Takiego ciosu, i to od strony własnego członka z PiS, posłowie obozu władzy się nie spodziewali. Marek Kuchciński potężnie rozjuszył posłów Prawa i Sprawiedliwości jedną decyzją, która szczególnie godzi właśnie w nich.

Dotąd zaplanowane było, że 7 lipca jest ostatnie posiedzenie Sejmu, a po nim posłowie wrócą do sejmowych sal dopiero 18 lipca. Te 11 dni wolnego wiele osób zaklepało już jako termin na wyjazd wakacyjny. Tym właśnie Kuchciński napsuł krwi. Zarządził bowiem, że 14 lipca odbędzie się dodatkowe posiedzenie Sejmu.

Choć o takiej możliwości mówiło się od kilku tygodni, dotąd nic nie wskazywało na to, że Kuchciński zadecyduje o dodatkowym dniu posiedzenia. Swoją decyzję obwieścił na tydzień przed nadprogramowym posiedzeniem i tym samym rozwścieczył posłów PiS. W partii rozpętała się prawdziwa wojna domowa, a deputowani odgrażają się zaciśniętymi pięściami.

14 lipca miejsce będą miały głosowania, na których opozycji być nie musi, ale PiS musi się stawić. Tego dnia podczas jednego z głosowań obóz władzy ma bronić swojego ministra rolnictwa. Nie sposób więc, by posłowie zgodnie nie zapełnili swoich ław. Jak jednak mówią, nie sposób wybaczyć takiej zagrywki marszałka, kiedy wielu z nich 14 lipca miało jeszcze być na błogim wypoczynku.

 – Nie mógł przedłużyć kolejnego posiedzenia? Specjalnie tak zrobił, bo wie, że ludzie mają powykupywane wyjazdy. Tych z opozycji i tak nie musi być, a my musimy stawić się wszyscy. Jedno z głosowań to np. obrona ministra rolnictwa Krzysztofa Jurgiela – mówi jeden z wściekłych posłów PiS.

...

Zobacz również