Donald Trump zamierza ograniczyć prawa dziennikarzy pracujących na terenie Białego Domu. Podobnie jak miało to miejsce w Polsce – chodzi o swobodę poruszania się po obiekcie i akredytacje. Przedstawiciele niektórych mediów biją na alarm i przekonują, że to atak na wolność mediów. 

Kryzys parlamentarny jaki ma miejsce ostatnimi czasy w Polsce urósł do niespotykanych dotąd rozmiarów głównie za sprawą wydarzeń jakie miały miejsce w polskim parlamencie po tym gdy obóz władzy zainicjował prace nad ograniczeniami dla dziennikarzy pracujących na terenie Sejmu.

Prawo i Sprawiedliwość zaproponowało, by od nowego roku wszystkie media miały ograniczone prawa na terenie Sejmu. Będzie obowiązywał je zakaz swobodnego poruszania się po parlamencie, a polityków będą mogli wypytywać jedynie w specjalnie wyznaczonym do tego miejscu, z dala od centrum wydarzeń. Ograniczona zostanie również liczba akredytacji prasowych dla redakcji.

Podobne regulacje planuje wprowadzić prezydent elekt Stanów Zjednoczonych, Donald Trump, gdy w połowie stycznia przejmie oficjalnie władzę.

Zmiany mają być „innowacyjne” i polegać m.in. na tym, że akredytacje (których liczba zostanie ograniczona) na konferencje prasowe w Białym Domu będą dostawały nie tylko te media, które mogły na to liczyć dotychczas. Miejsce niektórych mainstreamowych mediów zajmą te mniejsze, internetowe.

Również ilość samych konferencji prasowych w Białym Domu zostanie znacznie ograniczona – dotychczas odbywały się codziennie. Planowana jest również zmiana tematyki wspomnianych konferencji i ich formatu.

Niektóre amerykańskie media – głównie te nieukrywające niechęci do nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych – biją na alarm i przekonują, że jest to pierwszy krok to ograniczenia wolności mediów i słowa w USA.

bh

...

Zobacz również