UDOSTĘPNIJ

Papież Franciszek po raz kolejny zszokował światową opinię publiczną. Powiedział mianowicie, że „dobrzy katolicy nie muszą być jak króliki i mieć dużo dzieci”. Słowa te, jak żadne inne wywołały fale agresywnej, zainicjowanej przez głównie konserwatywnych publicystów polemiki. Szczególnie przodowali w niej Tomasz Terlikowski i Rafał Ziemkiewicz. Ten pierwszy stwierdził, iż jest mu po prostu „przykro”, że usłyszał takie słowa od Ojca Świętego, natomiast Ziemkiewicz tym razem przeszedł samego siebie nazywając głowę Kościoła katolickiego idiotą. Co prawda RAZ przeprosił za te słowa, ale mimo wszystko pewien niesmak pozostał. Jednak jak się później okazało, całe zamieszanie było wynikiem błędnej interpretacji słów Ojca Świętego. Papież tak naprawdę nawiązał do encykliki „Humanae Vitae”, której autorem był jego poprzednik na Stolicy Piotrowej – bł. Paweł VI. Przypomnienie nauki płynącej z tej encykliki, miało podkreślić znaczenie świadomego i odpowiedzialnego rodzicielstwa. Słowa obecnego papieża nie pierwszy raz wzbudziły kontrowersje i nie pierwszy raz były prostowane przez Watykan. Problem polega na tym, że papież Franciszek bardzo łatwo daje się rozgrywać niechętnym Kościołowi mediom, co prowadzi do błędnego postrzegania jego osoby, jako rezydującego w Watykanie rewolucjonisty.

Oczywiście papież nie jest rewolucjonistą, nie jest także, wbrew często pojawiającym się opiniom, osobą mającą na celu rozbijanie jedności Kościoła katolickiego. Największym problemem Franciszka jest to, iż wszedł w historię papiestwa w najmniej sprzyjającym dla niego momencie.
Kard. Jorge Mario Bergoglio objął tron Piotrowy po jednym z najbardziej konserwatywnych papieży w ostatnim czasie. Benedykt XVI – bo o nim mowa, od początku swojego pontyfikatu otrzymał miano papieża antymodernisty. Wiązało się to zapewne z jego poprzednią funkcją, czyli stanowiskiem prefekta Kongregacji Nauki Wiary, gdzie podczas jej sprawowania ochrzczono go mianem „pancernego kardynała”. Pochodzący z Niemiec papież zdecydowanie przeciwstawiał się wszelkim naciskom mającym doprowadzić do ustanowienia kapłaństwa kobiet, zmiany nauczania Kościoła w kwestiach obyczajowych oraz zniesienia celibatu. A więc nie był on ulubieńcem światowej opinii publicznej, w której dominuje lewicowo – liberalny dyskurs. Do tego należy wspomnieć o związanych ze skandalami pedofilskimi, zmasowanych atakach na Kościół katolicki oraz o wysuwaniu wobec kościelnych hierarchów nieustannych zarzutów o zbytnie umiłowanie luksusu.

I właśnie biorąc pod uwagę styl sprawowania pontyfikatu przez swojego poprzednika, sytuację panującą w Kościele oraz sam sposób bycia Franciszka, to trudno było spodziewać się, że postać obecnej głowy Kościoła katolickiego zostanie wpisana w inny kontekst, niż to się stało. Franciszek od początku swojego pontyfikatu zaprezentował zupełnie nowatorski styl sprawowania urzędu następcy św. Piotra. Rzucająca się w oczy niechęć do przepychu, nieszablonowość działania oraz powolna reforma rzymskiej Kurii spowodowały to, że Franciszek zaskarbił sobie szacunek i sympatię wiernych na całym świecie. Kij ma jednak dwa końce. W przypadku obecnego papieża, tym drugim jest mimowolne przyzwolenie na uczynienie z samego siebie ikony postępu, co jak pisałem wcześniej, nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Ta jest niestety dla Franciszka bolesna, gdyż najprawdopodobniej do końca swojego pontyfikatu, każde jego słowo wypowiedziane na jakikolwiek drażliwy temat, będzie użyte nie tylko przeciw niemu, ale przede wszystkim przeciwko Kościołowi katolickiemu. Papież świadomie bądź też nie, dał się wciągnąć w wizerunkową grę, w której bynajmniej nie on rozdaje karty.