UDOSTĘPNIJ

Gen. Wojciech Jaruzelski ? symbol trudnej polskiej historii

Wbrew powszechnym opiniom nie był gen. Jaruzelski ani „wielkim Polakiem” i „bohaterem” jakby chciała tego lewica, ani „zdrajcą” i „zbrodniarzem” jak chciałaby tego skrajna prawica. Był raczej postacią tragiczną: słabym liderem, któremu przyszło rządzić Polską w najbardziej kluczowych, przełomowych i trudnych w historii tego narodu czasach.

Głównymi cechami, które definiowały generała były przede wszystkim uległość, konformizm i słabość charakteru, która czyniła go świetnym żołnierzem i służbistą ale nie najlepszym materiałem na przywódcę kraju na dziejowym zakręcie. Najlepiej obrazuje to historia wprowadzenia stanu wojennego – zamiast wprowadzić go parę miesięcy wcześniej, zanim doszło do radykalizacji nastrojów, generał wolał zwlekać i odwlekać go w czasie, mając nadzieję że „samo się jakoś rozwiąże”. Brakowało mu woli i odwagi, zarówno do czynów bohaterskich jak i zdradzieckich. Biorąc jednak pod uwagę jego cechy osobowościowe jak i wybory ideologiczne nie powinno się go za to potępiać, a raczej docenić fakt, że pomimo braku jakichkolwiek predyspozycji udało się jednak generałowi przeciągnąć Polskę przez niezwykle trudne czasy i zachować się odpowiedzialnie i z klasą. Swoim zachowaniem odstawał nieco od reszty wierchuszki partyjnej ? był człowiekiem honoru, z klasą, na modłę jeszcze przedwojenną (jego przodkowie byli m.in. powstańcami styczniowymi, walczyli też z bolszewikami w 1920 roku), którego z przyjemnością się słuchało. Obecna klasa polityczna, i szczekaczki partyjne mogą tej cechy generałowi tylko pozazdrościć.

Generał Jaruzelski może generalnie stanowić wspaniały przykład pokolenia, które stanęło przed wielkimi dylematami moralnymi, będącymi z naszego punktu widzenia naprawdę nie do pozazdroszczenia. Wywodził się ze środowisk patriotycznych, katolickich i antykomunistycznych i tych wartości się trzymał aż do okresu II wojny światowej. Wywieziony na Sybir, próbował przedostać się do armii generała Andersa, jednak bezskutecznie. Kto wie jak potoczyłyby się jego losy gdyby się mu udało. Próby spełzły na niczym i po II wojnie światowej zaangażował się ochotniczo w budowanie nowego ustroju ? zbrodniczego i do 1954/55 totalitarnego, a do samego swego końca autorytarnego. Ustroju, który wydźwignął miliony z biedy, ale opłacił to krwią i represjami niewinnych Polaków. Sam był współodpowiedzialny za współpracę ze stalinowskim Głównym Zarządem Informacji, czystki antysemickie w armii czy stanie na czele państwa autorytarnego, odpowiedzialnego za represje, cenzurę i morderstwa polityczne. Uległy wobec Moskwy, nie posiadający inicjatywy ani jakiejkolwiek wizji, musiał rządzić krajem w przełomowych dla niego momentach ? karnawału Solidarności i stopniowego rozpadu Żelaznej Kurtyny. Zachowywał się na wskroś zachowawczo, nie widząc szansy na powolne zmiany ku gospodarce rynkowej oraz demokratyzację ustroju. Bał się uniezależnienia od Moskwy, nawet wtedy gdy Moskwa jasno dawała do zrozumienia, że Polska już jej nie interesuje. Do końca wierząc w zachowanie realno-socjalistycznego ustroju wykazał się jednak poczuciem odpowiedzialności, pozwalając na jego demontaż. Nie robił tego z uśmiechem na ustach ? obrady Okrągłego Stołu miały za zadanie wciągnąć Solidarność do współodpowiedzialności za katastrofę gospodarczą państwa i w ten sposób ją pogrążyć. Generał nie pogrążył jednak Solidarności, za to nieświadomie i paradoksalnie położył fundamenty pod wolną i niepodległą Polskę. A wcale tego robić nie musiał, tak jak nie zrobił tego jego słynny odpowiednik z Rumunii.

Bez wątpliwości generał Jaruzelski miał krew na rękach ? podobnie jak Józef Piłsudski, Wincenty Witos czy Roman Dmowski, a z zagranicy chociażby Harry Truman czy Winston Churchill. Pytanie brzmi ? w imię czego ta krew została przelana, czy można na gruncie historycznym (bo na pewno nie na gruncie moralnym) znaleźć jakieś usprawiedliwienie dla represji czy morderstw? Truman mógł zamordować kilkaset tysięcy niewinnych Japończyków w imię zwycięstwa z Hitlerem. Piłsudski walczył z ?anarchią państwa? oraz o swoją w nim władzę ? i kilkaset Polaków zabitych w parudniowej wojnie domowej nie jest szczególnie opłakiwanych. Z kolei generał Jaruzelski był komunistą z przekonania i wierzył, że dobro Polski to dobro Polski Ludowej, pod auspicjami ZSRR. Jego ideologia upadła i została skompromitowana ? ale jeszcze w latach ?50 czy ?60 nie mógł mieć tej świadomości. Jeszcze w połowie lat’60 wielu liberalnych intelektualistów amerykańskich rozważało możliwość, że to ustrój Związku Radzieckiego może wygrać wojnę z kapitalizmem i przynieść światu powszechną prosperitę. Z dzisiejszej perspektywy upadek PRLu jest czymś oczywistym i możemy na jego historię patrzeć jak na powolną degradację mitu ?komunizmu?. Ale przed 1989 nawet optymistyczni opozycjoniści nie brali realnie pod uwagę upadku tego systemu. Działanie na rzecz Polski Ludowej było działaniem na rzecz jedynego, realnego państwa polskiego.

Nie chodzi tu o oczyszczanie generała Jaruzelskiego ze zbrodni za które jest współodpowiedzialny. Te zbrodnie (relatywnie mało liczne i okrutne, biorąc pod uwagę założenia marksizmu-leninizmu) będą i powinny być rozliczone przez kompetentne osoby. Generał Jaruzelski nie jest absolutnie bohaterem i postacią której należy stawiać pomniki, jak chcieliby niektórzy na lewicy. Chodzi jedynie o to, aby spośród kopalni suchych faktów o ?zbrodniach? generała bądź jego ?zasługach? wpisanych w jednoznaczne i przewidywalne do bólu narracje (bohater ? zdrajca) wydobyć sedno jakim jest dylemat moralny Polaków po II wojnie światowej. Zarówno w narracji prawicy, która mówi po prostu o zbrodniarzu który lekką krwią przelewał krew niewinnych Polaków (zapewne jeszcze z uśmiechem na ustach i satysfakcją) jak i narracji lewicy, która mówi o Wallenrodzie i ukrytym demokracie, który chciał od początku dobra wszystkich Polaków (zapewne w sercu gardził jeszcze komunizmem i jego zbrodniami) brakuje jednego aspektu ? dylematu moralnego, w którym czerni i bieli nie ma nigdy. Mówienie tak o zdrajcy jak i o bohaterze pomija ten wątek. A wielka szkoda, bo to on właśnie czyni nas ludźmi.

Czemu mówić o dylematach moralnych tak nudnego zdrajcy/bohatera/geniusza/mordercy jak Wojciech Jaruzelski? Czemu wchodzić w głowę i zastanawiać się nad wyborami aparatczyka, który niczym nadzwyczajnie się nie wyróżniał (poza uległością i wykonywaniem rozkazów)? Być może dlatego, że bez zrozumienia skali dylematów moralnych Polaków po II wojnie światowej (i nie tylko! Ale to temat na osobne artykuły) nigdy nie będziemy w stanie zrozumieć historii Polski i zbudować przez to narodowej tożsamości czy spójnej ?narodowej pamięci?. Będziemy nurzać się w stosach faktów historycznych: cyfr, dat i faktów (w większości zresztą prawdziwych) wpisanych w wielkie narracje prawicowe bądź lewicowe. Łatwo budować w ten sposób całkiem odrębne narracje, które są absolutnie prawdziwe faktograficznie i pasują do naszego światopoglądu, ale nie chwytają istoty problemu. Polakom jest to potrzebne wyjątkowo jako narodowi, którego historia jest naprawdę trudna i któremu nie udaje się cały czas z tą historią uporać. W naszej tożsamości istnieje ogromna dziura: i możemy ją załatać jedynie przez uzupełnienie płaszczyzny faktograficznej naszej historii brakującymi ?cegłami? spośród których jedną z najważniejszych jest koncepcja dylematu moralnego. Bo historia Polski to nie tylko walka postępowców z ciemnogrodem ani patriotów ze zdrajcami. To też walka pojedynczych jednostek z ich własnymi wątpliwościami oraz branie konsekwencji za decyzje jakie podjęli.

Oczywiście, nie róbmy z generała wielkiej postaci tragicznej i nie wylewajmy łez nad jego losem. Decyzje jakie powziął były w dużej mierze złe i pokutował za nie tu na Ziemi, i czy będzie pokutował już na zawsze ? tego już nie wiemy. Ale jego śmierć to bardzo dobra okazja do zastanowienia się nad nami samymi. Łatwo jest być patriotą i antykomunistą żyjąc w czasach, gdy ostatni ?komuniści? są ledwie powłóczącymi nogami staruszkami. Łatwo wydawać pochopne sądy na temat sytuacji moralnych których sami nigdy nie doświadczyliśmy. Polacy nie radzą sobie ze swoją pamięcią i historią już od setek lat ? i jeżeli chcemy nareszcie po raz pierwszy zacząć budować jakąś wspólną narrację narodową, to musimy wyjść ponad nasze ideologiczne opłotki. Nasza historia jest bardzo trudna dla nas samych ? a generał Jaruzelski to idealne potwierdzenie tej tezy. Bez empatii dla bliźniego ? nawet ideologicznego wroga ? my naszej własnej historii nigdy nie do końca nie zrozumiemy.

Mateusz Kuryła

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również