Kiedy piszę o systemie złodziejskim używam nieco trudniejszego języka niż normalnej potocznej polszczyzny. Teraz jednak mamy wakacje, piszę bo chcę. Używany język determinuje sposób odbioru, ten zaś niesie barwy i tonacje, które zmieniają obraz rozumienia. Teraz to zrzucam.

Jestem staroświecki. Chodzę w postrzępionych i brudnych jeansach, włosy mam długie, nie golę się od dwóch tygodni, jeżdżę poobijanym autem. Zapewne nie tak rozumie się staroświeckość, ale dla mnie to styl, jaki pod koniec lat siedemdziesiątych i na początku osiemdziesiątych panował w Polsce. Wtedy długowłosych było tylu co teraz łysych, pacyfistów tylu, co teraz narodowców. Ot moda.

Ale oprócz mody było jeszcze coś. Miałem wrażenie że muzyka jest czymś więcej niż zestawem dźwięków do tańca, przy których odbiorcy mogą poskakać, twórcy zarobić. W muzyce tkwiła tęsknota za lepszą stroną człowieczeństwa. Muzyka niosła przesłania, tworzyła jedność słuchaczy i tworzyła pewną wspólnotę trudną do odtworzenia. Wsiadałem w pociąg lub łapałem stopa, jechałem gdziekolwiek i zawsze miałem co jeść i gdzie spać. Tacy byliśmy.

Czas płynie szybko. Płynąc zmienia znaczenia słów i powoduje starzenie. To co było nowoczesne staje się przestarzałe, przestarzałe odradza się jako świeża siła. Potem świeżość blaknie, obumarłe powstaje i tak w koło Macieju.

Współcześnie modne są garnitury, sam taki zakładam na uczelnię, albo gdy idę w ważnej sprawie. Zakładam bo to magiczny ubiór. Gdy go masz, wszyscy są dla Ciebie milsi, bardziej Cię szanują, jesteś poważniejszy. Ale mimo że chodzę w garniturze i mówię poważnie, moi złodzieje od dwóch lat są bezkarni, biurokraci sprawnie ukręcają temat, dziennikarze mnie nie znają.

Piszę na blogu, teraz już na kilku, to też psu na buty. Prezydent nic nie może, Ziobro ma własną wizję uczciwości, w której jego żona robi kasę w radzie nadzorczej, biskup nawet nie zwrócił uwagi. System ma się znakomicie mimo pozornych dużych zmian. Biurokraci są zadowoleni, ludzie coraz biedniejsi.

Matki dostały pieniądze na dzieci. To jest dobra zmiana. Jedyne co mogę pochwalić. Nie wiem czy to jasne, ale istnieje relatywny poziom dobrobytu. Ktoś kto ma milion gdy wokół wszyscy mają tysiąc jest bogatszy od tego który ma miliard, gdy wszyscy wokół mają po sto milionów. Te pięćset złotych to uderzenie w system złodziejski, mocne ale nie zabójcze. System jest autopojetyczny więc już kombinuje jak odpowiedzieć.

Kiedy okradli mi spółdzielnię, musieli zrezygnować z wytwarzania bielizny z koralików, bo to moja własność, zgłoszona w urzędzie patentowym. Postanowiłem więc samodzielnie utworzyć spółdzielnię, mam już chętnych, jesienią zacznę projekt w więzieniu, ośrodku dla narkomanów i schronisku dla bezdomnych. Z doświadczenia jednak wiem że gryzipióry potrafią tylko zaszkodzić, liczyć należy na siebie i tych, którzy zdecydują się zaangażować i przestrzegać zasad. Do tego jednak muszę zrobić solidny marketing. Pojechałem na Przystanek Woodstock i zrobiłem pokaz kolekcji „Hippie Bikini”. Reakcje potencjalnych klientek zróżnicowane, od zażenowania i powściągliwości po nieskrępowany entuzjazm i zachwyt. Żadna jednak nie zdecydowała się na przymiarkę kostiumu. Ważne jednak że mam za sobą pierwszą publiczną prezentację, żałuję że nie miałem kamery. Jesienią jednak zacznę projekt na Polak Potrafi albo na innym portalu crowdsourcingowym. Jeśli zdobędziemy na tyle zamówień aby spółdzielnia ruszyła, nie będzie można tego zignorować. Będą musieli zacząć o tym pisać, wtedy zaś pojawi się pytanie, co się stało z pieniędzmi z dotacji?

Jako stary hipis i nieaktywny ćpun z pogardą patrzyłem zawsze na Woodstock, my mamy zlot w połowie sierpnia niedaleko Częstochowy, część z nas idzie tam z pielgrzymką Szpaka. Trudno więc było mi zdecydować się na wyjazd do Kostrzynia, tym bardziej, że zaplanowałem pierwszy publiczny pokaz „Hippie Bikini” na hiszpańskiej wyspie Ibiza, od której wziął nazwę jeden z podstawowych wzorów kostiumu. No ale wyjazd na Ibizę i organizacja wszystkiego to jeszcze długa droga, Kostrzyń jest bliżej i można dotrzeć samochodem, miałem kilkadziesiąt kilogramów bagażu, kilka manekinów i co najważniejsze, po złożeniu siedzeń miejsce do spania.

Jako abstynent od prawie dwudziestu lat i nie ćpający od ćwierć wieku miałem o Przystanku Woodstock bardzo złe zdanie. Poza tym bloger Matka Kurka dosyć dokładnie przedstawił finansowe operacje organizatorów. Miałem więc spory dylemat czy się tam wybrać. Uznałem jednak że to najlepsze miejsce w Polsce do prezentacji kostiumu, tak też było. Skoro jednak już tam dotarłem, postanowiłem co nieco zobaczyć.

Oczywiście pierwszy obrazek to masa puszek po piwie i leżące wzdłuż drogi śmieci, smród wokół śmietników i w strefie toytoyów. Potem jednak dużo pozytywnych. Pomijając wielu nietrzeźwych, większość uczestników wyglądająca normalnie, rozbawiona i życzliwa. Pijanych do nieprzytomności tylko kilkudziesięciu.

W wiosce Krisznowców spotkałem Piotra, z którym porozmawiałem o teorii systemów i wyglądał na takiego co rozumie o czym mówię. Doktryna hinduistyczna o duchach dosyć ciekawie koresponduje z pewnymi aspektami tez Luhmanna i katolicką koncepcją szatana, choć on oczywiście twierdził że to zupełnie inne rzeczy. Kiedy jednak wszedłem do namiotu gdzie tańczono, nagrałem filmik i ma on w jeden dzień ponad 200 odsłon, niewiele mniej niż moja opowieść o złodziejstwie przez dwa lata. Krisznowcy zainteresowali się moją dziedziną badawczą, kiedy powiedziałem że prowadzę badania na temat okradania funduszy publicznych, często musiałem kilkakrotnie powtarzać, nigdy coś takiego nie przeszło im nawet przez myśl. Podobnie zresztą wśród wspólnot chrześcijańskich, bardzo zainteresował ich mój model komunikacji według teorii systemów Luhmanna. Chciałem pójść też na Przystanek Jezus, ale ich nie znalazłem. Podobno w tym roku ich nie było bo będą na Światowych Dniach Młodzieży.

Kiedy skończyłem prezentować kostiumy wszedłem w tłum i poczułem pewne emocje, które towarzyszyły mi w młodości. Poczułem pewną wspólnotę i pewną więź, oczywiście mocno osłabioną konsumpcjonizmem i śmieciami. Na koncercie Apocalyptici wszedłem bardzo blisko sceny żeby nagrywać, ale po pierwszym utworze padły mi baterie. Postanowiłem więc bawić się jak wszyscy dookoła. Raz tylko znalazłem się na ziemi przygnieciony masą ciał, jakiś przerażony młodzieniec podał mi rękę i pomagał się wydostać. Oczywiście w strefę pogo poszedłem na własne ryzyko, doskonale wiedząc gdzie jest granica zadymy. Zabawa świetna, nie polecam jednak osobom wrażliwym.

Pomyślałem wtedy o wydarzeniach w Ameryce w latach 60-siątych. Młodzi ludzie wtedy odrzucili ten styl życia, który właściwy jest tuczonym zwierzętom. Zarabianie dla zarabiania i konsumpcja dla sąsiadów. Wtedy po raz pierwszy powstały teksty zwracające uwagę na spłaszczenie obrazu świata. Talcot Parsons wtedy właśnie pracował nad teorią systemów, idee jego zaś odbijały się w społecznej świadomości i dawały kolejne wskazówki dla teoretycznych rozważań. System złodziejski zareagował jednak bardzo szybko i wśród młodych pojawiły się narkotyki i rozwiązłość seksualna, to był koniec prawdziwej rewolucji, cała energia zamiast na walkę z systemem została użyta na jego wzmocnienie. Później pojawiły się sprzeczne interesy, wrogość i nienawiść. Mniej więcej od tego czasu zaczyna się też postępujące rozwarstwienie dochodów i pauperyzacja klasy średniej. Lata siedemdziesiąte to ostatni okres, gdy można było uwierzyć że industrializacja i postęp techniczny uratują świat. Dziś widzimy że na fałszywych informacjach nie da się niczego zbudować. Unia, której podwaliny zbudowano zaraz po wojnie i która mogła być największym projektem społecznym świata, okazała się biurokratycznym, przesiąkniętym złodziejstwem bublem. Prymitywne polityczne kłamstwa przestały się sprzedawać. Co jednak mamy zamiast tego? Propozycja powrotu do przeszłości to w rzeczywistości propozycja zagłady, zrozumieli to już apostołowie Brexitu. Jesteśmy w patowej sytuacji. Sypie się świat, który wydawał się niewzruszony. Czy można coś zrobić?

Tak, jak najbardziej. Należy przeczytać słowa Jezusa z Nazaretu – „I poznacie prawdę, a prawda Was wyzwoli”. Potem zaś budować pokój. Nie możemy zachowywać się jak tchórze i opuszczać miejsce gdzie złoczyńcy urządzili sobie jaskinię.

Ja robię swoje. Jesienią zacznę badania, potem zaś chcę utworzyć pierwszą kooperatywę obywatelską, która na użytek biurokracji będzie nazywała się spółdzielnią socjalną, będzie jednak czymś zupełnie innym. Będzie jednak wsparta czymś, co uczyni komunikację wielowymiarową. Spółdzielnia naukowa, do której swobodny dostęp będzie miał każdy człowiek stosujący rzetelną metodologię, niezależnie od jakichkolwiek formalnych tytułów. Tego typu organizacja zlikwiduje wszelkie możliwe ograniczenia przepływu informacji i zagospodaruje wszelkie media komunikacji w równym stopniu.

Na koniec jedna rada dla ewentualnych walczących z systemem. Jeśli pijecie alkohol, nigdy pod jego wpływem nie rozmawiajcie o polityce i o Waszym celu. Zbierajcie się trzeźwi, wolni od aluzji seksualnych. Kiedy wszystko ustalicie zamknijcie ten temat. Potem możecie bawić się, pić, flirtować, ale już ani słowem nie wspominajcie o rzeczach ustalonych na trzeźwo. Wtedy macie szansę zmienić system.

 

...

Zobacz również