UDOSTĘPNIJ
fot. facebook.com/BeataSzydlo - P.Tracz/KPRM

Patrząc na polską scenę polityczną nasuwa się nieodparte wrażenie, że hipokryzja jest nieodzownym elementem rządzenia krajem. Partie u władzy się zmieniają, jednak sposoby wyciągania rąk po pieniądze podatników pozostają takie same.

Kiedy Prawo i Sprawiedliwość pozostawało partią opozycyjną, z ochotą wypominało rządzącym obsadzanie stołków w państwowych spółkach. Bardzo zresztą słusznie. Jak wynika ze sporządzonej przez „Puls Biznesu” listy, w niecałe pięć lat Platforma znalazła dla „krewnych i znajomych” ponad 400 miejsc pracy. Drugie tyle „udało się” skombinować Polskiemu Stronnictwu Ludowemu.

Teraz PB znowu zabrał się za sporządzenie „listy wstydu”. Okazuje się że to, na co koalicja PO-PSL potrzebowała pięciu lat, politykom Prawa i Sprawiedliwości udało się z nawiązką zrobić w ledwie rok. W ciągu kilkunastu miesięcy w państwowych firmach dosłownie zaroiło się od ludzi związanych z partią. Mowa o około tysiącu stanowisk przyznanym członkom partii oraz ich rodzinom.

Hipokryzję Prawa i Sprawiedliwości najlepiej obrazuje przypadek Wojciecha Jasińskiego, kolegi ze studiów oraz jednego z najbliższych współpracowników Jarosława Kaczyńskiego. W 2007 roku twierdził, że gdyby to PiS rządziło, w państwowych spółkach takich jak Orlen rządziliby „młodzi fachowcy”.

– W spółkach z udziałem skarbu państwa nie ma miejsca dla osób z politycznego nadania – zapewniał.

Jak się później okazało, punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. W 2015 roku Jasiński został bowiem… prezesem zarządu PKN Orlen. Jak przystało na „młodego fachowca”, miał wtedy 68 lat.

źródło: puls biznesu

 

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również