UDOSTĘPNIJ
fot. Wikimedia Commons/Silar

Kończy się Festiwal w Opolu. Obok takich koncertów, jak jubileusz Maryli Rodowicz, czy wspomnieniowy koncert „Od Opola do Opola” do historii przejdzie także benefis Jana Pietrzaka. Nie w pozytywnym sensie jednak, bo podczas koncertu widownia świeciła pustkami.

Kabareciarz znalazł jednak wytłumaczenie także i na to. Jak podkreślił, koncert, wbrew pozorom, był udany. Widownia, przynajmniej ta, która została, była zadowolona. Na małą frekwencję Pietrzak znalazł wytłumaczenie w pogodzie i wcześniejszych doniesieniach medialnych.

– Pomimo chłodu, wichrów, zawieruchy i straszliwych ataków udało się zagrać koncert. Trzy dni przed moim koncertem „Gazeta Wyborcza” napisała, że pobiłem muzyków – stwierdził w wywiadzie Jan Pietrzak.

Nie jest to do końca prawda, bowiem Wyborcza informowała o awanturze, do której doszło podczas próby przed występami. Dziennik pisał wówczas tylko o tym, że Pietrzak groził występującym z nim artystom z powodu pomylenia zwrotek jego piosenek.

Artysta kabaretowy właśnie w pogodzie widział główną przyczynę problemów z frekwencją na jego koncercie. Jak podkreślał, z powodu warunków atmosferycznych nie było pewności, że uda się zrealizować cały plan związany z jubileuszowym występem.

– Cieszę się, że mimo różnych przeciwności, udało mi się wystąpić w Opolu. Repertuarowo koncert był dosyć interesujący, publiczność, która wytrwała mimo deszczu i zimna była zadowolona. Udało nam się wykonać wszystkie utwory, które zamierzaliśmy zaprezentować – podkreślał Jan Pietrzak.

Opozycja zwija się ze śmiechu po tym wyznaniu Pietrzaka. Twierdzą, że to słaba wymówka, a „złej baletnicy przeszkadza nawet rąbek u spódnicy.”

Źródło: radiozet.pl

To trzeba zobaczyć! Najlepsze memy z Kaczyńskim w "patriotycznym płaszczu"

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również