Ujawniono rodzinny dramat Kozakiewicza. "Łamał na nim krzesła, krew lała się po ścianach"

Ujawniono rodzinny dramat Kozakiewicza. "Łamał na nim krzesła, krew lała się po ścianach"

Władysław Kozakiewicz ujawnił rodzinny dramat. To, co opowiedział zostanie w pamięci Polaków na bardzo długo. Mroki, w jakich wyrósł wielki sportowiec, przerażają. "Łamał na nim krzesła, krew lała się po ścianach"

Nie od dziś wiadomo, że kilkadziesiąt lat temu problem bicia dzieci był bardzo często spotykany. O swoim dramacie zdecydował się opowiedzieć Władysław Kozakiewicz w wywiadzie udzielonym Donacie Subbotko. Mistrz olimpijski w skoku o tyczce, którego historia zapamiętała z "gestu Kozakiewicza", swoje przeżył. Dzieciństwo Władysława Kozakiewicza nie należało do najbardziej udanych. Niedawno sportowiec wydał swoją autobiografię pt. "Nie mówicie mi, jak mam żyć" i to właśnie ona stała się powodem do zwierzeń. Aktualnie były mistrz olimpijski pracuje jako nauczyciel wychowania fizycznego w szkole pod Hanowerem. Za granicą nikt nie kojarzy go ze słynnym gestem, który wykonał w 1980 roku, kiedy za medalowy skok o tyczce wygwizdała go radziecka publiczność. Kojarzenie go z tym charakterystycznym gestem nie jest jednak największym problemem Kozakiewicz, to co w jego historii najgorsze - to zdecydowanie dzieciństwo. - Ile razy się mówi o kimś, kto kogoś zabije: a, bo on miał ciężkie dzieciństwo i mu poszło na psychikę. Jakie, kurka wodna, ciężkie dzieciństwo? To ja już powinienem z dwudziestu zamordować i bombę podłożyć! - rozpoczyna swoje zwierzenia Kozakiewicz.

Władysław Kozakiewicz o swoim koszmarnym dzieciństwie

- Ojciec nauczył się szyć trochę i pracowało jako krawiec. Ale jełop był, trzy klasy podstawówki. Nie chciał pracować, wściekły był na wszystko. Chorobliwie. Krowa się zerwała ze sznurka, to tak ją walił kłodą, że rogi połamał. Najnormalniejszy sadysta. Jak wytłumaczyć sadystę? Widział krew, to mocniej bił. Nie kończył na paru pasach przez tyłek - jakbym tak dostał, tobym się oblizał i cicho siedział. Ale nie, bił, abyś poczuł. Brał pas i sprzączką uderzał. Żeby krew poleciała. Jak bił, krew była na ścianach, wszędzie. Pokój, w którym mieszkaliśmy w piątkę w Gdyni, miał 18 metrów, to gdzie można było uciec? - opowiada z goryczą o tym, co go spotkało. - Pytaliśmy ją potem z siostrą i bratem, dlaczego się nie rozwiodła. Ona: „Nie wiem”. Ze strachu oczywiście. Że mógłby ją zamordować. Był zdolny do tego. Wszystkie zęby jej wybił. Pięścią, doniczką, deską, co było pod ręką. Jak miałem sześć lat, poszedłem za jakąś orkiestrą na ulicy. Kiedy mnie znaleźli, mama wyrwała ojcu pas i sama mnie okładała, ale już nie sprzączką, tylko drugą stroną. Żeby tylko on nie bił, boby mnie chyba zabił wtedy. Byłem jej wdzięczny - mówił o swojej zastraszonej matce. Podziwiamy, że mimo tak ciężkiej historii, Kozakiewicz odniósł aż tak duży sukces. - Nie byłem na jego grobie. W mojej pamięci nie jest ojcem. Leży w Gdyni, na tym samym cmentarzu co mama, ale osobno. Umarł w 1985 albo 1986, a może później, przepity, zmęczony. Jak zadzwonili do mamy - była wtedy u mnie w Hanowerze - powiedziała: „Nareszcie” - podsumowuje swoją smutną historię Kozakiewicz. Chcesz coś nagłośnić? Wiesz o bulwersującej sytuacji, która wymaga zainteresowania mediów? Wyślij maila na adres: naglasniamy@pikio.pl. Na pewno przyjrzymy się Twojej sprawie.



ZOBACZ TAKŻE:
  1. PiS w furii! Wyciekło ukrywane zdjęcie Pawłowicz z Okrągłego Stołu, wszystko jasne
  2. Największy mit o psach, w który wierzymy! Nie dajcie się na niego nabrać
  3. Masz kota lub planujesz go mieć? Oto co powinieneś wiedzieć 
Źródło: sport.onet.pl
Następny artykuł
Nie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj pikio.pl na: Google News