UDOSTĘPNIJ

Od lat wyznaję zasadę „nie ruszaj gówna, a nie będzie śmierdziało”. Dlatego, przy całej mojej sympatii dla niezłomnych woJOWników, 6 września nie wybieram się na referendum.

Bronisław Komorowski miał szansę przejść do historii jako „niemy prezydent”, czyli taki który przez 5 lat nic mądrego nie powiedział, ale i nikogo nie obraził, co w naszych warunkach i tak często okazuje się nie lada osiągnięciem. Szansy nie wykorzystał, bo na ostatniej prostej poniosła go ułańska fantazja. Komorowski, zdając się na swój geniusz taktyczny, którego jak powszechnie wiadomo nie posiada, podjął decyzję o zwołaniu referendum, w którym zostaniemy zapytani m.in. o wprowadzenie w wyborach do Sejmu tfu… Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. Ruch ten miał doprowadzić do przejęcia elektoratu Kukiza i zwycięstwa Komorowskiego w II turze wyborów prezydenckich. W efekcie nie ma już ani prezydenta Komorowskiego, ani elektoratu Kukiza, a referendum za które zapłacimy ok. 100 mln zł i tak nie będzie ważne, bo większość narodu oleje je ciepłym moczem. I słusznie.

Zgadzam się z poglądem, że obecny system wyborczy dotyczący wyborów parlamentarnych wymaga zmian. Cała sztuka polega jednak na tym, że kiedy już coś zmieniamy to zmieniajmy na lepsze, a nie na gorsze. W przypadku wprowadzenia JOW byłaby to pewna zmiana na gorsze. Zamiast odbetonowania sceny politycznej mielibyśmy beton zbrojony, czyli Sejm z dwiema partiami – PO i PiS. Mniejsze ugrupowania, które nie miałyby szans w okręgach jednomandatowych, musiałyby zwinąć z Wiejskiej swoje manatki i przenieść się z działalnością do podziemia. Wbrew temu co twierdzą woJOWnicy ( według ich teorii dzięki JOW do Sejmu wejdą wyłącznie wybrańcy narodu, a nie funkcjonariusze partyjni oddelegowani przez swoich wodzów ) w jednomandatowych okręgach wygrają kandydaci z największą kasiorą na kampanię, czyli w dalszym ciągu partyjni funkcjonariusze oddelegowani przez swoich wodzów lub majętni, lokalni watażkowie. Z JOWów chcą wycofać się już Brytyjczycy, którzy na własnej skórze przekonali się jak bardzo absurdalny jest to system. My Polacy, jako że wciąż jesteśmy na etapie nadrabiania cywilizacyjnej odległości do zachodu, siłą rzeczy jeszcze do takiej refleksji nie doszliśmy.

Z pewnością znajdzie się niejedna osoba, która uzna, że udział w referendum to obywatelski obowiązek. A i owszem tak być powinno. Trudno jednak potraktować poważnie referendum zwołane na chybcika, w imię czysto doraźnych interesów, przez ex prezydenta znajdującego się w chwili podejmowania decyzji w stanie powyborczego oszołomienia. Gdyby w I turze wyborów prezydenckich trzeci wynik uzyskał Grzegorz Braun to dziś być może pytano by nas o intronizację Chrystusa Króla. Referenda stają się modne. W przyszłości mogą nas pytać o różne ważne sprawy, np. o potrzebę powiększenia biustu Pierwszej Damy. Wówczas, podobnie jak i dziś zresztą, uznam że mój obywatelski obowiązek uczestnictwa w referendum ma przerwę techniczną.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułMacedonia: szturm imigrantów na pociąg (video)
Następny artykułWielka Brytania: Polacy najliczniejszą grupą pobierającą zasiłki
Błażej Makarewicz

Przewodniczący krajowy Federacji Młodych Socjaldemokratów. Absolwent stosunków międzynarodowych na UW. W 2012 ukończył XX edycję Szkoły Liderów Społeczeństwa Obywatelskiego. Interesuje się polityką krajową, a także sprawami międzynarodowymi- w szczególności Ameryką Łacińską, najnowszą historią regionu oraz zachodzącymi tam procesami politycznymi.

Zobacz również