UDOSTĘPNIJ

Liczące się państwa Unii Europejskiej nie zamierzają dłużej tolerować opozycyjnej wobec nich polityki polskiego rządu. Po prezydencie Republiki Francuskiej przyszedł czas na krytykę ze strony kanclerz RFN. Według obserwatorów jej słowa w jednym momencie znacząco obniżyły pozycję Rzeczpospolitej w UE.

Zapowiedzi sankcji czy izolacji Warszawy na arenie unijnej nie poskutkowały zmianą kierunku, obranego przez Radę Ministrów. Prowadzona przez Polskę ws. sądownictwa czy imigracji polityka jest rażąco inna od tej preferowanej przez Starą Unię. Prawo i Sprawiedliwość nie przejmowało się tym, najzwyczajniej nie wierząc w żadne zdecydowane kroki Brukseli, Paryża, czy Berlina.

Wszystko zmieniło się wczoraj, gdy Angela Merkel zakulisowo uzgodniła z Emmanuelem Macronem swoisty podział obowiązków w Unii, w tym oczywiście wobec niesfornej Europy Środkowo-Wschodniej. Jeden z francuskich polityków układ między obojgiem przywódców nazwał „dealem”, w którym „Paryż bierze na siebie dyscyplinowanie Polski, a w zamian Berlin zajmie się Grecją. Bo tak chciały Niemcy”.

Szefowa rządu federalnego w Berlinie w ostrych słowach zakończyła wszelkie spekulacje dotyczące jej możliwej odpowiedzi na działania, zdaniem wielu, godzące w jedność Europy. Angela Merkel zdecydowanie nie zamierza tolerować wybryków i niesubordynacji. Po zaprezentowaniu swojego stanowiska, Złoty Polski stracił na wartości.

– Nie możemy trzymać języka za zębami i nie mówić nic w imię świętego spokoju. Chodzi w końcu o zasady naszej współpracy w UE – stwierdziła.

źródło: msn.com/wyborcza.pl

Tak żyją nieprzyzwoicie bogate dzieci rosyjskich oligarchów [ZOBACZ!]

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również