Ujawniono wstrząsające fakty. Oto co łączy pedofilię Piotra T. i śmierć Leppera

Ujawniono wstrząsające fakty. Oto co łączy pedofilię Piotra T. i śmierć Leppera Źródło:

Zatrzymany i oskarżony o posiadanie i udostępnianie dziecięcej pornografii Piotr T. nie jest byle kim. To znana osobistość związana z polską polityką. Wśród osób powiązanych z Piotrem T. jest także zmarły Andrzej Lepper.

Piotr T. jest specjalistą od wizerunku. Kreował takich ludzi, jak Janusz Palikot, wcześniej, w latach 90. współpracował z Marianem Krzaklewskim, Michałem Kamińskim i Stanem Tymińskim. W swojej karierze ma jednak na koncie także współpracę z Andrzejem Lepperem. Zdaniem mediów to właśnie T. miał być twórcą politycznego, "niechłopskiego" wizerunku Leppera. Sam współpracę z szefem Samoobrony określał "eksperymentem Lepper". - Pamiętam, że dla znajomych byłem pośmiewiskiem. Stukali się w głowę, że doradzam takiemu Lepperowi. Ale byłem pewny, że wstawię go do parlamentu. To niegłupi człowiek, jest pojętny, a dzięki temu inteligentny. Szybko się uczy - wspominał pod koniec współpracy w 2007 roku Piotr T. Późnej przestał popierać polityka Samoobrony, zaś o eksperymencie stwierdził, że "wymknął się spod kontroli". Równocześnie jednak jeszcze w 2016 roku Piotr T. wypowiadał się na temat śmierci Leppera. Także wtedy media określały go "przyjacielem Leppera".

Wspólny sprawca?

T. jest jedną z tych osób, które uważają, że Lepper nie popełnił samobójstwa, a nawet jeśli, to nie z powodu długów. Raczej, jak twierdził T., Lepperowi "ktoś pomógł". - Ale nie mam na myśli dokonania morderstwa w dosłownym tego słowa znaczeniu. Można komuś „pomóc” w odebraniu sobie życia, np. szantażując go - mówił T. Teraz ekspert od wizerunku twierdzi, że on sam jest wrabiany przez służby. Nie przyznaje się do kolekcjonowania dziecięcej pornografii i uważa, że ktoś mu ją podrzucił. Czyżby to była ta sama osoba, która wcześniej "pomogła" Lepperowi w odejściu z tego świata? Takie teorie zyskują w internecie coraz większą popularność. Ile w nich jednak prawdy - tego pewnie nie dowiemy się nigdy. Następny artykuł