UDOSTĘPNIJ

Mamy państwowe usługi medyczne. Rząd znacjonalizował rynek podręczników dla pierwszoklasistów. Mieszkania jeszcze są prywatne, ale skoro rząd dopłaca do kredytu, to może i tę dziedzinę życia należałoby upaństwowić?

 

Przerabialiśmy to w PRL ? na 40 metrów w wielkiej płycie czekało się po 20?30 lat, a kiedy to wymarzone M wreszcie się dostało, odbierało nam ono złudzenia co do jakości państwowego budownictwa.

Teraz powoli do tego wracamy…

Zaraz! Jako to? Bez przesady ? przecież program ?Mieszkanie dla młodych” nie oznacza, że mamy realny socjalizm. Czy rzeczywiście?

Logika jest nieubłagana. Skoro obecnie rząd dopłaca maksymalnie 20 proc. do kredytu, to dlaczego nie miałby dopłacać 30 proc.? A może 50 proc.? Pójdźmy na całość ? niech dopłaca 100 proc. Jeśli coś jest dobre, nie możemy sobie tego dobra dawkować, powinniśmy czerpać pełnymi garściami. Stąd już tylko krok do tego, aby państwo wyeliminowało niepotrzebnego pośrednika, jakim jest deweloper, a następnie samo wzięło się do budowania mieszkań.

Skąd w ogóle bierze się problem? Stąd, że w cenie metra kwadratowego mieszkania około 30 proc. to koszt biurokracji. Nawet nie podatków, tylko biurokracji.

Kto kiedykolwiek miał do czynienia z procesem budowlanym, ten wie, że ilość wymaganych zezwoleń, certyfikatów, zaświadczeń, ekspertyz itp. mogłaby zadziwić specjalistów z NASA, ?którzy wysłali na Księżyc Armstronga ?i jego ekipę. I na przykład brak ?certyfikatu specjalisty opracowującego analizę nasłonecznienia nieruchomości może wstrzymać cały proces. ?Choć Słońce niezmiennie wschodzi i zachodzi o dających się przewidzieć porach. Cóż, widocznie to też musi kosztować.

Jeśli do tego dołożymy fakt, że każdy pracownik w Polsce dostaje tylko 60 proc. tego, co wydaje na niego pracodawca (przy tzw. minimalnej krajowej 1680 zł rzeczywisty koszt pracodawcy wynosi 2030 zł, a pensja netto raptem 1240 zł), to mamy odpowiedź. Dostajemy niewiele ponad połowę tego, co zarabiamy, a za mieszkanie płacimy o połowę więcej, niż ono kosztuje. Gdyby nie podatki od pracy i gdyby nie budowlana biurokracja, to przy dzisiejszych zarobkach metr mieszkania w Warszawie kosztowałby nie 5000 zł, ale niecałe 2000 zł. Łatwiej byłoby wówczas kupić chociażby te 40 metrów?

Ten mechanizm winduje również ceny wynajmu mieszkań ? jedynej sensownej alternatywy dla zakupu własnego M. Zresztą na Zachodzie, zwłaszcza w Niemczech, młodzi ludzie (i nie tylko młodzi) przede wszystkim wynajmują mieszkania. O ileż łatwiej wówczas zamienić mieszkanie na przestronniejsze, jeśli rodzina się powiększy.

Jednak dodatkowym czynnikiem, który w Polsce podbija ceny najmu, jest koszt ryzyka. Przepisy, które chronią lokatorów, tworzą tak duże ryzyko, że wynajmujący wpisują je w cenę wynajmu. I dlatego też nie istnieje profesjonalny rynek mieszkań na wynajem. Proszę zapytać pierwszego lepszego dewelopera, dlaczego nie buduje mieszkań pod wynajem.

Wspólnym mianownikiem tych problemów jest państwo ? to ono ustanawia podatki i tworzy prawo. Parafrazując Kisiela, państwo bohatersko rozwiązuje problemy, które samo stwarza. I dziwnym trafem wraz ?z postępami tej walki rośnie liczba ?uszczęśliwionych” Polaków, ?którzy wybierają emigrację. Nawet niektórzy urzędnicy państwowi ?emigrują. Nie podam nazwiska, bo nie każdy musi wiedzieć, że chodzi o premiera Donalda Tuska. Tego samego, który kiedyś stwierdził, że ?ludzie zawsze uciekają z kraju socjalistycznego do kapitalistycznego, nigdy na odwrót”. Nigdy ? to fakt.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również