Zaskakujący efekt obserwowany jest po zakazie noszenia tzw. burkini w Francji. Przedsiębiorcy zajmujący się ich sprzedażą nie wyrabiają z produkcją i realizacją zamówień z całego świata.

Jak informowaliśmy wcześniej, Francuskie władze postanowiły zakazać noszenia tzw. burkini (strój kąpielowy muzułmanek zakrywający całe ciało) argumentując przy tym, że godzą one w dobre obyczaje i świeckość państwa.

Każda z kobiet, która pojawi się na kąpielisku w „muzułmańskim stroju kąpielowym”, będzie musiała się przebrać, a jeśli odmówi – zapłacić wysoką grzywnę. Od razu po wejściu prawa w życie, zaczęto karać kobiety, które nie chciały się mu podporządkować.

Efekt jaki uzyskano w ten sposób jest dosyć zaskakujący. Jak się bowiem okazuje, sprzedaż burkini po wprowadzeniu zakazu drastycznie wzrosła, do tego stopnia, że producenci i przedsiębiorcy zajmujący się ich sprzedażą nie wyrabiają z realizacją zamówień.

Co jednak ciekawe, sprzedaż „muzułmańskich strojów kąpielowych” stała się popularna w dużej mierze wśród nie-muzułmanek z całego świata. Głównie wśród kobiet, które po donosach medialnych dowiedziały się, że istnieje strój kąpielowy, który idealnie pasuje do ich stanu zdrowia. Chodzi tu o kobiety po przebytej walce z rakiem, które nie mogą wystawiać swojej skóry na długotrwałe działanie promieni słonecznych lub cierpiące z powodu alergii.

Polub fanpage pluralistycznego, bezstronnego portalu:

bh, źródło: o2

...

Zobacz również