Fidget spinnery to ostatni krzyk mody wśród zabawek dla najmłodszych. Gadżet nie ma wielu funkcji –  można nim jedynie kręcić w kółko, zmusza więc do kreatywności. Niestety, jak pokazuje przypadek Johna Harrisa i jego syna, czasami lepiej nie eksperymentować.

John Harris razem ze swoim synem przeżyli prawdziwe chwile grozy, kiedy próbowali powtórzyć trik z fidget spinnerem, który widzieli w sieci. Na nagraniu gadżetem zabawił się Scott Middleton, który trzymając zabawkę w uścisku imadła wprawiał go w ruch sprężarką powietrza.

Ojciec i syn włożyli więc spinnera w imadło, zacisnęli i za pomocą sprężonego powietrza wprowadzili go w ruch. Chyba jednak nie obejrzeli filmu Middletona do końca, gdyż nagle, kiedy spinner kręcił się już z zawrotną prędkością, zabawka eksplodowała. Jeden z odłamków uderzył młodziutkiego syna Johna Harrisa w twarz. Chłopiec zalany krwią natychmiast trafił do szpitala, gdzie założono mu 30 szwów.

Jak mówi Amerykanin, mieli szczęście w nieszczęściu – gdyby odłamek zabawki trafił w oko chłopca, mogłoby skończyć się o wiele tragiczniej. Harris opublikował w sieci zdjęcie dziecka po operacji założenia szwów. Ma to być przestroga dla wszystkich, którzy mają zamiar pobawić się ekstremalnie swoim spinnerem.

Oglądając nagranie Middletona można mieć jednak wrażenie, że chłopiec i tak miał szczęście, że spinner nie wybił mu zębów. Na filmie widać bowiem, jak rozpędzony gadżet eksploduje, a potem jego kawałki rozlatują się we wszystkie strony i słychać głośny huk. Middleton zrobił nawet zdjęcie, które tłumaczy, co było źródłem dźwięku – okazuje się, że siła rozrzutu była tak ogromna, że powbijała części zabawki w ścianę.

źródło: facebook.com/john.harris
źródło: facebook.com/scott.middleton

...

Zobacz również