UDOSTĘPNIJ

Wybory samorządowe zbliżają się coraz większymi krokami. Kampania zaczyna ruszać pełną parą. Powoli zaczynają nas prześladować twarze polityków patrzące na nas z billboardów na każdym rogu ulicy. Czy owe wybory zwiastują jakiekolwiek zmiany?

Tekst felietonu w sposób ironiczny odwołuje się do słynnego już: ?z korwinizmu się wyrasta?, które można było usłyszeć z ust niemal każdego polityka głównego nurtu przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Ledwo co zdążyliśmy wziąć oddech po ostatniej kampanii, a już zaczynamy być atakowani kolejną. Platforma, oraz Prawo i Sprawiedliwość znów królują w sondażach. Czy po raz kolejny nie mamy co wierzyć w jakiekolwiek zmiany w środowisku politycznym?

Najbliższe wybory są bardzo specyficznymi. To właśnie w samorządach zdarzają się tak niewyobrażalne rzeczy, jak koalicje między konserwatywnym PiSem, a socjaldemokratycznym SLD. Specyficzność tych wyborów przekłada się również na preferencje wyborców. Kandydaci i potencjalni włodarze stanowisk są bliżej swojego wyborcy. Niektórzy znają ich osobiście, inni mijają codziennie rano w drodze po bułki do sklepu, a jeszcze inni słyszeli o nich plotki jadąc autobusem do pracy. Osoby zasłużone, mające ?wyrobione nazwisko? w swoim okręgu wyborczym, posiadają większe szanse na sukces. Często sam program wyborczy, czy prezentowane środowisko polityczne schodzi na drugi plan. O tym, przy którym nazwisku zakreślimy krzyżyk decyduje zwykła sympatia do kandydata. Rodzi to patologię trapiącą politykę lokalną od dłuższego czasu. Ludziom spoza rządzącej kliki, która tylko wymienia się sprawowanymi stanowiskami, ciężko przebić się i wejść na lokalną scenę polityczną.

Kolejnym przysłowiowym haczykiem, na który można złapać wyborcę, jest towarzyszący nam całe życie lokalny patriotyzm. Manieni obietnicami renowacji najbliższego nam terenu (jak np. osiedle), czy miejsc które darzymy sentymentem, rodzi w nas huraoptymizm, a sama kalkulacja czy takie inwestycje są opłacalne schodzi na drugi plan. Rzucanie prostymi i często niemożliwymi do spełnienia hasełkami, grając przy tym na wspomnieniach ludzi, często budzi aprobatę społeczeństwa.

Następna kłoda pod nogi jest rzucona mniejszym ośrodkom miejskim, czy wsiom. Wielki sukces, czy to Ruchu Palikota w 2011, czy Kongresu Nowej Prawicy w ostatnich wyborach do Europarlamentu, związany był z buntem ludzi młodych, odrzucających obecne status quo. Były to wielkie wydarzenia (bez względu na sympatię polityczne), które udowodniły, że obecną ścianę dzielącą małe ugrupowania od realnej polityki da się przebić. Obecnie, wśród ludzi młodych, rośnie migracja do dużych miast. Uderzy to we frekwencję w ich rodzimych lokalach wyborczych. Fakt ten da wielką przewagę partiom głównego nurtu, które przejęły target ludzi starszych.

Wybory samorządowe to wielki sprawdzian dla mniejszych ugrupowań politycznych. Niestety, ale polityka lokalna ze względu na swoje specyficzne cechy to idealnie miejsce, dla rozwinięcia skrzydeł partii mainstreamowych. Miejmy nadzieję, że te pierwsze zdadzą ten sprawdzian celująco, pokazując po raz kolejny, że da się przełamać istniejące bariery i nastał idealny czas, na przetasowanie w polskim życiu politycznym.

UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułMoim zdaniem – kilka rozważań na temat emigracji.
Następny artykułNacjonaliści z Przemyśla
Sławomir Kowalski
Student II roku politologii. Libertarianin. W zderzeniu z realną polityką stara się zachować dozę zdrowego rozsądku. Główne zainteresowania to: filozofia polityczna, austriacka szkoła ekonomii, oraz historia Kresów Wschodnich. Od niedawna blogger: www.tworczaopinia.blogspot.com

ZOSTAW ODPOWIEDŹ