampanii wyborczej ukazane pod nazwą osiągnięć?

Zobacz również