UDOSTĘPNIJ
źródło: flickr.com, wikimedia.org

Oby to nie przerodziło się w większy konflikt. Do bardzo nieprzyjemnej rozmowy dojść miało między Donaldem Trumpem a prezydentem Meksyku, Enrique Peną Nieto. Panowie nie mieli pałać do siebie miłością podczas konwersacji, która obfitować miała w masę wulgaryzmów. Padła w niej groźba wysłania wojsk do Meksyku, co oburza mieszkańców tego kraju. 

Dolia Estevez, meksykańska dziennikarka, jest jedną z tych osób, które miały słyszeć rozmowę. Ta, podobnie jak reszta świadków, przekonuje, że nazwanie dialogu prezydentów „serdecznym” to daleko idące wyolbrzymienie. Zdaniem świadków, gdyby głowy państw rozmawiały w cztery oczy, skoczyłyby sobie do gardeł.

Godzinna rozmowa obfitować miała w wyzwiska i wzajemne ataki. Według świadków, Trump nazwał część Meksykanów „złymi hombres”. Słowa te najprawdopodobniej odnosiły się do przemytników narkotyków i gangsterów. Ci mocną władze sprawują w północnych stanach Meksyku, gdzie i policja i wojsko nie są w stanie się im przeciwstawić.

Trump powiedzieć też miał, że meksykańskie wojska to żart. Ludzie ci są niezdolni do walki i boją się narkotykowych mafiosów. Jak twierdzą świadkowie rozmowy, zapowiedział, że jeśli tylko zechce, wyśle US Army do meksyku, by żołnierze rozprawili się tam z gangsterami. Takie posunięcie na pewno miałoby daleko idące konsekwencje, o wiele gorsze niż tylko skaza na wizerunku USA.

Tego, że podobna rozmowa miała miejsce, nie potwierdzają władze Meksyku. W sprawie milczenie zachowuje też Biały Dom. Nic w tym dziwnego, skoro potwierdzenie, że taka rozmowa faktycznie miała miejsce, źle odbiłoby się na statusie amerykańskiej i meksykańskiej władzy.

pt

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również