Już wkrótce do kin wejdzie polska produkcja pod tytułem „Smoleńsk”, opowiadająca historię wiadomego wypadku samolotowego. Wszystko wskazuje jednak na to, że twórcy filmu niespecjalnie przejmują się faktami.

Słynny pracownik TVP to Sławomir Wiśniewski, który był w Smoleńsku, a następnie został zatrzymany przez rosyjskie służby. Co prawda Wiśniewski wyszedł już po godzinie i ma się dobrze, ale wśród niektórych środowisk wciąż pokutuje mit, że „zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach”.

Skąd w ogóle wzięła się taka wersja historii? Otóż Wiśniewskiego pomylono z Krzysztofem Knyżem, który faktycznie zmarł wkrótce po katastrofie, jednak nie miał z nią nic wspólnego.

Sławomir Wiśniewski skontaktował się z twórcami filmu, który niemal na pewno przedstawi katastrofę w Smoleńsku jako zamach. Próbował im powiedzieć, że jest tak żywy jak to tylko możliwe, jednak ci niespecjalnie się tym faktem przejęli.

– Uśmiercać mnie bez mojej wiedzy, to tak trochę głupio – komentuje Wiśniewski.

Ostatecznie udało mu się wynegocjować tylko napis pod koniec filmu, który głosi: „Z uwagi na dobro osób do tej pory żyjących, a będących świadkami lub uczestnikami tych zdarzeń pewne fakty zostały dopasowane do potrzeb fabuły”; oraz 4 tysiące złotych za prawa autorskie do materiału, który twórcy filmu chcieli sobie przywłaszczyć za darmo.

źródło: natemat.

...

Zobacz również