UDOSTĘPNIJ
fot. pixabay/ pexels

Donald Trump podpisał kilka dni temu dekret, który zakazuje wjazdu mieszkańców niektórych państw do Stanów Zjednoczonych. Zgodnie z informacjami podanymi przez Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego chodzi o Irak, Iran, Syrię, Sudan, Libię, Jemen i Somalię. Na decyzję natychmiast zareagowało Google.

– Zamierzamy trzymać terrorystów jak najdalej od naszego kraju. Nie chcemy ich tutaj – komentuje Trump.

Decyzja prezydenta w oczywisty sposób uderzy nie tylko w zamachowców. Według The New York Times  osoby, które podczas podpisywania dekretu przez Trumpa znajdowały się w powietrzu, zostały zatrzymane na amerykańskich lotniskach. Dwóch Irakijczyków musiało pozostać na lotnisku Kennedy’ego w Nowym Jorku. – To decyzja prezydenta – tłumaczyły służby. Jeden z mężczyzn miał dołączyć do pracującej w USA żony. Drugi z nich 10 lat pracował w Iraku dla amerykańskiego rządu. Obaj mieli ważne wizy.

Szefostwo międzynarodowego giganta – Google – jest świadome zagrożenia wynikającego z kontrowersyjnej decyzji prezydenta. Dlatego też zdecydowano się błyskawicznie wezwać wszystkich pracowników do powrotu.

Niezależnie od tego, czy przebywają na wakacjach czy wyjechali w celach biznesowych – zatrudnieni przez Google mają wracać do Stanów Zjednoczonych Ameryki „tak szybko jak to możliwe”. Technologiczne imperium obawia się, że jeśli pracownicy nie wrócą teraz, to może im się to nie udać już nigdy – a przynajmniej przez kilka najbliższych lat.

Szef Google Sundar Pichai zaapelował do pracowników rozsianych po całym świecie, żeby wracali do Stanów Zjednoczonych. Jak mówił w wywiadzie dla Wall Street Journal blokada może dotyczyć nawet dwustu pracowników.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również