UDOSTĘPNIJ

Nie na transparenty, flagi i ulotki, a do firmy Mateusza Kijowskiego, trafiały pieniądze zbierane przez KOD. Środkami, które udało się uzyskać poprzez zbiórki na demonstracjach, opłacano faktury, które wystawiała spółka MKM Studio. Kijowski twierdzi, że to opłata za usługi informatyczne, ale działacze są wściekli. Chodzi o 90 000 złotych. 

Jak wynika ze śledztwa Onetu, MKM wystawiło sześć faktur Komitetowi Obrony Demokracji, wszystkie na tę samą kwotę: co miesiąc 15 tys. 190 zł i 50 gr brutto. Jakie usługi świadczyła firma MKM? Obsługa domeny, hosting strony internetowej, migracja danych i usług oraz przygotowywanie nowych serwisów i opracowywanie ich treści.

–  To były pieniądze z puszek, z wpłat internetowych, przekazywane przez sympatyków. To tym bardziej przykre. Trzeba będzie ich za to przeprosić – mówi działacz KOD cytowany przez Onet.

Okazuje się, że usługi świadczone przez firmę były wielokrotnie droższe niż to wynikało z faktycznych kosztów rynkowych. Ponadto, za każdym razem opłata jest taka sama. Kijowski tłumaczy, że strony umówiły się na ryczałt i potwierdza, że faktury są prawdziwe.

– To typowo informatyczny bełkot. Kwoty przeznaczane co miesiąc na opłacanie domen i serwera wielokrotnie przekraczają faktyczne koszty takich usług – i to nie za miesiąc użytkowania, lecz za cały rok – cytuje Onet.

  – Faktury są prawdziwe. Ustaliliśmy pewien ryczałt, że niezależnie od tego, ile prac wykonam, kwoty wynagrodzeń nie mogą przekroczyć pewnej kwoty. I tak to było realizowane  – tłumaczy się Kijowski.

Rozmówcy Onetu i jednocześnie działacze KOD jeszcze mocniej atakują lidera i twierdzą, że podobne usługi świadczyli wolontariusze KOD, a nie Kijowski.

Onet podaje, że faktury znaleziono przypadkowo w jednym z segregatorów przez członków zarządu KOD. Przez jakiś czas traktowano to jako temat tabu. Gdy przestano zbierać pieniądze, Kijowski chciał by wypłat dokonywało Stowarzyszenie, ale zarząd się oburzył i zablokował decyzję. Wtedy Kijowski się obraził. Było pewne, że w końcu sprawa trafi do mediów. Tak też się stało, a kopie faktur otrzymał Onet.

– Jestem wściekły. Było wiadomo, że to wyjdzie. Mógł powiedzieć: słuchajcie, jestem bez pracy, poświęcam czas, muszę jakoś żyć. To by się spotkało ze zrozumieniem. Ale to nie może być wtedy „jakaś faktura”, wypadałoby się umówić na jakąś umowę. No, tylko że Mateusz ma komornika i alimenty na głowie. Ta sprawa uderzy w cały ruch. Bo niestety te wszystkie faktury to prawda. Wykazaliśmy się kompletnym brakiem odpowiedzialności  – podaje źródło Onetu.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również