UDOSTĘPNIJ

Łukasz Jakóbiak to celebryta, który prowadzi internetowy talk-show o nazwie „20m2”. Zamysł jest taki, że nagrywa amatorskim sprzętem w kawalerce i gawędzi sobie z innymi celebrytami. Od czasu do czasu w programie pojawi się ktoś wartościowy jak np. Karol Strasburger czy Michał Bajor, aczkolwiek generalnie fotel wysiadują antytalenty, celebryci za 5 złotych i kmioty z plastelinowymi buźkami. Świat drinków pitych przez słomę z buta to nie moja bajka, atoli rozumiem, iż gawiedzi łaknącej chleba i igrzysk imponuje zaproszony fircyk z remizowym sznytem lub odtwarzacz politycznej poprawności w szpilkach. Poparcie na pop arcie.

Szpilek nie zamierzam wbijać Jakóbiakowi za koncepcję programu, bo kanał ma swój target (po kilkadziesiąt tysięcy wyświetleń ostatnich wywiadów), więc cel został zrealizowany własną, uczciwą pracą. Trzeba było zaprosić gości, zrealizować materiał i zorganizować promocję. Dobrze, że mu się udało, przynajmniej stąpa po tej polskiej ziemi jedna więcej, zadowolona z życia para nóg. Nikt nie cierpi w związku z istnieniem tego programu.

Jednakże, Jakóbiak podczas wykładów motywacyjnych i wywiadów, w mojej opinii, promuje bardzo szkodliwą postawę, w myśl której warto sięgać po żałosne, niemoralne środki, byle tylko osiągnąć swój cel. W rozmowie z Wojciechem Jagielskim w Superstacji Jakóbiak mówi, że 15 lat temu wybrał się na koncert Edyty Górniak w warszawskiej Sali Kongresowej. Jak twierdzi, zabrakło już biletów, a on pragnął wejść na imprezę. Ubrudził się, potargał i oszukał ochronę łkając, że został pobity i okradziony z biletu. Kłamczuch wszedł na koncert, aczkolwiek limit ściem na jeden wieczór nie został wyczerpany. Gdy artystka spytała kto ma dziś urodziny, Jakóbiak znów skłamał, przez co być może odebrał szansę na pogawędkę z artystką (?) komuś kto naprawdę celebrował tego dnia swoje małe święto. Zrobił sobie zdjęcie z Górniak i tyle.

Generalnie, można powiedzieć, że to zwykłe cwaniactwo, które nie wyrządziło przecież wiele szkody. Jasne, każdy kiedyś nagiął rzeczywistość dla swoich celów. Problem w tym, że Jakóbiak mówi o tym, jak o swoim wielkim sukcesie. Z uśmiechem na ustach opowiada jak posłużył się kłamstwem oszukując organizatora na pieniądze i żerując na wzbudzonej fałszem litości ochroniarzy. Z żenującej akcji, za którą winien się wstydzić, tworzy historię do promocji własnej osoby. Przynajmniej tak wynika z podniecenia, które słychać w jego głosie.

– Jak ja mam jakiś cel, to staram się, żeby naprawdę nie robić tego po trupach do celu. Tu były jakieś osoby poszkodowane, ale nie na dużą skalę. Jak mam jakiś cel, to zrobię wszystko żeby go zrealizować – tak komentuje fakt, iż organizatorzy stracili, rzekomo, tylko 50 złotych na jego bilecie.

Oczywiście, nie chodzi mi o potępianie tego czynu, bo kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień. Ciskam w niego lirycznymi skałami za przekaz, jaki będąc osobą rozpoznawalną kieruje do publiczności. Opłaca się ściemniać, żerować na ludzkim współczuciu, byle tylko wykąpać się w aurze sukcesu okupionego smagnięciem osobowości batem żenady. Dla jednego zdjęcia.

To jednak małe piwo. Podczas wykładów motywacyjnych, które Jakóbiak prowadzi dla swoich klientów opowiada jako przykład wielkiego sukcesu swoją historię na temat prób zaangażowania Lady Gagi w projekt o równouprawnieniu. Chciał wykorzystać jej koncert w Polsce, by zaprosić ją do udziału w przedsięwzięciu. Załatwił duży transparent, lecz rychło okazało się, iż nie może wnieść na teren imprezy kijów do podtrzymania płachty. Wymyślił więc, że weźmie kule ortopedyczne i na nich zawiesi transparent. Jednym słowem, wszedł na koncert udając niepełnosprawnego. Grubo. Może jednak lepszym planem byłaby zabawa w śmiertelnie chorego, któremu zostało kilka dni życia. Obstawiam, że wtedy Lady Gaga nie olałaby jego propozycji i może udzieliła wywiadu… Takim tanim cwaniactwem można się popisywać wśród znajomych przy flaszce, nie zaś kreować żałosną postawę jako właściwą w drodze do sukcesu. Sprzedawanie fanom, często bardzo młodym, takich sposobów na rozwiązywanie problemów, jest po prostu niebezpieczne. Przekaz wykładów jest czytelny: możesz się zeszmacić, żerować na współczuciu, byle tylko osiągnąć sukces.

Na tych samych eventach, Jakóbiak opowiada, że biuro podróży zapłaciło mu za wyjazd do Stanów Zjednoczonych w zamian za umieszczenie logotypu na materiale o równouprawnieniu, w którym miała wziąć udział Lady Gaga. Po serii prób, Jakóbiak zdołał sobie zrobić z nią… zdjęcie. Jak miliony innych osób. Na wykładach sprzedaje to jako wielki sukces, cóż, jego prawo. To dość cenna umiejętność.

Według mojej wiedzy, żaden projekt o równouprawnieniu Jakóbiaka nie był szeroko oglądany, a chyba o to chodziło firmie, która zapłaciła za jego wyjazd do Stanów. Jednym słowem, misja zakończona porażką.

To przykre, że osoba rozpoznawalna wysyła tak negatywny przekaz do swoich słuchaczy. Być może nieumyślnie, uczy ich, by niczym śliniący się do mieszka złota, parchaty sprzedawczyk, zapominali o godności, byle tylko osiągnąć cel. Uczy ich, by żerować na ludzkich słabościach, współczuciu, litości i naiwności, byle tylko ogrzać własną rzyć. Uczy ich, że dobiegnięcie do celu po trupach moralności i uczciwości jest godne opiewania. Bo prawda jest taka, Panie Łukaszu, że za sukcesy osiągnięte tego typu metodami, może Pana polać splendor. Złoty jak szczyny. Żałosne.

Mój fanpage: LINK

fot. Intro programu 20m2 Łukasza

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułFrancuski komik za kratami. Kpił z „Charlie Hebdo”
Następny artykułPaństwo wyznaniowe jest koniecznością w procesie laicyzacji?
Maciej Sobieski

Naczelny poganiacz kmiotów z polskiej sceny politycznej, biesiadnik i artysta

Zobacz również