Tak nas zmanipulowano. Na polską wizę czeka już "stutysięczna armia"

Tak nas zmanipulowano. Na polską wizę czeka już "stutysięczna armia" Źródło: commons.wikimedia.org

Wiza pracownicza jest niezbędnym dokumentem dla obcokrajowców, którzy chcą ubiegać się o pracę w Polsce. Wydawałoby się, że największą grupą starającą się o taki dokument są obywatele Ukrainy. Okazuje się jednak, że w najbliższej przyszłości możemy stać się świadkami napływu pracowników z dalekiego wschodu na niespotykaną wcześniej skalę.

Wiza uprawniająca do podjęcia pracy w Polscy stała się bardzo interesującym dokumentem dla obywateli państw, w których zarobki na jednego mieszkańca są skandalicznie niskie. Bardzo dużą część tej grupy stanowią Azjaci, którzy masowo ubiegają się o wjazd do Polski. Mówi się nawet o liczbie oczekujących przekraczającej 100 tysięcy osób.

Wiza pracownicza - do polski przyjedzie ponad 100 tysięcy Azjatów?

W Indiach, Pakistanie, czy Bangladeszu tysiące osób posiadają już zagwarantowane miejsca pracy w polskich firmach. Jedyną formalnością, którą muszą dopełnić, jest uzyskanie wizy od polskiej ambasady. W samej stolicy Indii, New Dehli, na wyrażenie zgody podjęcia pracy w naszym kraju czeka około 25 tysięcy osób. Niektóre z nich czekają w kolejce na otrzymanie zgody nawet kilka miesięcy. Pomysłem na rozładowanie tak długiego czasu oczekiwania miał byś system zgłoszeń elektronicznych. Niestety nie był on przygotowany na tak wielkie zainteresowanie. Na początku sierpnia do systemu przesłano 120 tysięcy zgłoszeń. Wszystkie zostały zarejestrowane jednego dnia, po czym nastąpiła awaria systemu. Pracownicy z dalekiego wschodu nie mają łatwej drogi do przejścia z polską biurokracją, ale z drugiej strony, jest ona jedyną barierą blokującą niewyobrażalny napływ emigrantów zarobkowych do naszego kraju. Agencje zajmujące się rekrutacją pracowników na rynkach azjatyckich podkreślają, że gdyby tylko uprościć sprawy formalne, to bez problemu mogłyby ściągnąć do Polski od 100 do 200 tysięcy fachowców.

O zalewie wiedzieli od lat

Ireneusz Krzemiński, były członek Rady Gospodarczej, przyznał, że scenariusz zalewu Polski przez "tanią siłę roboczą" był dla rządu oczywisty już od dawna. Nikt natomiast nie podjął jakichkolwiek starań do oswajania społeczeństwa z tą myślą. - To, że należy się spodziewać przyjazdu licznych grup pracowników z innych krajów, wiadomo było od lat. W Radzie rozważaliśmy tę kwestię kilkakrotnie, w dramatycznych dyskusjach, bo już wiadomo było, że rąk do pracy w Polsce zabraknie. Wtedy też widać było, że nastawienie Polaków dalece odbiega od stereotypu o przyjazności i gościnności - mówi Krzemiński w rozmowie z Innpoland.
ZOBACZ TAKŻE
  1. Koniec z niskimi emeryturami w Polsce. Cena, którą zapłacimy, jest przerażająca
  2. Bank Zachodni WBK podjął nagłą decyzję. Co z pieniędzmi klientów?
  3. Nowy kodeks pracy: Pracodawca zdecyduje co zrobić z waszą wypłatą
Następny artykuł