Polska prostytutka pracująca w Niemczech zdradziła najdziwniejsze historie, z jakimi zetknęła się podczas swojego życia. Polka opowiadała o obrzydliwych fetyszach klientów, a także o dramatycznym dzieciństwie.

Niemcy życzą sobie naprawdę dziwnych rzeczy. Niektóre z fetyszy są nietypowe, a inne – po prostu obrzydliwe.

– Technika seksualna, w której genitalia traktowane są z pietyzmem. Bardzo łagodnie, powoli. Im wolniej, tym lepiej. Najpierw „kocie łapki” – od dołu, jedna dłoń za drugą ruchem ciągłym – opowiada.

– Jeden klient chciał być dzidziusiem płci żeńskiej, niegrzeczną dziewczynką. (…) Musiał pić dużo Apfelschorle, czyli soku jabłkowego zmieszanego pół na pół z moim moczem. To było bardzo pracochłonne – dodaje.

Dlaczego kobiety mimo wszystko ciągną do takiego zawodu? Chodzi oczywiście o pieniądze. Prostytutka opowiada, że choć praca bywa okropna, to zarobki są naprawdę dobre.

– (…) Rynek berliński jest dość nasycony (…) Dlatego jeździmy do Bawarii (…) Tam nie ma konkurencji i jesteśmy zbawieniem dla tych ludzi. Berlińska stawka to wtedy 100 euro za godzinę samego masażu. Pół dla mnie pół dla salonu – mówi.

Polka wyznała również, że w dzieciństwie była molestowana. Co więcej zdradziła iż… sprawiło jej to przyjemność.

– Pierwszy raz, gdy siedziałam z nim na kanapie, miałam może pięć lat. Wsadził mi rękę w majtki (…) Czułam, że to jest złe. Ale jednocześnie myślałam, że to przecież nie tak – nie tam od środka, tam boli, tu wyżej – to jest przyjemne. Jako pięciolatka byłam już rozbudzona seksualnie.

źródło: wrealu24

...

Zobacz również