UDOSTĘPNIJ
źródło: pexels.com, publicdomainpictures.com

Ostatni wypadek, w którym ucierpiała premier Beata Szydło, przypomniał wątek kontrowersyjnego zachowania za kierownicą agentów BOR. Funkcjonariusze Biura nie od dziś bowiem jeżdżą łamiąc wiele zakazów i norm prawa drogowego. Zawsze jednak robią to, bo jest „taka wola z góry”.

Najważniejsi politycy w kraju mogą liczyć na wiele ze strony agentów Biura Ochrony Rządu. Funkcjonariusze świadczą im nie tylko ochronę, ale także są ich szoferami. Podczas jazdy często narażają zdrowie, a nawet życie polityków. Robią to jednak na ich własne żądanie.

Taki obraz BOR wypływa nie tylko z przekazów medialnych, ale też z książki, jakiej napisania podjął się Michał Majewski. Ten w materiale „Biuro. Ochroniarze władzy. Za kulisami akcji BOR-u” opisuje pracę agentów. Pracę często lawirującą na granicy prawa.

 – W Kancelarii chwalą się, że spod siedziby szefa rządu w Alejach Ujazdowskich pod drzwi mieszkania Tusków w Sopocie kolumna przejeżdża w trzy godziny. Ile trzeba pruć, żeby zrobić taki wynik? Na niektórych odcinkach na pewno około 200 km/h. Trzy lata temu dachowało bmw wracające od Tuska z Sopotu do Warszawy. Dlaczego? Zbyt szybka, brawurowa jazda – czytamy w książce Majewskiego.

Funkcjonariusze nie krępują się nie tylko wtedy, kiedy trzeba mocniej wdepnąć pedał gazu. Okazuje się, że nadużywają też sygnałów świetlnych. Do włączenia takowych potrzeba odpowiednich okoliczności. Tak przynajmniej mówią przepisy. Co innego, jeśli polityk start samolotu ma o 8:00, a jest 7:50. Według relacji samych agentów, niejednokrotnie udało się już przeprowadzić taki rajd. Oczywiście gnano wtedy samochodem na złamanie karku.

Takie manewry nie wypływają jednak z tego, że funkcjonariusze BOR mają potężne pragnienie gnania samochodami. Z relacji samych agentów wynika, że często wszystkiemu winni są sami politycy, którzy nie potrafią zorganizować swojego czasu. W ten sposób zmuszają swoich ochroniarzy do pokonywania niemałych odległości w jak najkrótszym czasie.

Przy okazji takich sytuacji, jak wypadek premier Beaty Szydło, gromy spadają głównie na BOR. Nikt nie zwraca jednak uwagi na to, że ochrona jeździ tak, jak politycy każą. Agenci mieli już niejednokrotnie próbować wymóc na politykach lepszą organizację czasu, co przełożyłoby się na spokojniejszą jazdę.

 – Po to macie bomby, żeby na nich jeździć! – tak brzmią jednak odpowiedzi czołowych polskich polityków na prośby BOR.

pt

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również