Władza KOMICZNIE broni bogaczy z NBP. Uśmiejecie się po pachy

Władza KOMICZNIE broni bogaczy z NBP. Uśmiejecie się po pachy Źródło:

Władza ma prawdziwy powód do niepokoju, ponieważ afera wokół gargantuicznych zarobków w NBP ponownie nadszarpnęła zaufanie wyborców do formacji Jarosława Kaczyńskiego. Tym razem bogaczy z NBP starał się bronić wicemarszałek Senatu Adam Bielan, aczkolwiek... nie wyszło mu to zbyt dobrze. 

Gazeta Wyborcza ujawniła skandaliczne zarobki, które mają panować w Narodowym Banku Polskim. Opinią publiczną wstrząsnęły głównie informacje dotyczące bajecznych pensji pracowniczek prezesa Adama Glapińskiego. Media zarzuciły im przede wszystkim nieadekwatne zarobki do posiadanych kompetencji, a następnie okrzyknęły je "aniołkami Glapińskiego".

Władza stara się bronić bogaczy z NBP

Władza ma nie lada problem, ponieważ trudno jest bronić zarobków kobiet z otoczenia Glapińskiego. Najczęściej podkreślana jest pensja dyrektor Martyny Wojciechowskie, która, jak podaje TVN24, miała sięgnąć nawet 80 000 złotych miesięcznie. Wyborcy rządzącego bloku oczekiwali jednak jakiejś próby wytłumaczenia skandalicznej sytuacji ze strony polityków PiS. Jak wyszło? Na pierwszy ogień wysunął się wicemarszałek Senatu Adam Bielan, który co prawda przyznał, że w jego opinii zarobki pracowników NBP były zbyt wysokie, ale starał się nieco wybielić bombardowanych Glapińskiego i jego "Aniołki". Wicemarszałek Senatu stwierdził, że zarobki pracowników NBP były ustanowione, gdy prezesem był Marek Belka. Problem polega jednak na tym, że dziennikarze Wyborczej ustalili, iż sam prezes Belka zarabiał wtedy 57 tysięcy złotych miesięcznie, czyli mniej niż dziś dyrektor Martyna Wojciechowska okrzyknięta przez media "Aniołkiem Glapińskiego". - Nie pamiętam, żeby wtedy media jakoś szczególnie tę siatkę analizowały - mówił Bielan w Faktach po Faktach.

Komiczne argumenty obronne

Następnie Bielan próbował bronić pracowników NBP twierdząc, że zarobki w sektorze prywatnym są dużo większe. - Jeżeli porównamy to do zarobków prezydenta czy premiera, czy ludzi, którzy mają olbrzymią odpowiedzialność, ciąży na nich olbrzymia odpowiedzialność, ta kwota jest bardzo wysoka. Z kolei jeżeli porównamy to do zarobków w prywatnym sektorze bankowym, który Narodowy Bank Polski częściowo też nadzoruje, to te pensje w prywatnym sektorze bankowym są nawet większe - mówił. Pytanie brzmi czy na pewno osoby bez olbrzymich kompetencji w prywatnych bankach zarabiają po 80 000 złotych? Ponadto Adam Bielan próbował odseparować władzę od afery w NBP twierdząc, że politycy nie mają zbyt wielkiego wpływu na NBP. - Owszem, politycy mają wpływ na powołanie prezesa Banku, prezydent go nominuje, później Sejm potwierdza wybór, ale później sześcioletnia kadencja zapisana w konstytucji sprawia, że politycy nie mają wpływu - realnego wpływu - na to, co się dzieje wewnątrz NBP - powiedział w TVN24.
Następny artykuł
Nie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj pikio.pl na: Google News