W polskich mediach głównym tematem dotyczącym relacji z Niemcami jest sprawa reperacji wojennych. To jednak wcale nie jest korzystne dla naszej polityki zagranicznej. Szczególnie w kontekście zbliżających się wyborów do niemieckiego Bundestagu.

Za naszą zachodnią granicą rządzi obecnie koalicja CDU i SDP. Pierwsza partia to chadecy pod przewodnictwem Angeli Merkel. Druga partia to socjaliści, na czele których stoi Martin Schulz.

Na trzecią siłę w niemieckiej polityce wyrasta ponownie zresztą FDP, czyli centroprawicowa partia liberalna, wieloletni sojusznik rządzącej CDU. I to właśnie druga i trzecia siła w niemieckiej polityce najbardziej zagrażają Polsce.

Liderzy SDP i FDP głoszą bowiem poglądy zupełnie niezgodne z polską racją stanu. Przewodniczący FDP Christian Lindner proponuje na przykład, żeby uznać aneksję Krymu przez Rosję za tzw. trwałe prowizorium i nie nakładać z tego powodu na Federację Rosyjską sankcji. Zarówno on, jak i Schulz są zwolennikami współpracy gospodarczej z Rosją, między innymi w kwestii Nord Stream 2.

Obie partie są przeciwne podnoszeniu nakładów na armię do minimum 2% PKB, czego wymaga NATO. Sigmar Gabriel, minister spraw zagranicznych Niemiec z ramienia koalicyjnej SDP otwarcie wypowiada się przeciwko amerykańskim sankcjom nakładanym na Rosję. Niemieccy socjaliści są też przeciwni sprowadzaniu z Ameryki skroplonego gazu LNG.

Według ekspertów, obecna władza w Niemczech, chociaż  krytykuje polski rząd, jest Polsce o wiele bardziej na rękę, niż potencjalna koalicja SDP i FDP. Dlatego  – jak przekonują – narzędzie polityczne w postaci roszczeń za II wojnę światową lepiej zostawić na ewentualną walkę z socjalistycznym rządem Schulza, który może zastąpić Merkel na stanowisku kanclerza.

ZOBACZ TAKŻE:

https://www.youtube.com/watch?v=1CuF_GBTFOQ

...

Zobacz również