O Norwegii mówi się rzadko, jednak tym razem patrzyła na nią cała Europa. Odbyły się tam bowiem wybory, które zadecydują o jej kształcie na następne 4 lata oraz współpracy z Unią Europejską (Norwegia nie jest członkiem). Lewica w kraju oraz na reszcie kontynentu jest załamana, ponieważ drastyczną porażkę po oficjalnym obliczeniu głosów przyjęto w ciężkim szoku. Euroentuzjastyczne środowiska nie dowierzają w to co się stało. Byli pewni zwycięstwa i kibicowała im cała europejska lewica. 

Norweskie wybory wygrała koalicja Partii Konserwatywnej, Partii Postępu i dwóch mniejszych partii centroprawicowych. Łącznie koalicja zdobyła aż 88 miejsc w 169-miejscowym parlamencie.

– Otrzymaliśmy poparcie na kolejne cztery lata” – oznajmiła dumnie szefowa Partii Konserwatywnej Erna Solberg.

Zwycięstwo nie było łatwe. Lewicowa koalicja złożona z Norweskiej Partii Pracy, Partii Centrum i Socjalistycznej Partii Lewicy uzyskała 81 mandatów, choć była pewna zwycięstwa.

Lider socjaldemokratycznej Norweskiej Partii Pracy Jonas Gahr Store nie kryje rozgoryczenia.

– Wynik wyborów jest dla nas wielkim rozczarowaniem – przyznał.

Miny lewicowców mówią same za siebie. Wyniki przyjęli w prawdziwej żałobie.

...

Zobacz również

Jak Kaczyński zaczynał karierę zawodową? Nie zgadniesz! Pierwsze prace polityków