UDOSTĘPNIJ

Każdy z nas ma swoje ulubione „otwarcia”, nieważne czy jest to film, książka, serial, albo jak w przypadku antyfanów Szumlewicza – otwarcie parasola w jego dupie. Do moich ulubionych należy to sprzed dwóch lat, gdzie Frank Underwood ustami Kevina Spacey’a oznajmił, że istnieją dwa rodzaje bólu: ten który czyni silniejszym oraz ten który sprawia tylko cierpienie i jest bezużyteczny. A że Frank do bezużytecznych rzeczy nie ma za dużo cierpliwości, to postanowił swoje przekonania zobrazować, zabijając gołymi rękami dogorywającego psa, którego wcześniej potrącił samochód.

Mam tak samo jak bohater „House of Cards”, dlatego niezbyt pociągają mnie kolejne konwencje i wiece karykatur z galerii osobliwości zwanej kandydatami na prezydenta RP. Zanim jednak cały ten majdan wystartował, pierwszą krew próbował utoczyć tygodnik „wSieci” śledząc Annę Grodzką w nadziei na wyłowienie aferek z jej prywatnego życia. Wybory bez szukania haków to jak wesele bez ani jednego wąsatego Janusza, z czerwoną, nalaną twarzą – świecka tradycja. Dlatego zdziwiło mnie, że red. Olejnik zrobiła o tym program, a sama posłanka Grodzka ochoczo przystała na propozycję podarcia tygodnika na antenie. Największym natomiast zaskoczeniem było to, że „Zieloni” po całej tej akcji nie pozbyli się swojej „armaty”, tylko potwierdzili jej kandydaturę w wyborach.

Nie wiem jak wy, ale ja nie chciałbym, żeby mój kraj reprezentowała osoba dająca się tak łatwo ponieść emocjom i ochoczo poddająca się naciskom innych. No i najważniejsze: jeżeli na spotkaniu głów państw widzisz kogoś i nie wiesz czy ta osoba to facet, który przemienił się w babkę czy babka przetransformowana w faceta to… no funkcje reprezentacyjne nie są najlepiej spełniane. Ja to już bym wolał prezydenta z zespołem Aspergera, ale zaraz jakieś niedobitki z polonica.net powiedzą, że jestem „polonofob” i „świnia orwellowska” cokolwiek to znaczy.

Temat życia prywatnego posłanki żył dosyć krótko, bo chwilę później Polska przyklepała jakąś konwencję i z niezrozumiałych powodów rozpoczęła się wielka dyskusja. Niektórzy widzą w kawałku papieru wielkie zagrożenie dla moralności, inni się cieszą, bo dzięki niemu kobiety będą się czuły bezpieczne. Na moje oko największym zagrożeniem dla rodziny są idioci je zakładający, ale co ja tam wiem.

Sam dokument bardziej przypomina bełkot licealisty, któremu nauczyciel z wosu kazał napisać kilka banałów, a nie coś co ma uchodzić za akt prawny, dlatego nie rozumiem, gdzie inni widzą zagrożenie wirusem dżenderyzmu.

Wiele cytatów można okrasić popularnym memem „Thank you Captain Obvious”, bo komunałów jest więcej niż propagandy w Gazecie Wyborczej, TVN, Niezależnej i „wSieci” razem wziętych. Z tekstu preambuły dowiadujemy się przykładowo, że „kobiety i dziewczęta są często narażone na formy przemocy takie jak przemoc domowa” albo że „dzieci są często ofiarami przemocy”. You don’t say?

Niektórych martwi perspektywa wdrożenia przepisów do krajowego porządku prawnego. Uspokajam: to pewnie nigdy nie nastąpi. Niektóre od dłuższego czasu obowiązują (stalking), a o pozostałych najzwyczajniej w świecie parlamentarzyści zapomną, bo akurat trzeba będzie głosować przeciwko podnoszeniu kwoty wolnej od podatku. Tekst konwencji nic konkretnego nie mówi o negatywnych skutkach stagnacji w tej materii, więc jesteście uratowani.

Oczywiście została powołana specjalna komisja, która ma monitorować czy Ewa Kopacz spełnia zalecenia Rady Europy, ale nie mam wątpliwości, że zamiast tego wybierze robienie brzuszków. Członkowie tego gremium mają za zadanie obserwować, analizować, sporządzać raporty z legislacyjnego pola walki i ostatecznie mogą podjąć niewiadome środki, aby to wyegzekwować, ale każdy wie, że zanim wygrzebią się z tych papierów i do tego dojdzie, minie trzydzieści osiem lat.

Póki co największą bronią jaką mogą lewicowcy wytoczyć przeciwko wszystkiemu co na tym świecie złe, to popularne hashtagi. Co wrażliwsi uronili pewnie łezkę po zobaczeniu tylu osób beznamiętnie parafrazujących ku chwale Grodzkiej, słowa wsparcia dla ofiar z redakcji „Charlie Hebdo”. Nikt jednak nie zauważył, że pierwotnie dotyczyły one wolności słowa, z której może korzystać nawet „wSieci”. Hipokryzja pełną gębą, ze szczyptą głupoty. Bo kto w ogóle chciałby być Grodzką?!

Zanim jednak twitter stał się modny zamiast hasztagów były hasła na murach, ścianach publicznych kibli oraz transparentach, które trzymał protestujący tłum. Te ostatnie mają największa tendencję do wywoływania zażenowania u inteligentnych osób. Bo jak inaczej można zareagować na hasło „nie będziemy płacić na pensję prezesów, nie będziemy słuchać waszych frazesów”? Ja wiem, że teraz Mickiewicza czy Herberta się nie czyta i niektórzy nie mają jakichkolwiek zahamowań w pleceniu andronów rymem, ale trzeba znać jakieś granice. No i jak oni chcą z kimkolwiek negocjować skoro nie chcą „słuchać frazesów”? To jest podstawa wszelkiej dyplomacji, bez której pertraktacje nazywane są terroryzmem.

Rada Europy po tym jak rozwiązała troski kobiet, które posmakowały pięści swoich mężczyzn po przesoleniu zupy powinna się zająć problemem głupoty. Preambuła obowiązkowo musi zawierać sporo takich sformułowań jak „w trosce o dobro obywateli” czy „wierząc we wspólne dobro”. Dalej każde państwo powinno być zobowiązane do robienia wszystkim obywatelom testów na inteligencję, a tym „intelektualnie pokrzywdzonym” wysyłać co miesiąc logiczne łamigłówki, tak dla treningu. Oczywiście za darmo. Wszystkie dane opracowywałaby odpowiednia komisja, a w potrzebny papier zaopatrywałaby ją specjalnie w tym celu zbudowana nieopodal fabryka. Na końcu wszyscy byliby szczęśliwi, na czele z Radą Europy, której funkcjonariusze prężyliby dumną funkcjonariuszowską pierś. #PolskaMoichMarzeń #StopGłupocie #JeSuisIntelligent #RozwiązanieProblemuDebilizmu, a dla niesprawnych myślowo #ironia.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułRolnik szuka frajera
Następny artykułPociągiem do Zimbabwe, czyli pendolino dla tubulców
Wojciech Mazurek

Publicystyka, której niepotrzebna doktryna. Jestem przeciwnikiem schematów w myśleniu oraz wyznawania jednej ideologii. Subiektywnie, ostro i filozoficznie. Prywatnie uwielbiam eskapizm w dobrą literaturę, ambitne kino. Fan Billa Hicksa i George’a Carlina. Cioranowski nihilista a także miły mizantrop.

Zobacz również