Zbigniew Wodecki odszedł niespodziewanie rok temu. Był jednym ze zdolniejszych twórców starego pokolenia. Jeszcze przed śmiercią zdążył wyznać w szczerym wywiadzie zaskakujący fakt.

Zbigniew Wodecki zmarł w maju 2017 roku, po rozległym udarze mózgu. Do końca przebywał w gronie najbliższej rodziny. Pochowano go w „ukochanym Krakowie”, jak zwykł mawiać. To w tym mieście rozpoczęła się i nabrała tempa jego artystyczna kariera.

O tym, że Zbigniew Wodecki był twórcą kompletnym wiedzieliśmy od dawna. Grał na wielu instrumentach, radził sobie jako wokalista, czy aktor teatralny. Na scenie spędził cztery aktywne dekady swojego życia.

Tuż przed śmiercią zdecydował się na szczery wywiad z magazynem „Viva”. W długiej wypowiedzi pozwolił sobie na większą niż zwykle szczerość. Wrócił pamięcią do początków kariery, domu rodzinnego, opowiadał też o swoim nastawieniu do świata. Ale to jedna wypowiedź zaskakuje najmocniej.

„Nauczył się śpiewu przypadkiem”

W rozmowie z dziennikarką przyznał, że łatwiej było mu zacząć od gry na skrzypcach. „W orkiestrze są tylko cztery trąbki, a skrzypków musi być 40” – tym porównaniem zilustrował swoje początki. I wdał się w szczegóły.

– Lepiej wziąć instrument, który jest bardziej w orkiestrze potrzebny. Skończyłem więc skrzypce i grałem siedem lat w orkiestrze radiowej, ale przy okazji miałem spotkania z krakowskim środowiskiem. Te kluby, Piwnica pod Baranami, Jaszczury, zaczęli mnie tam brać i jakoś tak płynąłem – opowiadał.

Najbardziej zaskoczył jednak innym wyznaniem. Zbigniew Wodecki powiedział, że jego piosenkarska kariera rozpoczęła się przez… splot okoliczności.

– Śpiewać zacząłem przypadkiem. Moja mama uczyła się śpiewu u profesor Stefanii Millerowej. To była jedna z dwóch nauczycielek śpiewu znanych w Krakowie w latach 50. I do nas co niedzielę przyjeżdżali znajomi, uczniowie tej profesorki – mówił artysta.

DALSZA CZĘŚĆ TEKSTU POD GALERIĄ

Legendy polskiej muzyki, które straciliśmy w ostatnim czasie [ZDJĘCIA]

Potrafił wyznać, że ma tyle samo lat od kiedy śpiewa „Chałupy, Bacha i Izoldę”. Wtedy właśnie padła zaskakująca deklaracja, która według niektórych świadczy o tym, że artysta przeczuwał, że coś się zbliża. W rozmowie przyznał, że dzięki takiemu podejściu, wręcz ucieczce od strachu, nie boi się śmierci.

Zbigniew Wodecki i jego dewizy

– Lubię stare rzeczy, widły, taczki, grabie, to mnie kręci. Lubię oglądać archiwalne zdjęcia. To mi daje spokój. Może dzięki temu nie boję się śmierci? Może to była taka forma ucieczki przed strachem – mówił.

Żył przekonaniem, że wszelkich rzeczy trzeba próbować. „Bo wtedy się uspokoisz i do niczego nie będzie cię ciągnęło” – tak miał dowodzić.

ZOBACZ TAKŻE:

  1. Zbigniew Wodecki płakałby ze wzruszenia. To jak wygląda jego wnuk jest niesamowite
  2. Rodzina Wodeckiego wściekła! Cała prawda o jego miłosnych uniesieniach, będzie skandal?
  3. Zbigniew Wodecki jak żywy! Przepiękny występ doprowadza do płaczu

Światowe legendy muzyki, które straciliśmy w ostatnim czasie

Zobacz również