Choć z tą chorobą Europa poradziła sobie już dawno, jej śmiertelne widmo znów pojawiło się w Europie. Zdobywające coraz większą popularność ruchy antyszczepionkowe wybiły medycynie z ręki najskuteczniejszą broń przeciw niej – szczepionkę. WHO obawia się najgorszego.

Odra to jedna z tych chorób, na którą dzieci są uodparniane w ramach szczepienia ochronnego jeszcze w 10 roku życia. Jest wysoce zakaźna i śmiertelnie groźna dla układu oddechowego. Jak dotąd była tylko złym wspomnieniem, ale cieszące się coraz większym posłuchem ruchy antyszczepionkowe mają, według WHO, sprowadzić na nas epidemię. Jak podaje Zsuzsanna Jakab, przewodnicząca europejskiego rejonu WHO, w zastraszającym tempie rośnie liczba zachorowań na odrę.

 – W dzisiejszych czasach, kiedy podróżowanie jest powszechne, żadna osoba ani żaden kraj nie jest poza zasięgiem wirusa.  Choroba będzie się rozprzestrzeniać po Europie dopóty, dopóki każdy kraj nie osiągnie odpowiedniego poziomu osób zaszczepionych – mówi Jakab.

Najgorsza sytuacja jest w Polsce, Włoszech, Rumunii i na Ukrainie. Tylko w styczniu było w Europie 559 zachorowań na odrę, a ogólna liczba chorych już dawno urosła do poziomu kilkunastu tysięcy osób. W samej Rumunii od początku 2016 roku odnotowano 3,4 tysiąca przypadków choroby, z czego 17 było śmiertelnych. Polska także nie ma z czego się cieszyć – w naszym kraju liczba zachorowań, choć nie tak duża, jak w Rumunii, rośnie najszybciej w całej Europie.

W 2010 roku przypadków wystąpienia odry w Polsce było jedynie 13. Dwa lata później już 70, a w całym 2016 roku już 140. Lekarze nie mają wątpliwości – będzie coraz gorzej. Winne takiej sytuacji mają być ruchy antyszczepionkowe, które stanowczo walczą ze szczepieniami. Żeby natomiast uporać się z odrą, wymagane jest zaszczepienie na poziomie minimum 95% populacji kraju. Trudno jednak o taki wynik, kiedy 1 kwietnia w katowickim Spodku wykład „Prawda o szczepieniach” wygłosić ma Andrew Wakefield, światowej sławy piewca idei antyszczepionkowej.

...

Zobacz również