Wielki SKANDAL na szczycie NATO. "Sami prosimy się o tragedię!"

Wielki SKANDAL na szczycie NATO. "Sami prosimy się o tragedię!"

Cała Polska śledzi od tygodni kolejne afery związane z zaburzonym działaniem BOR. Ta jednak może zainteresować cały polityczny świat. Chodzi bowiem o procedury, których nie przestrzegali funkcjonariusze podczas szczytu NATO w Warszawie, gdzie ochraniali wszystkich najważniejszych przedstawicieli poszczególnych krajów członkowskich. Warunki, w których musieli pracować, są szokujące.

Wiceszef BOR i szef MSWiA po udanym według nich szczycie NATO nadużywali wręcz słowa "sukces". Niezwykła duma ze sprawnej pracy BOR zaskakuje, gdy poznaje się prawdziwe fakty związane ze służbą funkcjonariuszy. Spanie w samochodach 3 godziny na dobę, kilkunastogodzinne kierowanie pojazdami, przymuszanie mechaników do zdobywania uprawnień związanych z kierowaniem pojazdami ochronnymi to tylko niektóre z absurdalnych zdarzeń, które miały wtedy miejsce.

Pod wątpliwą opieką funkcjonariuszy pozostawało łącznie 16 prezydentów i 20 premierów. Własną ochroną dysponował jedynie Barack Obama i jak widać, wybrał dobrze. Warunki, w których pracowali ludzie odpowiedzialni za bezpieczeństwo były bowiem absurdalne. Musieli być oczywiście na każde zawołanie, ale nawet podczas 3 godzin wolnych, które chcieli przeznaczyć na sen, nie zapewniono im do tego miejsca. Mieli do wyboru samochód albo karimatę, którą mogli rozłożyć na ziemi. - Większość spała w samochodach. Ale co to za spanie. Wyczekiwaliśmy bardziej. O 5 rano trzeba było być na nogach, bo dowództwo wymyśliło, że mamy być w gotowości dwie godziny przed operacją, a nie godzinę, jak zawsze - zdradził funkcjonariusz, który był wtedy na służbie. To wręcz cud, że nie doszło do żadnego wypadku przez zwykle niewyspanie się czy rozkojarzenie.

- Większość kierowców samochodów głównych nie zdawała samochodów u dyspozytora, bo kończyliśmy o 2 w nocy, a o 5 rano trzeba było wyjechać. Nie opłacało się wjechać do garażu. Świadomie naginaliśmy procedury. Każdy to brał na siebie, bo za te nadgodziny była obiecana premia - powiedział ten sam funkcjonariusz. Jak widać, cała sprawa jest wręcz kuriozalna. Warto zaznaczyć, że podwyżka ta miała wynieść 180 zł.

Jak powiedzieli specjaliści po ujawnieniu tych informacji, "sami prosimy się o tragedię". Może jednak po publikacji rozmów z funkcjonariuszami, coś wreszcie zmieni się w strukturach BOR.

Następny artykuł
Nie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj pikio.pl na: Google News