Wieczorek: Kobieta na krańcu Europy. O wakacyjnym feminizmie

Wieczorek: Kobieta na krańcu Europy. O wakacyjnym feminizmie Źródło: fot. wikimedia

Wchodząc do działu opinii naszego portalu czytelnicy spodziewają się zapewne refleksji dotyczących polityki. W naszym kraju w końcu tyle się dzieje - uczestnictwo polskich przedstawicieli w szczycie NATO, kontrowersje wokół wątpliwych zamiarów władz w sprawie zmian w przepisach dotyczących sędziów Sądu Najwyższego, 500 plus, które wcale nie równa się 500 zł z powodu szybujących w górę cen. To ważne, oczywiście, dla każdego patrioty. Ba, nawet nie patrioty, a obywatela, który chce świadomie żyć i funkcjonować w mniej lub bardziej „swoim” państwie. I tutaj, drogi czytelniku, pojawiam się ja.

Moje teksty zawsze miały wymowę polityczną, zdarzały się także ideologiczne, chociaż do pisania manifestów jest mi daleko. Tym razem zdecydowałam się jednak nie poruszać tego tematu, gdyż są przecież wakacje. Praca dziennikarska znacznie oddala od pojęcia urlopu. Nie pracując, jesteśmy uzależnieni od ciągłego sprawdzania Twittera i nachalnego pisania do znajomych z redakcji, czy na pewno nie potrzebują pomocy. Jako że mój pracoholizm zaczął stawać się większy od zapasu sił i energii, zdecydowałam się na wakacje z dala od życia, które wiodę. I do takich wakacji każdego chcę moim tekstem zachęcić.

Najlepsze wakacje

Siedząc tydzień temu w redakcji poczułam niesamowitą niemoc. Kocham moją pracę, jednak potrafi dać w kość. I to mocno. Kupiłam więc bilety na samolot do Rzymu. Nagle, bez dłuższego namysłu. Szybko znalazłam hotel, zaopatrzyłam się w vouchery do najważniejszych muzeów, dorzuciłam do tego bilet na jeden z większych miejskich festiwali, na którym miał zagrać mój ulubiony artysta. Brzmi to pięknie i bajkowo, jednak wszystko uległo zmianie, gdy zaczęłam zastanawiać się, co ja właściwie najlepszego zrobiłam. I nie, nie chodzi tu wcale o stan konta, na które wolałam wtedy nie zerkać. Zrozumiałam po prostu, że jadę do Włoch całkowicie sama. Z powodu stresujących rozmów z bliskimi i przyjaciółmi przez głowę przebiegły mi najczarniejsze scenariusze. Pomimo mojej daleko posuniętej, naiwnej prawdopodobnie tolerancji, nagle zaczęłam się po prostu bać. Stwierdziłam jednak, że wakacje, to wakacje, a ja jestem już całkiem wiekową postacią. I wiecie co? To był najlepszy urlop w moim życiu.

Mężczyźni, samotność i inne "zagrożenia"

Historie o mężczyznach samotnie wypływających na suchego przestwór oceanu są znane wszystkim co najmniej tak dobrze, jak ostatnia scena Titanica. Ja jednak, kobieta o niezbyt wysokim wzroście oraz blond włosach, zaczęłam z figlarnym uśmiechem powątpiewać w siłę mojej emancypacji. Jak się jednak okazało, nigdy nie byłam w większym błędzie. Ten tekst powstaje po to, aby zachęcić kobiety do robienia rzeczy, o których wszyscy mówią, że są dla nas zbyt odległe, zbyt niebezpieczne, zbyt męskie. Jeśli słyszysz: „Co zrobisz, jeśli ktoś cię napadnie?”, odpowiadaj „Znam telefony alarmowe, potrafię kopnąć jak trzeba, na napaści narażeni jesteśmy wszyscy, bez względu na płeć”. Jeśli mówią: „Nie wytrzymasz bez osoby, do której będziesz się mogła odezwać, bo kobiety to takie gaduły” - powiedz, że doskonale cenisz sobie własne towarzystwo lub ewentualnie zamilknij i pokaż, że potrafisz (nie musisz nikomu niczego udowadniać, po prostu z takimi osobami chyba lepiej nie rozmawiać). Jeżeli ktoś powie ci, że nie dasz sobie rady, to po prostu się zaśmiej. Oczywiście, że dasz. Pewnie teraz, drogi czytelniku, kiwasz głową z politowaniem, a Martyna Wojciechowska wzdycha głęboko na chybotliwej łódce po środku Oceanu Indyjskiego - Rzym to nie szczyt Kilimandżaro. To nie wycieczka z plecakiem po najbiedniejszych azjatyckich krajach. Ale małymi krokami dochodzi się do większej miłości do samego siebie.

Rozbrajanie mitów

Poza tym to także wskazuje na ogromny absurd sytuacji - wyjeżdżasz do cywilizowanego (tak się chyba mówi w Europie Zachodniej), bezpiecznego kraju, a wciąż słyszysz, że twoje dni są już policzone, bo w końcu jesteś kobietą. Słuchanie tego lepiej całkowicie wyrzucić z planu dnia. Nie piszę tego tekstu, aby szerzyć propagandę feminich (nie feministek, a feminich walczących). Sądzę po prostu, że jeżeli kobiety mają przebijać szklane sufity, nie mogą myśleć, że jest to wyzwanie ponad ludzkie siły. Niejedna z nas już to zrobiła. A moim kochanym znajomym i rodzinie dziękuję za troskę, bo naprawdę ją doceniam. Jednocześnie chciałabym, aby te same osoby zastanowiły się, czy do męskiego znajomego w podobnej podróży także wysyłałyby SMS-y: „Czy wszystko w porządku? Radzisz sobie?”, a nie po prostu „Koloseum jest super, prawda?”. Wszystkim, którzy dotrwali do tego momentu tekstu, życzę fenomenalnych urlopów. W moim następnym felietonie postaram się porównać w wymiarze politycznym, ideologicznym oraz obyczajowym to, co widzę na polskich ulicach, z ulicami włoskimi. Do przeczytania już w następny poniedziałek.
Maria Wieczorek Redaktor portalu pikio.pl, studentka stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Warszawskim. Obserwatorka polskiej i amerykańskiej polityki zagranicznej.



Najlepsze newsy dnia:

  1. Pilecki: Dlaczego marihuana jest wciąż nielegalna?
  2. Wieczorek: Krótko o wolności. Protest rodziców niepełnosprawnych a aborcja
  Następny artykuł