Maria Wieczorek
Maria Wieczorek

W ostatnim tekście podzieliłam się przemyśleniami dotyczącymi kobiet, które wybierają się w samotne podróże. Felieton ten spotkał się z mieszanym odbiorem – znajomi lub mniej kojarzone przeze mnie twarze pisały zarówno z dobrymi, jak i bardzo negatywnymi opiniami. Wiele osób pytało, czy przejmuję się krytyką. Oczywiście przyjmuję ją do siebie i analizuję, a jej obecność w zasadzie mnie cieszy. Prawdopodobnie ktoś bowiem przeczytał moje przemyślenia i postanowił się nad nimi zastanowić. To miłe.

W tym tygodniu obiecałam napisać co nieco o tym, co najbardziej rzuciło mi się w oczy na rzymskich ulicach. Nie zamierzam oczywiście dzielić się banałami o przystojnych, dobrze ubranych mężczyznach, chociaż pominięcie ich egzystencji byłoby w generalnym odbiorze niesprawiedliwe. Także chcę to potwierdzić – jest ich wielu.

Skupię się jednak na czymś nieco innym, co uderzyło mnie najmocniej i uderza za każdym razem, gdy wybieram się do jednego z dużych zachodnioeuropejskich miast. Po ulicach bowiem, jakby nigdy nic, spacerują tam ogromne ilości żołnierzy z ostrą bronią. I to naprawdę robiącą wrażenie. O militariach nie wiem zbyt wiele, poza historycznymi faktami, do których zawsze mnie ciągnęło. W Polsce często nabijamy się z mundurowych, nie są zbytnio szanowani, szczególnie w obliczu ostatnich kontrowersyjnych starć z protestującymi przeciw władzom z ramienia PiS. Tam chyba wygląda to nieco inaczej, gdyż pod wejściem do Muzeów Watykańskich zamiast policjantów krążą po prostu włoscy żołnierze.

Wariacja na temat patrolowania polskich ulic

Jeżeli pominąć już jednak obecność wojska pod niewielkimi baldachimami chroniącymi na chodnikach przed słońcem, to fakt, iż rządy zachodnioeuropejskie boją się kolejnych aktów przemocy i terroryzmu, jest praktycznie nie do zauważenia poza pojedynczymi momentami. Mnie szczególnie ubodło, gdy w Koloseum zobaczyłam mundurowego, który z niezbyt zadowoloną miną przeglądał kosze na śmieci. Co tam przeglądał! Po prostu grzebał w nich z wyrazem twarzy, która nie przypominał ekscytacji à la Sherlock Holmes. „Codziennie jest tam tyle osób, tylu turystów, nie powinnaś się dziwić” – usłyszałam w rozmowie telefonicznej z jedną z najbliższych mi osób. No i racja, pełna słuszność. Jednak nie potrafię sobie wyobrazić podobnej sytuacji w naszym kraju. Bo czy nie wywołałoby to buntu? Chyba wciąż zbytnio kojarzyłoby się ze stanem wojennym, pomimo całkowicie odmiennej sytuacji społecznej oraz politycznej. Przedziwne. Wojsko na ulicach? Odpada.

Aby zrozumieć, skąd taki strach wśród Włochów, zaczęłam bardzo szybko myśleć oczywiście o kryzysie migracyjnym. Ich kraj znalazł się bowiem w niezwykle trudnej sytuacji, gdyż położony jest na szlaku, którym do Europy przybywają tysiące osób. Prawo międzynarodowe (chodzi oczywiście o pomysły dotyczące relokacji przybyszów) nie jest już dziś w pełni respektowane przez władze europejskich państw, więc Włochy są z inicjatywy Angeli Merkel (nieświadomej chyba skutków swoich decyzji w momencie ich podejmowania) niejako odciążane. Jednak w jakim stopniu?

Joachim Brudziński na językach całej Polski

W trakcie moich przemyśleń na ten temat wdałam się w dyskusję z bliską mi osobą, będącą już jednak starej daty. Wyglądała ona w następujący sposób:

MW: Zadziwiające, nie zdawałam sobie sprawy z tego, że to aż taki problem, że tak się boją.
AH: A widzisz, nasz rząd PiS nie wpuszcza uchodźców i mamy spokojnie, bez wojska na ulicach i bez strachu.
MW: Ale Włosi nie mają wyboru, kwestia położenia geograficznego.
AH: No już ty nie dyskutuj ze mną o polityce, panu Jarosławowi podziękuj.

Tak, to ona zaczęła, jednak musiałam wysłuchać swojej części politycznej indoktrynacji. Kiedy jednak przestała, na Twitterze zobaczyłam wpis na temat wojska na ulicach Brukseli, który popełnił minister Joachim Brudziński i po prostu przewróciłam oczami.

Joachim Brudziński oburzył czy dał powód do dumy?

Czego nie akceptuję w całej retoryce tweeta oraz wszystkiego, co narosło wokół niego? Oczywiście uderzania w skrajności, które – jak widać – wpływa na sposób myślenia obywateli. I to z obu stron.

PiS oraz sam Joachim Brudziński po raz kolejny stawiają Polskę na linii my – oni, bo u nas jest bezpiecznie, a w Europie Zachodniej nie jest, u nas kraina mlekiem i miodem płynąca, a tam walka o przetrwanie. Jedna wielka bujda. Kiedy duża część Polaków szydzi z zamieszek w Paryżu i buntów przeciw Emmanuelowi Macronowi, zapominamy jakby o protestach pod rodzimym Pałacem Prezydenckim i retoryce „głowy państwa – długopisu”. Rozdźwięk między motywacjami buntowników przeciw francuskiemu przywódcy oraz Andrzejowi Dudzie wynika najpewniej po prostu z różnicy systemów. Gaz pieprzowy i wyginanie rąk tutaj i tam wygląda tak samo, a oczy oraz kości są tak samo kruche i delikatne.

Jednocześnie nie pochwalam jednak przesadzania oraz indoktrynowania w drugą stronę. Bo, chociaż wielu internautów i polityków upiera się, że wojsko na ulicach to jakiś szczyt konfabulacji, ono jest rzeczywistością. Nie wiem, czy w Brukseli, gdyż moi belgijscy znajomi już dawno się z niej wyprowadzili. Ale Rzym, czy Paryż są sztandarowymi przykładami takiej sytuacji. Tak wygląda dzisiejsza Europa, czy nam się to podoba, czy nie. Wyparcie nie sprawi, że żołnierze znikną na klaśnięcie.

Krótkie wnioski po medialnej burzy, której w zasadzie nie chciałam śledzić

Sam fakt, iż wizja wojskowych na ulicach wydała się Polakom tak absurdalna, być może także pokazuje wiele. Ucieleśnia to, o czym wcześniej wspomniałam. Wyobrażam sobie raczej rodaków i rodaczki chwytających za wszystko, co pod ręką, aby się bronić, niż tych samych ludzi obserwujących patrole wojskowe pod Spodkiem, Pałacem Kultury i Nauki, czy też Sukiennicami. Poza tym po co, skoro PiS nie wpuścił uchodźców? Albo skoro wojsko na ulicach to jeden wielki wymysł i spisek prawaków, wśród których bryluje Joachim Brudziński? Kochani – to właśnie ta słynna manipulacja.

Jakie wnioski chciałabym, aby czytelnik wyciągnął z mojego wywodu? Prawdopodobnie jeszcze bardziej przystępne niż zwykle. Tekst powstał po to, aby pokazać, jak łatwo wpadać w skrajności, uogólniać, ale także rozpoczynać od zera powszechną panikę, która oczywiście do niczego nie prowadzi. No, może poza zgarnięciem paru głosów przez jakiegoś łysego parlamentarzystę, którego nazwisko zapamiętamy na tydzień. A chyba wystarczyłoby po prostu dzielić każde słowa polityków na dwa i wyzbyć się nieznośnej paranoi, która mnie także czasami dopada? Trudne, ale chyba wykonalne. Życzę tego sobie oraz wam.

ZOBACZ TAKŻE:

  1. Międzynarodowy skandal! Morawiecki ośmieszył się przed światem
  2. Ile zarabia Jacek Kurski? Właśnie ujawniono jego zarobki
  3. To koniec. W nocy stało się coś, co przekreśli karierę Jakiego
  4. Rząd nas okłamał! Rytualny ubój w Polsce: zakazu nie będzie, ustawa wycofana

Popierasz Joachima Brudzińskiego?

Zobacz Wyniki

Loading ... Loading ...

To dziś niezwykle rozpoznawalny polityk! Poznajesz go? Stare zdjęcia światowych przywódców


Oto 30 najbardziej niebezpiecznych miast w Polsce! [ZDJĘCIA]

Zobacz również