Andrzej Rybiński przeżył wielką tragedię. Wnuczek umierał na jego oczach

Andrzej Rybiński przeżył wielką tragedię. Wnuczek umierał na jego oczach Źródło: Instagram/andrzejrybinskiofficial

Wnuczek Andrzeja Rybińskiego pożegnał się z życiem jeszcze jako małe dziecko. To, co się stało, bardzo wstrząsnęło gwiazdorem. W rozmowie z mediami mówi o kulisach swojego życia rodzinnego oraz o doświadczeniach, które go ukształtowały. Historia jego wnuczka poruszy niejedno serce.

Wnuczek był oczkiem w głowie swoich dziadków. Chociaż po narodzinach dziecka Andrzej Rybiński nie był pewien, czy będzie w stanie kogokolwiek jeszcze tak bardzo pokochać, jak własnego syna, swoje uczucie przelał też na dzieci swojej pociechy. Potem stała się tragedia. Gwiazdor w rozmowie z mediami opowiedział historię swojego życia - a także historię hitu "Nie liczę godzin i lat".

Gdy odszedł wnuczek, nie wiedział, co ze sobą zrobić

Dziennikarze zwrócili się do Andrzeja Rybińskiego z pytaniem o to, co dla niego znaczą słowa jego hitu "Nie liczę godzin i lat".

- Piosenka opowiada o pięknych rzeczach. Każdy by chciał, żeby życie mijało, lecz my byśmy byli ciągle tacy sami. Patrzymy w lustro i ciągle widzimy się takimi, jakimi chcemy się zobaczyć - powiedział Rybiński.

DALSZA CZĘŚĆ TEKSTU POD GALERIĄ

Wyznał, że gdyby nie jego żona, hit prawdopodobnie wcale by nie powstał. Zaistniał w chwili, gdy sytuacja ekonomiczna w Polsce była wręcz tragiczna, a Rybiński czuł wyrzuty sumienia na samą myśl o braniu od widzów pieniędzy za koncerty.

- To, że piosenka "Nie liczę godzin i lat" stała się przebojem, to wyłączna zasługa Jolusi. Jej wiary we mnie - wyznał piosenkarz.

Niesamowicie ważną rolę w jego życiu odegrała najbliższa rodzina, dlatego odejście wnuczka było dla niego wielką tragedią.

Piosenkarz bardzo kocha swojego syna

- Ja syna tak bardzo kochałem, że nie wyobrażałem sobie, że potrafiłbym tę miłość dzielić na drugie dziecko - powiedział w rozmowie z dziennikarzami Rybiński.

Dlatego też nigdy nie zdecydował się na drugie dziecko. Jego syn jednak był mniej zachowawczy i w efekcie tego piosenkarz doczekał się aż czterech wnucząt - w tym maleńkiego Kubusia, który przedwcześnie pożegnał się ze światem - i to na oczach własnego dziadka.

- Kubuś był ślicznym, zdrowym chłopczykiem. Kiedy się urodził, wszyscy byli tacy szczęśliwi. Chłopiec miał 4 miesiące, gdy zasnął na zawsze w swoim łóżeczku. To była śmierć łóżeczkowa. Żona próbowała wnuczka reanimować, ale... - wyznał mediom Andrzej Rybiński.

Dzisiaj grzeje: 1. Anna Dymna zrobiła coś NIEMOŻLIWEGO! Legendarna aktorka uratowała mężczyznę przed samobójstwem
2. Jest niebezpiecznie, możliwe zagrożenie życia i zdrowia. Polsat przekazał alert dla czterech województw

Gwiazdor powiedział, że chociaż śmierć dziecka była ogromną tragedią dla całej rodziny, pociesza go jeden fakt.

- Jest w tej historii mały pocieszający nas promyk. Nasz Kubuś nie umarł całkiem. Dzięki niemu żyje trójka dzieci. Z tą myślą łatwiej jest żyć po tym wszystkim - przyznał Andrzej Rybiński.

Najlepsze newsy dnia:

  1. Seniorzy mogą POŻEGNAĆ SIĘ z dodatkowymi pieniędzmi z waloryzacji emerytur. Wygrało 500 plus
  2. Tadeusz Rydzyk proponuje zadośćuczynienie Matce Boskiej. Specjalny pakiet
  3. Przestali go karmić, umierał w męczarniach. Rodzice nie mieli litości dla 22-miesięcznego dziecka
  4. Wszyscy szukali jej przez kilka tygodni. Zaginiona nastolatka pojawiła się tysiące kilometrów za polską granicą
  5. W latach 90. wszyscy go kochali. Wylądował w szpitalu w koszmarnym stanie, przerażające zdjęcie

źródło: pomponik

Następny artykuł Nie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj pikio.pl na: Google News