UDOSTĘPNIJ
fot. wikimedia commons - Radosław Drożdżewski (Zwiadowca21); pixabay

Dziennikarka „jednej z ogólnopolskich stacji telewizyjnych” próbowała ośmieszyć polską policję. Nie udało się za pierwszym razem, spróbowała więc jeszcze kilkukrotnie. Teraz stanie przed sądem.

Pracująca w telewizji kobieta chciała pokazać, jak uległa wobec władzy jest polska policja. W tym celu wielokrotnie dzwoniła na numer 997 podając się za urzędniczkę ministerstwa spraw wewnętrznych i administracji, którego szefem jest Mariusz Błaszczak. Dziennikarka twierdziła, że zepsuł jej się samochód i żądała podwiezienia do warsztatu lub hotelu.

Prowokacja nie udała się, gdyż funkcjonariusze zgodnie z procedurami poinformowali ją, co powinna robić w takiej sytuacji. Dziennikarka nie poddała się jednak. W ciągu paru dni obdzwoniła kilka komisariatów w całym kraju – efekt zawsze był jednak ten sam.

W końcu ktoś w policji połączył fakty i postanowił zweryfikować tożsamość tajemniczej „urzędniczki”. Okazało się, że kobieta nie pracuje w MSWiA, a cała sprawa była tylko próbą prowokacji dziennikarskiej.

Dziennikarka stanie przed sądem. Postawiono jej zarzut „wywołania niepotrzebnej czynności policji”.

– W tym celu, po sprawdzeniu kobiety w policyjnym systemie, udali się wraz z nią nie radiowozem a pieszo w kierunku miejsca, gdzie miał być zaparkowany jej pojazd. Po kilkunastu metrach kobieta zatrzymała się i oświadczyła, że takiego pojazdu nie ma, a ona jest dziennikarką jednej z ogólnokrajowej TV, okazując legitymację prasową. Jak przyznała, cała sytuacja miała na celu sprawdzenie czy policyjne pojazdy służą urzędnikom za taksówki i są na każde zawołanie. Po tym jak zorientowała się, że interwencja nie pójdzie po jej myśli, przyznała, że cała sprawa jest prowokacją dziennikarską – opisuje Komenda Główna Policji.

– Pamiętajmy, że informowanie Policji o niezaistniałych zdarzeniach może mieć tragiczne konsekwencje. Policjanci bowiem zamiast jechać do interwencji, gdzie ktoś może potrzebować pomocy, w tym czasie angażowani są do wykonywania innych czynności, a dyżurny jednostki zamiast zarządzać podległymi mu służbami pochłonięty jest wydarzeniem, które nie ma miejsca – zaznaczyła KGP w komunikacie. – Policja każdorazowo pomaga obywatelom w granicach obowiązującego prawa bez względu na to, czy jest to urzędnik ministerstwa, znana osoba czy zwykły obywatel. Gdyby doszło do zagrożenia dla bezpieczeństwa, życia lub zdrowia osoby, policjanci wówczas mają prawo przetransportować taką osobę pojazdem służbowym w miejsce bezpieczne.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również