UDOSTĘPNIJ

?Ach, co to była za uroczystość!?. Tak mógłby, z całą pewnością, stwierdzić każdy uczestnik sobotnich wydarzeń w Bazylice Katedralnej Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Kielcach. Samo wydarzenie było bowiem wyjątkowe, zdarza się ono dość rzadko. Ostatni raz miało ono miejsce w 1993 roku, kiedy Diecezję Kielecką obejmował ks. bp Kazimierz Ryczan. 29. listopada 2014 roku, w obecności kilkudziesięciu biskupów, księży, sióstr zakonnych i kilku tysięcy wiernych, na Katedrze Kieleckiej zasiadł ks. bp Jan Piotrowski. Wiele podróżował zanim ostatecznie został ordynariuszem w Kielcach. Był na misjach w Kongo, prowadził działalność duszpasterską w Peru. Zaangażowany w działalność misyjną, rozwijał swoje zainteresowania również w kraju, m.in. w Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów. Od soboty rozpoczął misję w mieście ?scyzoryków?. Został następcą nie tylko bp. Ryczana, ale również bp. Czesława Kaczmarka, przejął zaś pastorał z początku XX w. od samego bp. Augustyna Łosińskiego, dbającego przed wojną o rozwój diecezji. Warto przy tej okazji zadać sobie pytanie: czy to miasto, jak również wiele, wiele innych nie potrzebuje działalności misyjnej o wiele bardziej, niż kraje Afryki i Ameryki Południowej?

Wracając jednak do uroczystości: wspaniała procesja, dym kadzidła, pięknie wykonywane przez chór pieśni i chorały, w tym: ?Ecce Sacerdos Magnus?, ?Agnus Dei?, ?Te Deum laudamus? i wiele innych, symboliczne gesty liturgiczne, wprowadzające nas w głęboki aspekt zmiany pasterza diecezjalnego ? to wszystko składało się na doniosłość wydarzenia. Wydarzenia mówiącego o zmianie, odbywającej się nieustannie w Kościele, już od czasów starożytnych, czasów pierwszych chrześcijan. Sztafeta pokoleń jest konieczna, choćby ze względów czysto naturalnych, nikt z nas nie żyje na tej Ziemi wiecznie. Dodaje to również pewnej żywotności całemu eklezjalnemu organizmowi, odmładzając go i wyznaczając nowy kierunek.

Skoro już mówimy o zmianach, to warto zwrócić uwagę na to, że w całej Polsce odbywała się w minioną niedzielę druga tura wyborów samorządowych. W wyścigu po fotele wójtów, burmistrzów i prezydentów stanęło setki kandydatów. Bywało, że w szranki stawali członkowie jednej rodziny, jak chociażby w przypadku p. Dariusza Ejcherta oraz p. Bożeny Sławiak, czyli zięcia i teściowej. Obawiam się, że takie ?bratobójcze? pojedynki miały miejsce w większej ilości miejscowości i nie chodzi tu o związek krwi, czy powinowactwo, ale pokrewieństwo ideowe. Ideą bowiem, która przyświeca niektórym kandydatom jest po prostu stanowisko, na którym spokojnie można podpiąć się pod centralną ?sieć dojenia? obywateli, nie martwiąc się o konsekwencje, gdyż te, jeśli nastąpią, to dopiero za cztery lata. Powyższe doświadczenie, zdobyte na każdym szczeblu drabiny samorządowej i ogólnokrajowej, pozwoli potem odejść na ?zasłużoną? emeryturę, a nawet ?z takim życiorysem zostać sołtysem?. No i te znajomości…

Tak więc, jeśli nawet w pewnej, bliżej niewyjaśnionej, okoliczności doszło do zmiany, to wszystko pozostało bez zmian, bo ?na co to komu??. W wielu jednak miejscach, wybory nie spowodowały zmian personalnych. Warszawa doznawać będzie nieustannego ?skoku cywilizacyjnego? w postaci wspaniale przeciekających i zakorkowanych inwestycji, oczywiście pod patronatem Hanny Gronkiewicz-Waltz, wybranej na drugą kadencję przez około 25% mieszkańców Warszawy. Wrocławianie znów postawili na Dutkiewicza, Kraków na Majchrowskiego. Miejsc takich można wymieniać bez liku. Na koniec chciałbym wspomnieć moje ukochane Kielce, ogromnie zadłużone i zabetonowane. Zabetonowane także politycznie. Niestety, zmiana tutaj nie jest mile widziana, czego dowodem są reakcje miejscowych mediów na kandydaturę kol. Dawida Lewickiego (KNP) na Prezydenta Miasta Kielce. Mówiono, że ?za młody?, ?za mało doświadczony? etc.. Tymczasem, gdy prezydentem Starachowic został o dwa lata młodszy były członek Platformy Obywatelskiej, media piały z zachwytu nad ?najmłodszym prezydentem w Polsce?. Widocznie, kandydat Kongresu Nowej Prawicy nie nadawał się do układanki i mógłby zaburzyć proces ssania w ?sieci dojenia?. Warto tutaj wspomnieć o ?mądrości etapu?, która kazała mówić o młodym elektoracie Ruchu Palikota z 2011 roku, jako nowości, nowym tchnieniu i wielkiej zmianie, natomiast o wyborcach Nowej Prawicy per gówniarze i dzieciaki.

Nigdy nie pojmiemy tej logiki, dlatego chyba nie warto się nad nią zastanawiać. Najprostszym wytłumaczeniem jest efekt wyborczy, w postaci coraz lepszego wykonania scenariusza demonstracji biednemu ludowi wolności, przy jednoczesnym i stopniowym jej ograniczaniu. Nie wygląda to dobrze, ale będzie jeszcze gorzej, jeśli zapadniemy w ?czteroletni sen kadencyjny? i przestaniemy to wszystko kontrolować.