Pomysł, który na pozór wydaje się ekscentryczny, ma szanse realizacji. Był już nawet konsultowany w sejmowej komisji samorządowej. 

W Polsce występuje już jedna waluta lokalna, tak zwany „zielony”. Mogą się nim posługiwać firmy między innymi ze Starachowic, Kielc i Suwałk. Jak tłumaczy Filip Prokop z firmy „Polska Waluta Lokalna” jest to system opierający się na wymianie usługa za usługę. Obecnie korzysta z niego 350 przedsiębiorców. Obieg waluty jest zamknięty.

Władze Otwocka planują dużo szerzej zakrojony projekt. Ich walutą mogliby płacić wszyscy mieszkańcy. Pieniądze byłyby emitowane przez gminę. Waluta byłaby zwolniona z podatków VAT i dochodowego, a samorząd decydowałby o podatkach od transakcji.

Na świecie jest bardzo dużo lokalnych walut. Mogą mieć walor podobny do bonów, a więc być zabezpieczone walutą narodową, np. euro, albo funkcjonować na zasadzie barteru wielostronnego — jak polski „zielony”. Nowatorstwo naszego pomysłu polega na tym, że to gmina byłaby emitentem, byłby to niewymienialny i bezodsetkowy środek płatniczy — waluta społeczna, nie prywatna jak „zielony”. Jedynym jej zabezpieczeniem byłby parytet gospodarczy, czyli tzw. rezerwy bezkosztowe, np. niesprzedane pokoje hotelowe czy nadgodziny pracy fryzjera. Dużą zaletą tej koncepcji jest odporność takiej waluty lokalnej na międzynarodowe kryzysy gospodarcze. Ten niewymienialny środek płatniczy byłby całkowicie niezależny od międzynarodowych rynków finansowych — tłumaczy Izabela Litwin, ekonomistka z Fundacji Jesteśmy Zmianą.

Zdaniem Filipa Prokopa jest jednak kilka problemów prawnych, które przekreślają szanse na realizacje projektu.

Taki pomysł to byłaby rewelacja, ale jest to nierealne na podstawie polskiego prawa. Na przeszkodzie może stanąć konstytucja, która daje wyłączne prawo emisji papierowego pieniądza NBP, a poza tym przekonanie ludzi do takiego środka płatniczego to dziś nie lada wyzwanie – tłumaczy Prokop.

...

Zobacz również