UDOSTĘPNIJ

O Bronisławie Komorowskim można powiedzieć wiele. Historyk, myśliwy, prezydent RP… na pewno jednak nie można stwierdzić, że jest on mężem stanu czy chociażby kompetentną, samodzielną głową państwa polskiego.

Wręcz przeciwnie. Do niedawna hołubiony przez media, ukochany przez obywateli ceniących spokój i wątpliwe bezpieczeństwo, miewał rekordowe, choć chyba jedynie sondażowe poparcie, zasłynął z szeregu gaf, wpadek czy zwyczajnie błędnych decyzji politycznych. Jest jednak jedno, szczególnie istotne wydarzenie, które na moment odsuwa w cień wszystkie inne. Mało kto zdaje się zauważać, że nasz własny, wybrany w drodze rzekomo wolnych i uczciwych wyborów prezydent stał się niebagatelnym elementem pohańbienia narodu polskiego.

Mówię oczywiście o ostatniej, słynnej już wizycie Pana Prezydenta na Ukrainie. Wychodzi na to, że Ukraińcy, a przynajmniej ich parlament darzą sympatią Bronisława Komorowskiego nie mniejszą niż nasze sondażownie. Jego piękna, krasomówcza mowa, okraszona wstawkami o wartości integracji europejskiej, połączonej z kultywowaniem tradycji narodowych bohaterów ukraińskich, którzy przecież tak wspaniale walczyli – jak raczył wyrazić się zwierzchnik polskiej armii – była niezmiernie często przerywana rzęsistymi brawami. Głowa państwa polskiego apelowała nawet – „nie możemy zapomnieć o bohaterach, którzy walczyli o wolność waszego kraju”. Nic dziwnego więc, że ukraińscy parlamentarzyści ochoczo zabrali się do wypełniania woli znamienitego gościa. Tego samego dnia, niedługo po wystąpieniu prezydenta sojuszniczej przecież teraz Polski, przyjęto na Ukrainie ustawę, w której uznano za „bojowników o wolność i niezależność Ukrainy” między innymi członków UPA (Ukraińskiej Powstańczej Armii) oraz OUN (Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów). Nazwy te dzisiaj nie mrożą już krwi w żyłach. Powiem więcej – wielu Polaków, skarlałych moralnie i nieznających historii własnego narodu, nawet to nie szokuje.

OUN i UPA, znane są z hektolitrów polskiej krwi przelanych na Wołyniu i Wschodniej Małopolsce. Ludzie, których historyk-prezydent Komorowski nazwał bohaterami, rzeczywiście wsławili się wyjątkowym męstwem. Wystarczyło im np. odwagi do nabijania niemowląt na sztachety płotów, gwałcenia i bestialskiego mordowania kobiet (notabene nie rzadko brzemiennych) czy masowego eliminowania naszych rodaków i wszystkiego co jakikolwiek związek z Polską miało. Zwykłe zwierzęta spod znaku Stefana Bandery. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że pomniki tego ojca narodu ukraińskiego, znikały za czasów byłego prezydenta zza naszej wschodniej granicy – Wiktora Juszczenki, dziś tak bardzo znienawidzonego przez cały zachodni, demokratyczny i jakże wolny świat. Ależ nowa władza Ukraińska musi nas kochać za wszelką pomoc, którą jej okazujemy! A jak szanują naród polski, przecież uosabiany przez prezydenta.

A teraz krzyczmy razem z Kaczyńskim, Tuskiem i Komorowskim – Sława Ukrainie! Herojam Sława!

Na kłamstwie jeszcze nikt nie zbudował nic dobrego i trwałego. Nam też to się nie uda. Czasami po prostu nie można odpuścić i przyzwolić na wszystko. Spokój i bezpieczeństwo nie jest dobrym rozwiązaniem. Są momenty, kiedy trzeba tupnąć nogą. Okazać siłę i stanowczość. Inaczej nikt nigdy nas nie będzie szanował. Na zawsze pozostaniemy śmiesznym, skolonizowanym państewkiem, z jeszcze śmieszniejszym prezydentem na czele.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ