UDOSTĘPNIJ

Jedną z najbardziej znanych i charakterystycznych cech języka niemieckiego, poza pisania wszystkich rzeczowników dużą literą, jest jego skłonność do tworzenia rzeczowników złożonych. Takie perełki jak ?Kraftfahrzeug-Haftpflichtversicherung? (?obowiązkowe ubezpieczenia pojazdów mechanicznych?) nie są być może bardzo często używane w mowie potocznej, część z nich zdołała jednak zrobić karierę, również za granicą. Jednym z takich słów jest ?Energiewende?, które w swobodnym tłumaczeniu oznacza ?zwrot energetyczny? i opisuje trend w niemieckiej polityce gospodarczej, w której od ponad 10 lat dąży się do zastąpienia nieodnawialnych źródeł energii ich odnawialnymi substytutami jak wiatr czy światło słoneczne.

Również w polityce zagranicznej Niemcy doczekali się swojego ?Wendepunkt? (?punkt zwrotny?). Od czasów drugiej wojny światowej na naszych zachodnich sąsiadów patrzono ze zrozumiałych względów z dużą dozą nieufności, pamiętając ekscesy militarne Niemców z okresu rządów Otto von Bismarcka czy Adolfa Hitlera. Nie nałożono na ojczyznę Goethego i Schillera takich ograniczeń, jakie dotknęły Japonię (która w artykule IX swojej konstytucji z 1947 roku wyrzekła się prawa do wojny oraz możliwości posiadania sił zbrojnych), jednak sami Niemcy w poczuciu powojennej winy zdystansowali się od swojej przeszłości oraz wszystkiego co może się tylko kojarzyć z militaryzmem czy imperializmem. Było to zrozumiałe w czasach, gdy Niemcy rozbite były na dwie części, czy nawet jeszcze w latach ?90 XX wieku. Coraz większe wątpliwości zaczęło to jednak wzbudzać dopiero w chwili nadejścia kryzysu z 2008 roku, kiedy to Niemcy zaczęły odgrywać rolę prawdziwego europejskiego hegemona. Głośne stały się nawoływania w stronę pani Merkel, aby jej kraj wziął na siebie większą odpowiedzialność za Europę oraz świat i zaczął nareszcie angażować się militarnie zagranicą. Postulat o przywództwo Niemiec w Europie nie brzmi jednak zbyt dobrze w ich własnym języku ? przywódca to po niemiecku ?führer?. Nic dziwnego, że pani Merkel nie spieszy się do zostania führerem Europy.

Pierwsze odejście od tej zasady izolacjonizmu mogliśmy zaobserwować za rządów koalicji SPD oraz Zielonych w latach 1998-2005. Ówcześni kanclerz Niemiec – Gerhard Schröder oraz minister spraw zagranicznych –  Joschka Fischer, wysłali po raz pierwszy niemieckie wojska do czynnej walki zagranicą w ramach operacji NATO. Niemcy brały udział w bombardowaniach Jugosławii w 1999 roku, brały także udział w misjach w Afganistanie oraz w Kosowie. Decyzje te spotkały się z duża dozą kontrowersji i zostały zarzucone wraz z dojściem do władzy chadecji z panią Angelą Merkel na czele. Jej minister spraw zagranicznych ? Guido Westerwelle, określił tą politykę mianem ?militärischen Zurückhaltung? (?wojskowa ostrożność, powściągliwość?). Nasi zachodni sąsiedzi ponownie wycofali się z aktywnego zaangażowania militarnego na świecie.

Najbardziej wyrazistym przykładem polityki ?militärischen Zurückhaltung? było zachowanie Niemiec w trakcie głosowania nad rezolucją Rady Bezpieczeństwa ONZ z 17 marca 2011 roku, dotyczącej interwencji wojskowej NATO w Libii. Niemcy wstrzymały się od głosu (podobnie jak np. Rosja i Chiny), wchodząc tym samym w ostry konflikt ze swoimi dotychczasowymi sojusznikami jak Francja i Wielka Brytania. Dla sporej części opinii publicznej tego było już za wiele ? najpotężniejszy europejski kraj, posiadający zdolności i środki do odciążenia swoich sojuszników, zrzeka się tego obowiązku z bliżej niesprecyzowanych powodów.

Ale wszystko wskazuje na to, że tylko do czasu. Pierwszą oznaką zmian w mentalności niemieckich rządzących było wystąpienie prezydenta Joachima Gaucka 31 stycznia 2014 roku na otwarciu 50 monachijskiej konferencji poświęconej sprawom bezpieczeństwa. Prezydent Republiki Federalnej posiada bardzo wąskie uprawnienia i spełnia głównie rolę reprezentacyjną, ale często jego wypowiedzi stanowią zachętę i początek ogólnonarodowej debaty. Tak było właśnie w tym przypadku. Pan Gauck przedstawił swoją wizję obecnych Niemiec jako ?dobrych Niemiec, najlepszych jakie kiedykolwiek znaliśmy?. Niemcy stanowią ostoję ładu europejskiego, od wielu lat są państwem prawa i już dawno udowodniły, że jakiekolwiek obawy powrotu do niechlubnych praktyk są już nieaktualne. Jednocześnie jednak, ich neutralna postawa w dobie rosnącej globalizacji oraz cyfryzacji, kiedy wydarzenia z drugiego końca globu wpływają praktycznie od razu na stan rzeczy po drugiej stronie świata, może przyczynić się do stopniowej izolacji. Prezydent Niemiec kładzie nacisk na fakt, że większa aktywność Republiki Federalnej na arenie międzynarodowej nie oznacza ?rozpychania się łokciami? i samodzielnego forsowania swych koncepcji, lecz wprost przeciwnie ? więcej kooperacji z państwami Unii Europejskiej i bardziej zrównoważonego podziału obowiązków. Wysyłanie Bundeswehry do misji zagranicznych powinno być opcją ostateczną, jednak także opcją której nie można z góry wykluczać. Wszystko to powinno być elementem bardziej ogólnej debaty dotyczącej polityki zagranicznej Niemiec, której cały czas w tym kraju brakuje [1].

Joachim Gauck nie jest samotny w swoich poglądach. Od czasu powstania nowej koalicji CDU/CSU-SPD (o której pisałem już w jednym ze swoich artykułów[2]) pojawiło się dwóch głośnych zwolenników mocniejszego zaangażowania Niemiec na arenie międzynarodowej w rządzie pani Angeli Merkel. Pierwszą z nich jest nowy/stary minister spraw zagranicznych Frank-Walter Steinmeier, a drugą nowa minister obrony (pierwsza kobieta w historii Republiki Federalnej!) pani Ursula von der Leyen. W wywiadzie dla Der Spiegel przedstawiła ona nieśmiałe póki co plany ? zwiększyć ilość trenerów wojskowych w Mali ze 100 do 250 oraz wysłać do Republiki Środkowoafrykańskiej (o sytuacji w której pisałem w listopadzie ubiegłego roku [3]) samoloty ewakuacji medycznej, które zabierałyby stamtąd poszkodowanych w tamtejszej wojnie domowej. Te bardzo umiarkowane zamierzenia muszą jednak znaleźć mandat w niemieckim parlamencie ? Niemcy nie mogą więc pozwolić sobie na komfort jaki ma Francja, gdzie to prezydent decyduje o wysłaniu misji zagranicznej. Akcji stricte militarnej muszą poza tym towarzyszyć inne działania, przede wszystkim pomoc humanitarna oraz współpraca gospodarcza. Na samym końcu wywiadu pani von der Leyen dzieli się chyba najważniejszą i najbardziej ciekawą swoją refleksją ? coraz głębsza współpraca militarna państw Unii Europejskiej powinna w efekcie doprowadzić do utworzenia w Europie wspólnych sił zbrojnych ? wspólnej armii Unii Europejskiej[4]. Biorąc jednak pod uwagę zakres doraźnych zmian ? jest to raczej cel na długie lata.

Problemem może jednak okazać się postawa niemieckiego społeczeństwa, które zgodnie z opublikowanymi niedawno sondażami w 62% sprzeciwia się zmianom w polityce zagranicznej Niemiec[5]. Zadaniem niemieckich polityków ? szczególnie tych z SPD ? jest zatem przekonanie swych rodaków co do zasadności głębszego zaangażowania Niemiec w sprawy Europy i świata. Oprócz tego, Frank-Walter Steinmeier chce odbudować sojusz niemiecko-francuski, który zdecydowanie stracił na znaczeniu za kadencji Guido Westerwelle. Niemiecka pomoc dla misji wojskowych Francji byłaby prawdziwym wybawieniem dla Francoisa Hollande?a, który ma ogromne problemy z sytuacją ekonomiczną i polityczną w kraju oraz ze swoją własna popularnością. Dzięki pomocy kolegów-socjalistów z Niemiec będzie on mógł nabrać nieco sił i skoncentrować się na sprawach wewnętrznych.

Ostatnią znaczącą zmianą w polityce zagranicznej naszych zachodnich sąsiadów zapowiada przewodniczący SPD Sigmar Gabriel ? Niemcy mają zmniejszyć eksport swoich broni do rejonów w których toczą się wojny domowe oraz do autorytarnych reżimów, kwestia o której obrońcy praw człowieka mówili od dłuższego czasu. Oprócz tego Gabriel apeluje o większą przejrzystość przy zawieraniu umów w sprawie eksportu broni[6]. Wydaje się jednak, że niemiecki pragmatyzm zwycięży i po czczych zapewnieniach uzbrojenie będzie cały czas swobodnie trafiało do krajów takich jak Arabia Saudyjska, w przybliżonych ilościach.

Patrząc całościowo na zapowiadane zmiany w polityce zagranicznej Republiki Federalnej Niemiec należy pochwalić ich główne założenia ? nadszedł czas najwyższy, aby Niemcy wzięły na siebie większą odpowiedzialność nie tylko w sferze gospodarczej, ale także w dziedzinie polityki międzynarodowej. Cały sęk leży jednak w tym, czy większa aktywność naszych zachodnich sąsiadów będzie usprawiedliwieniem dla niepotrzebnych często interwencji militarnych, których głównym zadaniem jest eksploatacja ekonomiczna i podporządkowanie polityczne danego regionu (jak np. Irak), czy też może krokiem ku ściślejszej współpracy europejskich sił zbrojnych, których zwieńczeniem mogłoby być powstanie ogólnoeuropejskiej armii. Trzymajmy kciuki za ten drugi cel, ale wymagajmy także od niemieckiego rządu większej transparentności i konsultowania swoich decyzji ze społeczeństwem. Nowy niemiecki imperializm wojskowy nam co prawda nie grozi ? jednak prawicowi populiści mogą go łatwo wykreować w głowach swoich wyborców, jeśli będą mieli ku temu wystarczające powody. W czasach gospodarczego kryzysu trzeba uważać po kilkakroć.

Mateusz Kuryła

 


[1] http://www.bundespraesident.de/SharedDocs/Reden/DE/Joachim-Gauck/Reden/2014/01/140131-Muenchner-Sicherheitskonferenz.html?nn=1891680

[2] http://pikio.pl/die-grose-koalition-die-grose-probleme/

[3] http://pikio.pl/najwieksza-tragedia-o-ktorej-wiekszosc-ludzi-nigdy-nie-slyszala/

[4] ?Der Spiegel?, Nr.5/27.1.14

[5] ?The Economist?, February 8th-14th 2014

[6] http://www.sueddeutsche.de/politik/ruestungsindustrie-gabriel-will-waffenexporte-einschraenken-1.1874671