UDOSTĘPNIJ

Abstrahując od obecnych deszczów nawałowych, które zdarzyć się mogą wszędzie, tego roku pewnie spełni się coroczny scenariusz. Zapchane odpływy, podtopienia, zniszczone wały, w końcu powodzie i klęska żywiołowa. Kto za to odpowiada? Komu należy się pomoc i współczucie, a komu jedynie pomoc? Jak co roku zima zaskakuje drogowców, tak co roku powódź zaskakuje mieszkańców terenów zalewowych. To brzmi jak szyderstwo i w zasadzie to mam na myśli, nie owijając w bawełnę.

Zwykle nie gdybam, bo i gdybanie nie ma sensu, lecz po wygłoszeniu takiej przeze mnie tezy pojawi się ktoś, kto powie: A co Ty byś zrobił, gdyby Tobie powódź cały dobytek zabrała?!, przypiszę sobie teraz prawo do pogdybania (choć samo gdybanie kojarzy się mi się jedynie teraz z parafrazą powiedzenia o babci z wąsami i Eurowizją). Gdyby powódź zabrała mi majątek… pretensje, w pierwszej kolejności, zaadresowałbym do siebie. Tak zapobiegawczo. Zadał sobie pytanie – czy teren, na którym postawiłem dom, jest zalewowy? Punkt! Jeśli postawiłem dom w takim miejscu wiedząc o jego skłonności do wylewności, byłbym głupi. A głupi nie jestem. Gdyby deweloper mnie zapewnił o tym, że ten teren taki nie jest… Nie! Tu też byłaby moja wina. Bo przecież sprawdzić mogłem w innym źródle. U innego specjalisty, nie tego zamówionego przez dobrodzieja dającego mi klucze do domu. Pretensje rościć do niego bym mógł, pozwać do sądu, ale warunkiem koniecznym byłaby naiwność – a naiwny nie jestem. Może też być taka sytuacja, a jest ich całe wiele – to mój protoplasta postawił dom. Pod wpływem niewiedzy, zaplanowania przez opiekuńcze państwo realnego socjalizmu – pretensje bym do niego miał, taka moja natura, i znicza bym nie zapalił. Czy jednak jestem skazany na mieszkanie w tym miejscu? No nie. Ale czy myślisz, że tak łatwo rzucić wszystko (ew. sprzedać) i zacząć życie w nowym miejscu, cały dorobek?! – a no tak. Takie decyzje już w życiu podejmowałem i wykonywałem, więc stwierdzić tak mogę. Są też tacy wśród nas, którzy na to wpływu nie mają, mianowicie dzieci i osoby niesamodzielne. Na miejscu takiego dziecka pretensje miałbym do rodziców.

Ostatnim adresem, pod którym pretensje bym kierował, to państwo. Państwo, które ma mnie chronić. Przybiec z parasolem na deszczu, zasiłkiem na bezrobociu, rekompensatą za zmiany kursu w kredycie walutowym, papierem toaletowym w wychodku. Nie, nie tędy droga. Pierwszą osobą, która ma dbać o mnie i moją rodzinę, to ja sam. Gdybym mieszkał na wsi, która zalewowa nie jest, ale powódź grozi, a studzienki i kanały odpływowe byłyby zasypane, zaśmiecone – sam bym doglądał ich cały rok z łopatą i dbał. O to, by w razie potrzeby, swoją funkcję spełniły. Doglądałbym wałów, czy uszkodzone nie są. A bo to za mnie powinni inni robić, urzędnicy, to nie moja sprawa. Nie, to sprawa każdego mieszkańca takiej wsi. Nawet, jeśli reszta ma to tam, gdzie czasem woda sięga, to nie zwolniłoby mnie z tego obowiązku dbania o ognisko domowe, by nie zgasło zalane. Co innego ludzie, którzy specjalnie takie kanały zasypują, by dostać odszkodowanie… Zostawianie dbanie o ochronę przeciwpowodziową państwu wygląda, jak każdy widzi od dziesięcioleci. Pieniądze zmarnotrawione na nieskuteczne środki albo wydane w taki sposób, że powodzi to tylko sprzyja. Po co się starać, skoro pieniądz państwowy, czyli niczyi? Rozwiązanie to pieniądz nie państwowy, a z określonym właścicielem.

Gdybym był właścicielem firmy ubezpieczeniowej, z oczywistych względów, domów na terenach zalewowych od powodzi bym nie ubezpieczał. Przechodząc z gruntu samego zdrowego rozsądku na pochodny, wolnego rynku, państwo powinno utrzymywać Państwową Straż Pożarną tam, gdzie jeszcze nie zdążą powstać prywatne jednostki. Rachunek za pomoc zastępu? Niekoniecznie. Płacić za pomoc strażaka można by za pośrednictwem firmy ubezpieczeniowej, w formie składki za polisę. Czy byłoby drożej? Obecnie „darmowa” Straż Pożarna to jedynie iluzja. Płacimy na nią w podatkach. Nie tylko za sprzęt, pensje strażaków i utrzymywanie jednostek. Także na ministerstwo, w tym niezbędne tam limuzyny, niezbędne tam zastępy urzędników i niezbędne urzędy niższego szczebla z całą administracyjną armią. Ale, jak powiedział Artur Dziambor (Kongres Nowej Prawicy), to trudny temat i nie do zrobienia w 2 dni, jak likwidacja podatku dochodowego, biorąc pod uwagę długą prywatyzację i zmiany w prawie ubezpieczeń gruntów i własności. Czy to byłoby tańsze rozwiązanie? Wyższość prywatnego nad państwowym pokazał Rafał Brzoska, prezes InPost – nawet doklejając aluminiowe blaszki do kopert, oferta firmy była lepsza niż państwowego molocha, Poczty Polskiej.

Wracając do pytania z początku – „zalewowym” należy się jedynie chrześcijańska pomoc, z takim podkreśleniem jednak, że mają u nich duży dług wdzięczności, bo to z braku rozsądku pomoc ta była potrzebna.

Sami powodzianie są potrzebni politykom, którzy w tle wielkiej wody robić będą kampanię smażąc przy tym wyborczą kiełbasę. Ja za to ani kiełbasy nie robię ani w bawełnę nie owijam, zatem wiesz na kogo głosować za kilka kadencji!

Dziękuję,
Kacper Krojna,
Kongres Nowej Prawicy.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułKolejny powód by skreślić KNP
Następny artykułCzłowiek Roku Gazety Polskiej sojusznikiem Putina
Kacper K.
Korpopionek, Student WPiA UG, publicysta. Krytyk islamu, przeciwnik relatywizmu, wróg lewactwa.

Zobacz również