Portal Juliana Assange’a, WikiLeaks, miał w pierwotnym zamyśle ujawniać tajne i poufne treści rządowe. WikiLeaks zaszło za skórę największym mocarstwom świata, w tym USA, przez co jego założyciel musi ukrywać się w Ekwadorskiej ambasadzie w Londynie. Okazuje się jednak, że efektem ubocznym działań portalu jest krzywda wyrządzana zwykłym ludziom.

Niejednokrotnie już bowiem dochodziło do sytuacji, kiedy ujawniono na portalu dane personalne niczego winnych osób. Na WikiLeaks znaleźć można bowiem nazwiska, numery telefoniczne czy adresy nieletnich ofiar gwałtów, ludzi chorych psychicznie czy niedorozwiniętych dzieci. Ilość takich danych idzie w dziesiątki tysięcy.

W 2015 roku na portalu znalazły się kartoteki medyczne i dane dotyczące finansów kilkuset rodzin. Opublikowano też m.in. dane obywatela Arabii Saudyjskiej, którego aresztowano za homoseksualizm czy innego, który spierał się z partnerką o ustalenie ojcostwa.

„Podali wszystko – mój numer telefonu, adres, nazwisko, szczegóły… Publikowanie takich danych osobowych może niszczyć ludzi” – mówi skonfliktowany z byłą kobietą Saudyjczyk.

Choć takie działania są sprzeczne z polityką prywatności, którą deklaruje portal, ten wciąż gromadzi coraz więcej drażliwych informacji na temat zwykłych ludzi. W samych depeszach dyplomatycznych MSZ Arabii Saudyjskiej znalazły się 124 dokumenty medyczne, wśród których były akta zwykłych obywateli.

POLUB FANPAGE PLURALISTYCZNEGO, BEZSTRONNEGO SERWISU O POLITYCE, BY BYĆ NA BIEŻĄCO

Obserwuj Pikio.pl na Twitterze, tam więcej informacji!

źródło: tokfm.pl
pt

...

Zobacz również