Dzieje się! Ujawnino właśnie NAJWIĘKSZĄ aferę w Polsce od lat

Dzieje się! Ujawnino właśnie NAJWIĘKSZĄ aferę w Polsce od lat

Radio ZET ujawniło szokujące informacje. To może być największa afera w Polsce od wielu lat. We wszystko zamieszane jest CBA i... politycy Prawa i Sprawiedliwości.

Radio ZET ujawniło niezwykłe informacje dotyczące operacji sprzed przejęcia przez PiS władzy. Jak informuje dziennikarz "Zetki" Mariusz Gierszewski, miało dojść do przecieku, który pozwolił ostrzec współpracownika posłanki PiS pochodzącej z Lubelszczyzny. Przeciwko niemu prowadzono operację, jednak w odpowiednim momencie przez znajomości posłanki dowiedział się o tym od niej. O wszystkim poinformował prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego były szef lubelskiej delegatury CBA w specjalnym liście. Ten pozostał jednak bez odpowiedzi.

W CBA doszło do przecieku

Były dyrektor delegatury CBA w Lublinie Tomasz G. napisał do prezesa Jarosława Kaczyńskiego list. Wyłuszcza w nim wszystkie szczegóły związane z przeciekiem. Jak się okazuje w grudniu 2015 roku, kiedy PiS przejął już rządy w Polsce, Tomasz G. poinformował o przecieku szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego Ernesta Bejdę. Jak twierdzi, pomimo solidnych dowodów nie wszczęto postępowania dyscyplinarnego przeciwko agentowi, który winny był przecieku. Przeprowadzono jedynie postępowanie wyjaśniające, w którym przedstawiono mu stawiane zarzuty. Następnie, jak informuje G., agent otrzymał podwyżkę w wysokości 2,5 tys. zł i premię. Sam autor listu do Kaczyńskiego został z kolei zwolniony z początkiem 2016 roku. Później jeszcze osoba, wobec której toczyło się śledztwo i operacja CBA, objęła stanowisko prezesa w jednej ze spółek Skarbu Państwa. - Niewykluczone, że najważniejszy warunek takiego powołania, to wieloletnia znajomość z prominentną lubelską panią poseł - pisze rozgoryczony G.

Sprawa utknęła w martwym punkcie

Prezes partii rządzącej otrzymać list miał w październiku 2016 roku. Od tamtego czasu jego autor nie otrzymał żadnej odpowiedzi. Były szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego Paweł Wojtunik skomentował ten przeciek porównując go do afery starachowickiej. - Mogło dojść do zagrożenia życia funkcjonariuszy prowadzących operację - stwierdził Wojtunik. CBA także skomentowało tę sprawę zaprzeczając jednak głównym tezom pisma Tomasza G. do prezesa PiS. - Informacje pozyskane z CBA dowodzą, że w lubelskiej delegaturze CBA nie doszło do przecieku informacji - stwierdzono w komunikacie. - Jednocześnie informuję, że opisywana sprawa była wyjaśniana w ramach postępowania wewnętrznego, wszczętego pod koniec 2015 roku. Postępowanie to nie dało podstaw do wszczęcia postępowania dyscyplinarnego, a tym bardziej nie wykazało, by doszło do przestępstwa - dodano. WARTO PRZECZYTAĆ:
  1. Kaczyński zamilkł, policja bezwzględna. Człowiek RYDZYKA zatrzymany!
  2. CBŚ w końcu dorwała PSL-owca. Chodzi o PEDOFILIĘ
  3. Już jasne! Służby odkryły, kto otruł Skripala
Następny artykuł
Nie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj pikio.pl na: Google News