UDOSTĘPNIJ
źródło: twitter.com/kobuz3, flickr.com

Tej postaci nie trzeba nikomu przedstawiać. Andrzej Hadacz w 2010 roku stał się bowiem jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci w Polsce. Hadacz zawdzięcza swój rozgłos wręcz fanatycznej obronie krzyża, który stanął po katastrofie smoleńskiej na Krakowskim Przedmieściu. Teraz znów jest o nim głośno.

Wszystko za sprawą wpisu na Twitterze, który rozpalił internet. Na popularnym portalu pojawiła się wczoraj informacja, jakoby Hadacz był w przeszłości zamieszany we współpracę z bezpieką. TW „Matka”, bo takiego pseudonimu miał używać mężczyzna, przyjął w 1988 roku, kiedy to rozpocząć miał dobrowolną współpracę z SB.

Co ciekawe, także nazwisko „Hadacz” to przykrywka. „Obrońca krzyża” jeszcze w PRL znany był pod nazwiskiem „Dobosz”. Główny zainteresowany wszystkiemu oczywiście zaprzecza. Jednak informacje dotyczące jego współpracy z bezpieką mają potwierdzać dane zebrane w IPN.

 – W Instytucie Pamięci Narodowej znajdują się dokumenty świadczące o współpracy z bezpieką Andrzeja Hadacza, który wtedy nazywał się Andrzej Dobosz. Urodzony w 1962 roku w Kłodzku mężczyzna zatrudniony był w Kopalni Węgla Kamiennego w Jastrzębiu Zdroju. To w tym zakładzie miał donosić na kolegów – podaje portal wPolityce.pl.

źródło: twitter.com/johnbinghamjr

Postać Andrzeja Hadacza już niejednokrotnie wzbudzała kontrowersje. Mężczyzna nie raz zmieniał front – na początku dał się poznać jako gorliwy obrońca krzyża. Zniknął jednak z mediów zaraz po wygranej Bronisława Komorowskiego. Niedługo potem pojawił się znów jako bywalec marszów równości. W końcu zaś wylądował przed wyborami prezydenckimi w 2015 roku obok Bronisława Komorowskiego, jako wielki zwolennik PO. Ostro atakował też Andrzeja Dudę, podczas kampanii prezydenckiej.

Nie brak w internecie opinii, że Hadacz działał na zlecenie Platformy Obywatelskiej. Jak dotąd internauci byli przekonani, że mężczyzna był za swoje działania sowicie opłacany. Teraz pojawiają się głosy, że to teczki Hadacza były tym, co pozwalało go kontrolować.

pt

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również